Pół miliona złotych kary dla obornickich wodociągów

OBORNIKI. Spółka gminna o nazwie Przedsiębiorstwo Wodne i Kanalizacyjne w Obornikach zapłacić ma „tylko” 499 tysięcy złotych tytułem kary za zrzut niezbadanych przedtem ścieków. Taką decyzję podjął organ nadzorczy, po tym jak wyszło na jaw, że ścieki „badała” firma nie posiadająca do tego żadnych uprawnień. 

Firmę wybrali trzej pracownicy spółki, w tym szwagierka byłego prezesa oraz syn byłego radnego i działacza z SLD. Winnych nowy prezes Tomasz Augustyn dyscyplinarnie zwolnił z pracy, a z organem nadzorczym rozpoczął ponad roczne pertraktacje. Wykazał, że najważniejszy z czynników, czyli kwasowość ścieków, był systematycznie badany przez samą spółkę. Badano też ilość azotanów i związków fosforu. 

Jakich jeszcze argumentów użył prezes Augustyn, tego nie wiemy. Rygorystyczny nadzór nad ochroną środowiska zdecydował, iż przedsiębiorstwo zamiast niemal już pewnych 4,5 mln złotych kary, zapłaci „jedynie” 499 tysięcy i to do roku 2012. Nie musi ich też płacić gotówką, a wystarczy, że wyda te środki na inwestycje własne chroniące środowisko. 

Półmilionowa kara zdecydowanie zaważy teraz na bilansie spółki, przez co ta nie będzie mogła skorzystać z planowanych kredytów na dalszą budowę sieci kanalizacyjnej. 

Ukarani dyscyplinarnie pracownicy odwołali się od decyzji prezesa do sądu pracy, ale ten utrzymał decyzje Tomasza Augustyna w mocy. Pytany o to, czy odda teraz on do sądu sprawę odszkodowań od winnych pracowników, odparł że się nad tym poważnie zastanawia. Nie krył przy tym, że zniechęca go fakt, iż może od nich uzyskać maksymalnie równowartość trzech pensji, bo takie jest prawo. Byłby to niewielkie zadośćuczynienie przy ogromnej stracie energii i cennego czasu, który zamiast spędzać w sądowych korytarzach, można przeznaczyć na ważniejsze dzieła.  

Jeżeli się zważy, że za błąd trójki pracowników, spółka, -a w rezultacie oborniccy podatnicy – mogli zapłacić nawet 10 mln złotych, to finał tej sprawy trzeba uznać za szczęśliwy. Nie można jednak twierdzić, że nic się nie stało, bo owe „tylko” pół miliona podatnicy i tak prędzej lub później zupełną z własnej kieszeni.

Podobne artykuły