Na ulicach Obornik pies zagryzł psa i dotkliwie pokaleczył chłopca

OBORNIKI. Mieszkanka Obornik, pani Magdalena kupiła sobie i swoim najbliższym pięknego bolończyka. Kosztował ją majątek, ale bardzo szybko mały, puszysty i wesoły piesek stał się ulubieńcem całej rodziny. Syn się z nim prawie nie rozstawał, a na każdym kroku piesek odwzajemniał im miłość i czułość ogromnym przywiązaniem. 

Kilkanaście dni temu syn pani Magdy wyszedł jak zwykle z pieskiem na spacer. Nagle do bolończyka podbiegł rosły owczarek niemiecki, należący do około 50-letniego sąsiada. Wielkie psisko nie było na uwięzi i nie miało na pysku kagańca. 

Zaatakowało wielkimi kłami, z warkotam i zawzięcie małego pieska. W obronie pupila stanął syn pani Magdy. Chłopiec dosłownie wydarł pieska z pyska wilczura. Ten jednak nie zrezygnował. Pokąsał dłoń chłopca i odebrał mu bolończyka. Pastwił się nad nim jeszcze przez pewien czas, aż wreszcie podszedł właściciel wilczura i odciągnął go od ofiary. 

Pani Magdalena wezwana telefonicznie, walcząc z korkami na drodze, dotarła swego do domu. Najpierw odwiozła syna na pogotowie, gdzie opatrzono mu dłonie. Potem zabrała psa do kliniki weterynaryjnej. Tam bolończyka długo reanimowano. Był w strasznym stanie i lekarz nie dawał mu wielkich szans przeżycia. 

Właścicielka zapłaciła za reanimacje oraz zabiegi 1600 złotych i wróciła do swego domu. Bolończyk jednak nie przeżył starcia z wielkim wilczurem. 

Pani Magda powiadomiła o incydencie policję. Właściciel psa zapłacił mandat karny za wyprowadzanie psa bez kagańca. Adwokat pani Magdaleny wystąpił zaś do właściciela wilczura o rekompensatę poniesionych kosztów. Zażądał kwoty 3500 złotych za psa i koszty reanimacji. Tylko tyle, bo utraty ukochanego zwierzęcia i szoku oraz ran syna nie da się przeliczyć na pieniądze.  Właściciel psa zgodził się dobrowolnie jedynie na połowę żądanej kwoty tłumacząc, że na więcej go nie stać. Prawnik nie ustąpił i sprawa trafi do sądu, gdzie mogą dojść jeszcze koszty zastępstwa procesowego oraz sądowe. 

Piszemy o tej historii ku przestrodze właścicieli dużych psów. Czasem puszczane są wolno i bez kagańca. Ich właściciele sądzą, że czworonogi nie są agresywne i nikogo nie skrzywdzą. Nic bardziej mylnego. Tak też sądził właściciel wilczura, który nie założył psu kagańca, tłumacząc – on nigdy nie gryzie. Stało się inaczej. Zagryzł ukochanego psa sąsiadów. Pokaleczył ich syna. Chłopiec miał jechać na bajeczne wakacje do babci za ocean. Musiał zostać w domu, gdyż jest w trakcie leczenia. Właściciel wilczura będzie długo płacił za swą wiarę w łagodne usposobienie psa. Taki jest bilans niefrasobliwości. 

Podobne artykuły