Zamieszał diabeł ogonem i uciekł

SŁOMOWO. Jest chyba takie powiedzonko „zamieszał diabeł ogonem i uciekł”. Jeśli go jednak nie ma, to szkoda, bo pasowało by jak ulał do sytuacji wsi Słomowo, czytelnie odzwierciedlonej podczas ostatniego zebrania wiejskiego.

Nim do niego doszło, wybuchł spór pomiędzy grupą popierającą sołtys Jadwigę Kaczmarek i mniejszą, ale prężniejszą grupką, pożerającą miejscowego proboszcza ks. Wojciecha Rena. 

Zaczęło się jak zwykle od pieniędzy. Ksiądz twierdzi, że ich nie ma i brakuje mu nawet na prąd. Większość wiernych wytyka mu fakt, że do kościoła należy ponad 60 ha dobrej ziemi, nie licząc lasu, i jej dzierżawa jest intratą mogącą bez trudu utrzymać maleńką parafię. Tyle faktów, a reszta to już słowa, posądzenia lub domysły.  

Ks. Wojciech jest bez wątpienia osobą niepospolitą. Jest kapelanem strażaków i kapelanem bractwa kurkowego. – Owszem lubi użyć życia i za kołnierz też nie wylewa, ale jak trzeba ochrzcić dziecko jakiejś panience, to nie wymyśla cudactw, tylko robi to, co do niego należy – usłyszeliśmy jedną z opinii na jego temat. Ktoś inny tłumaczył nam:  zobaczcie czym on jeździ. To najskromniejsze autko we wsi. Oszczędza na wszystkim, bo parafia biedna, a jak ktoś ma też biedę, to go jeszcze poratuje. 

Tu trzeba przyznać, że całe sołectwo jest faktycznie niewielkie i liczy sobie zaledwie 220 „dusz”, z czego spora część przeniosła się już do kościoła w Parkowie. Sspora cześć to osoby ubogie, które wolą grosz z zasiłku w stoisku monopolowym zostawić, niż na tacę położyć. 

Na czele wiejskiego samorządu stoi sołtys – kobieta, a to już nie wszyscy potrafią zaakceptować. Pani Jadwiga jest osobą bardzo wymagającą, by nie rzecz czasem nawet nadmiernie. Wymaga od innych tyle samo, co od siebie samej, a poprzeczkę postawiła sobie bardzo wysoko. 

Jako jedyny sołtys w gminie Rogoźno sięgnęła po pieniądze unijne i ma szanse na potężne dofinansowanie Słomowa. Gdy burmistrz zapytał sołtysów, kto zorganizuje gminne dożynki, każdy zrobił krok do tyłu, a pani Jadwiga powiedziała: „ja”. Zadbała o wiejską świetlicę, zdobyła dla wsi nowe latarnie i organizuje imprezy dla dzieci. Nie organizuje ich jednak dla dorosłych, bo myśli z niechęcią o „popegeerowskich nierobach” – jak ich tu nazywają – których we wsi jednak nieco zostało. Jest bez wątpienia zaradna i pracowita, ale bywa też impulsywna. 

Spór wiejski spersonalizował się w końcu i stał się sporem pomiędzy sołtysem, a proboszczem, choć oboje swego czasu żyli w całkiem miłej przyjaźni. 

Jak do tego doszło, tego nikt tak naprawdę nie wie, choć niemal każdy ma własną teorię. Grupa pani sołtys śle pisma do Kurii Metropolitalnej a grupa proboszcza dąży do obalenia sołtysa, jednocześnie nie szczędząc ostrych i cierpkich słów osobom popierających Jadwigę Kaczmarek. 

Ci pierwsi odnotowali już swój pierwszy „sukces”. Śląc skargę do Gniezna, uzyskali stanowczą reakcję. Biskup Bogdan Wojtuś odpisał im: Ksiądz Arcybiskup Henryk Muszyński przeprowadził z księdzem proboszczem Wojciechem Renem rozmowę na temat spraw podniesionych przez Państwa. Będzie powołana Parafialna Rada Duszpasterska oraz Parafialna Rada Ekonomiczna. Ekonom ks.Kan. dr. Kazimierz Kochciński dokona analizy dzierżaw i zbada sprawę wyrębu lasu. Jednocześnie Arcybiskup Muszyński zobowiązał księdza Rena do przeproszenia osób, które poczuły się dotknięte jego wypowiedziami. Na koniec wyraził nadzieję na „złagodzenie napięć”. 

Stało się jednak całkiem odwrotnie. Tu trzeba przyznać, że ks Wojciech przeprosił panią sołtys i to na piśmie. – Jednak przeprosił tylko mnie, a nie społeczeństwo – zarzuca mu pani Jadwiga przeprosin nie chcąc uznać. Owo społeczeństwo skupione wokół jej osoby zapałało jeszcze większą niechęcią do proboszcza i o żadnym „złagodzenie napięć” mowy być raczej nie może. To zwiększa zaciętość grupy księdza podsycaną inspirowanymi przez jego środowisko (strażackie) niewybrednymi wobec sołtys artykułami w lokalnej prasie. 

