Księgowa okradła przedszkole

OBORNIKI. Marianna S. jest księgową z 40-letnim doświadczeniem. Mogłaby już może nie pracować, ale ma chorego męża i zadłużonego syna, robiącego interesy w Niemczech. Pani Marianna księguje więc nadal i to na dwóch etatach. Jeden ma w przedszkolu mieszczącym się przy ulicy Staszica w Obornikach, a drugi w obornickiej firmie „R”. 

Zarabiała dostatecznie, jednak jak sama przyznała, syn wciąż potrzebował pieniędzy, więc musiała je dla niego zdobywać. Jakim to sposobem? Po prostu systematycznie okradała pracodawcę. 

Marianna S. kradła pieniądze z konta specjalnego przedszkola, przelewając je na własny rachunek bankowy. Nie ustalono jeszcze dokładnie, jak długo trwał ten proceder.

Były to różne kwoty, jednak na tyle znaczne, że zaczęły się z czasem problemy z płynnością finansową przedszkola. Z tym księgowa radziła sobie w ten sposób, że ilekroć dyrektorka prosiła ją o podanie stanu konta, księgowa szybko przelewała pieniądze z konta firmy „R” na konto przedszkola, a następnie pokazywała dyrektorce saldo. Zawsze zgadzało się ono z księgami, więc wszystko mogło wrócić do początku. „Pożyczone” pieniądze znów przelewała na konto firmy „R”. Państwo R., właściciele firmy, niczego nie podejrzewali i proceder kwitł bez żadnych przeszkód. 

Konto specjalne nie jest tak często sprawdzane i używane, jak konto bieżące, więc „przedsiębiorcza” księgowa nie musiała się obawiać rychłej wpadki. Dyrektor przedszkola co pewien czas kontrolowała oczywiście stan kasy i kont, jednak doświadczona Marianna S. bez trudu potrafiła ją zwieść. 

Czas mijał, księgowa coraz więcej pieniędzy przelewała na własne konto i powstawał coraz większy deficyt. Udawało się go ukryć dzięki coraz częstszemu podkradaniu pieniędzy z konta firmy R”, aby uzupełniać nimi konto przedszkola. Mimo to przedszkole zaczęło zalegać z należnościami w ZUS-ie oraz innymi płatnościami. W ten sposób Marianna S. przywłaszczyła sobie z konta specjalnego kwotę około około 80 000 złotych, a taką „dziurę” trudno było ukryć. 

Być może trwało by to jeszcze dłużej, gdyby dyrektor Elżbieta Pauszek nie dostrzegła, że pieniądze na wypłaty dla pracownic przedszkola pochodzą z „wpłaty własnej”. Zaintrygowana tym faktem postanowiła sama zgłębić skomplikowane zapisy stanu finansów placówki. To co odkryła dowodziło niezbicie, że jej zaufana księgowa, z nienagannym życiorysem i ponad 40-letnią praktyką, po prostu kradnie. Dyrektor zarządziła kompleksową kontrolę stanu finansów oraz zabezpieczyła wszystkie dokumenty. Cofnęła też pełnomocnictwa księgowej, a o swych podejrzeniach powiadomiła w miniony piątek Prokuraturę Rejonową w Obornikach. Od tego momentu ruszyło postępowanie. 

Pewnym już jest, że tylko na koncie specjalnym brakuje około 80 tysięcy złotych. Ile brakuje w przedszkolu w ogóle pieniędzy, trudno dziś jest ocenić. Czy są też braki w kasie firmy „R”, tego nie wiemy. 

Jak zdołaliśmy się dowiedzieć, Marianna S. miała się tłumaczyć w ten sposób, że kradła nie dla siebie, lecz dla syna. Czy jednak ślepa matczyna miłość potrafi pchnąć uczciwą kobietę  do tego, by okraść pracodawcę? Może i tak. 

Marianna S. przepracowała bez wątpienia wiele lat uczciwie. Kłopoty syna mającego ogromne długi kazały jej – jak tłumaczyła – ratować dziecko. Czy da radę zwrócić taką kwotę? Czy przedszkole poradzi sobie z deficytem? Trudno na te pytania dziś odpowiedzieć. Szczęście, że dyrektor Elżbieta Pauszek w porę wykazała się czujnością i przenikliwością, nie dopuszczając do ruiny. Doświadczony księgowy potrafi bowiem wyprowadzić z firmy środki aż do ostatniej złotówki.  

Podobne artykuły