Strażacy przegrali z szerszeniami

OBORNIKI. W minionym tygodniu wezwano strażaków do usunięcia szerszeni. Nie dość, że spartaczyli akcję, to na dodatek narazili ludzi na duże niebezpieczeństwo, by ich na koniec zostawić samych na pastwę losu. 

Wszystko zdarzyło się wieczorem, w budynku przy Drodze Leśnej. Mieszkający w pobliżu Romowie zauważyli, że przy domu sąsiednim lata spora ilość wielkich szerszeni. Mieszka tam kobieta z pięciorgiem dzieci. Wezwano straż pożarną z Obornik. 

Strażacy okazali się być zupełnie nieprzygotowani do akcji. Jeden z nich spryskał środkiem „rajd” gniazdo znajdujące się przy poddaszu. Poinformował też mieszkańców, że nie mogą wrócić do domu, bo środek chemiczny nie wywietrzał. Strażacy zastanawiali się nad rozbiórką dachu w poszukiwaniu owadów, ale stanowczo sprzeciwiła się temu lokatorka budynku. 

Dzielni strażacy odjechali więc, nie sprawdziwszy przedtem skutku swego działania. Tymczasem środek (skuteczny głównie na muchy) tyko rozwścieczył szerszenie. Ogromne i rozdrażnione owady wleciały szparami do mieszkania pełnego dzieci. 

Ich matka wykazała przytomność umysłu i wraz z dziećmi wybiegła na zewnątrz wołając pomocy. Podeszli sąsiedzi. Zdecydowali, by już nie fatygować więcej strażaków i wezwali straż miejską. Przybyły patrol stwierdził, że szerszenie uniemożliwiają rodzinie powrót do domu, a niewiele brakuje do północy i pięcioro dzieci oraz ich matka są na ulicy bez żadnej pomocy. Na początek skontaktowali się ze strażakami, by uzyskać informacje na temat owadów. Tam usłyszeli, że straż zrobiła co mogła, ale mają numer telefonu do prawdziwych profesjonalistów. Strażnicy zadzwonili do firmy zwalczającej owady, a jej pracownik przyjechał do Obornik. 

W tym czasie kobieta z dziećmi siedziała w radiowozie. Gdy dzieci poczuły się zmęczone, komendant straży miejskiej Jacek Klawiter zdecydował odwieźć rodzinę na nocleg do rożnowickiego Markotu. Tam znalazła ona opiekę i wygodny pokój. 

Dezynsektor z Poznania przybył do pechowego domu i używając środka silnego owadobójczego, wyrzucanego pod ciśnieniem ośmiu atmosfer, skutecznie rozprawił się z szerszeniami. Na koniec odkrył całe gniazdo i sprawdził, czy żaden z groźnych owadów nie ocalał. Mieszkanie wywietrzono i rodzina mogła wrócić na miejsce. Nie doszło do zniszczenia dachu, więc wszystko wróciło do normy. Tego, co o obornickich strażakach mówili mieszkańcy Drogi Leśnej nie będziemy cytować. Druhowie nie popisali się tym razem, najwyraźniej partacząc prostą akcję.  

Podobne artykuły