Prędzej lub później musiało dojść do konfrontacji i tak się stało w minionym tygodniu. Do świetlicy wiejskiej przybyło na zaproszenie sołtys Jadwigi Kaczmarek prawie 60 osób. Nie przybył na nie jednak jeden z głównych podmiotów spotkania, jakim jest miejscowy proboszcz. Tłumaczono go, że nie mógł, bo miał w tym samym czasie zebranie strażackie w Owieczkach. Przybył jednak prezes miejscowych strażaków Stanisław Filipowicz twierdząc, że to zebranie w Słomowie było najważniejsze. Przy stole prezydialnym siadł też burmistrz Bogusław Janus z prawnikiem gminy, a w rogu sali usadowiła się radna Renata Tomaszewska z Rogoźna wraz ze swą grupą opozycyjnych radnych. 

Po powitaniu rozpoczęło się zebranie, choć trudno go będzie nam zrelacjonować. Od samego początku zaczął się nieustający atak na sołtys Kaczmarek. Pani Maria nie dawała dojść nikomu do głosu i gdyby nie jej siwe włosy, trudno byłoby uwierzyć, że ma już znaczną cześć życia za sobą. 

Jej głównym zarzutem wobec pani Jadwigi było to: jezdeś za mundra, jak tylko zostałaś sołtyską. Wygryzłaś się i masz co jeść. Wtórowała jej najczęściej pani Dorota wykrzykując bez sensu: jestem patologiczna, jestem patologiczna. W pół drogi pomiędzy nimi siedziała pani Andżelika, wykrzykując jeszcze głośniej swoje kwestie, ale tego zacytować nie możemy, gdyż był to prawdziwy rynsztok słowny. 

Po pewnym czasie zebrane w ciasnej i dusznej salce osoby zapomniały o pani sołtys Jadwidze, stojącej wciąż jak posąg z wyrazem nie skrywanego zaskoczenia na twarzy. Zaczęto się lżyć na wzajem. 

Gdy prezes OSP wetknął panu Burzyńskiemu, że ten popiera soltyskę walczącą z księdzem, Burzyński mu przypomniał o tym jak szydził, że ksiądz kapelan pije ze strażakami z dwóch kieliszków naraz. Jedna z pań ruszyła w stronę Burzyńskiego, ale siadła cicho, gdy ją zapytał: a co pani dla naszej wsi zrobiła? Pan Kazimierz jest w Słomowie chyba ważną postacią, bo nawet krzycząca na oślep na każdego pani Maria przyznała: tyś Burzyński był kiedyś najlepszy w całej wsi. Dlaczego przestał nim być w jej mniemaniu, tego już jednak nie powiedziała. 

Szacunkiem też cieszyć się musi mieszkaniec Szczytna Stefan Słomiński. Choć znaczna cześć zebranych jego słów słuchała z uwagą, kilka osób usiłowało go zagłuszyć. Pan Stefan przypomniał, jak ks. Ren z ambony zawołał, że nie dopuści do żadnej imprezy we wsi. Potem odkrył, iż wśród przyczyn leży fakt, że wiejskie boisko ma być cmentarzem.  Tam już nawet krzyże stoją. -To nie prawda – zawołała pani Dorota – tam pod krzyżami leżą tylko pieski. 

Spierano się ostro nie tylko o boisko, ale i o tablicę na pomniku oraz park przy pałacu. – Taka sołtys, a nie kosi tam trawy – wołała jedna z pań. – To nie park wiejski, ale pana Białachowskiego i on wykosił sobie – wołała inna pani. 

Spory trwały tak długo, aż cześć przybyłych na zebranie nie nabrała pewności, że nie będzie tego dnia odwołania sołtysa. Około dziesięć osób wyszło z sali, a Jadwiga Kaczmarek zapytała, kto jest za zorganizowaniem w Słomowie gminnych dożynek? W górę poszybowała zdecydowana większość rąk.

Została zdecydowaną większość osób popierających sołtys. Kolejna próba jej odwołania ma nastąpić jeszcze w lipcu, jednak wydaje się, patrząc z boku, że obecna sołtys może zostać na swym stanowisku. Ludzie jeszcze pamiętają jak odwołali dobrego sołtysa Jana Krugiełkę i wielu ma z tego powodu kaca do dzisiaj. 

Zebranie się skończyło, choć linia podziału we wsi nie zbladła i nadal jest bardzo wyraźna. Szkoda, że na zebranie nie przybył ks. Wojciech Ren, choć do niego zachęcał. Wiele rzeczy można by wyjaśnić, a może i wiele naprawić. Tak on, jak i sołtys, są bez wątpienia silnymi charakterami. Każde z nich może bardzo wiele. Razem dokonywaliby cudów, a osobno mają ciągły stan wojenny. 

Na naszej stronie TV Oborniki (www.oborniki.com.pl) można będzie obejrzeć kilka migawek z zebrania w Słomowie i prosimy nam wierzyć, że z trudem wyselekcjonowaliśmy te najbardziej cywilizowane.

Podobne artykuły