Spór o obornicką Młynówkę

OBORNIKI. Prace na jazie przebiegają w doskonałym tempie i budzą powszechne zainteresowanie. Niemal codziennie nad Wełnę przybywają wycieczki oborniczan zainteresowanych postępem prac. Są już czynione plany co do wykorzystania wyspy, gdy podniesie się wokół niej woda, a wędkarze liczą na napływ ryb. 

Po czterech latach zmagań i przepychanek firma Enea Elektrownie Wodne z Jastrowia uzyskała wreszcie od starosty obornickiego pozwolenie wodno-prawne na szczególne korzystanie z wody. To pozwoliło jej na uzyskanie pozwolenia na budowę i ogłoszenie przetargu. Wygrała go firma z Grudziądza i prace ruszyły. 

Nie wszystkim się to jednak podoba. Być może firma z Jastrowia nadal nie miałaby pozwolenia ze starostwa, gdyby nie interwencja sekretarza powiatu Piotra Sitka pragnącego zakończyć bezsensowna i wieloletnią wojnę o papierek. Główną oponentką, oprócz byłego starosty Żuromskiego, była jedna z urzędniczek, która publicznie nawet obiecała, że póki ona tam pracuje, to zgody nie wyda. Życie, pragmatyzm sekretarza starostwa i organ nadrzędny zdecydowały jednak inaczej, choć owa urzędniczka najwyraźniej wciąż nie zrezygnowała ze swego uporu. 

Grudziądzka firma wchodząc na teren budowy wystąpiła do gminy o pozwolenie na wykorzystanie ulicy Chłopskiej jako drogi dojazdowej. Gmina takiej zgody udzieliła rada, że prace trwają i przyroda odżyje. Zgodę tę jednak oprotestowało starostwo. Zakwestionowało je, bo dojazd odbywa się przez Młynówkę czyli kanał, którym kiedyś płynęła woda do młyna. Gminni urzędnicy starali się wyjaśnić koleżance ze starostwa, że Młynówki żadnej tam już nie ma. Właśnie wydane przez władze powiatu pozwolenie wodno-prawne pozbawiło ją resztek wody. Młyn, obecnie napędzany prądem, też jej nie potrzebuje a dawny kanał stał się zwykłym rowem i jako rów został na wysokości mostku zasypany. 

Urzędnicy starostwa nie przyjęli tego wyjaśnienia i sprawa trafiła pod rozstrzygnięcie do wojewody. W województwie poparto decyzje gminy, oceniając ją jako zasadną. Starostwo się znowu odwołało i teraz to poznańscy urzędnicy jęli wyjaśniać urzędnikom, lub lepiej, urzędniczce ze starostwa obornickiego, bezsens jej skargi. Ostatecznie starostwo z protestu nie zrezygnowało i teraz sprawa toczy się pomiędzy władzami województwa i powiatu obornickiego. 

Na jazie tymczasem prace trwają a oborniczanie przypatrują się ich widocznemu postępowi. Co dzień niemal wycieczki śledzą kolejne czynności na budowie nowego jazu. Szczególnie ubiegły tydzień należał do wyjątkowo atrakcyjnych, gdy wysadzane były podpory zdemontowanej już kładki na starym jazie. 

Po co komu potrzebny jest dalszy spór w sprawie tej inwestycji, nie nam to rozstrzygać. Pewne jest, że skutkiem czyjegoś uporu zmarnowano już cztery lata. Przyroda tych lat nie wybaczyła. Uschły drzewa, a ryby odpłynęły.  

Podobne artykuły