Młoda oborniczanka zginęła na drodze pod Łopuchowem

ŁOPUCHOWO, OBORNIKI. W sobotę 27 czerwca, korzystając z wolnego dnia, dwie zaprzyjaźnione pary z Osiedla Leśnego w Obornikach, postanowiły odwiedzić muzeum dinozaurów pod Gnieznem. Jechali przez Murowaną Goślinę Hondą Accord. Po godzinie 16 kierowca samochodu, minąwszy Łopuchowo,  rozpoczął manewr wyprzedzania. 

Niestety, jadący przed nim Fiatem Punto 60-letni mężczyzna nie zachował należytej ostrożności i nie patrząc w lusterko rozpoczął ten sam manewr. Fiat Punto zahaczył bokiem, na wąskiej drodze, mijającą go już Hondę. Potrącony samochód obrócił się na jezdni i uderzył w przydrożne drzewo. Siła uderzenia była tak wielka, że Honda dosłownie owinęła się wokół pnia. Osoby widzące naocznie zgnieciony samochód zgodnie twierdzą iż z z wypadku nie miał prawa nikt wyjść żywy.

Z czwórki podróżujących wypadku nie przeżyła Ewa, 24-letnia oborniczanka. Aby ją ratować, na miejsce sprowadzono śmigłowiec ratunkowy z Poznania, który natychmiast przetransportował ją do szpitala MSWiA. Niestety, obrażenia, których doznała, były zbyt poważne. Kobieta zmarła. Tragiczny wypadek przeżył jej mąż oraz druga para, która z nimi jechała.

Jeden z mężczyzn z obrażeniami ortopedycznymi leży w szpitalu, ale jego życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. Dwie pozostałe osoby z potłuczeniami, ale w stanie fizycznym dobrym, przebywają we własnych domach.  Jak udało nam się dowiedzieć, Ewa była  wyjątkowo miłą, życzliwą i wiecznie uśmiechniętą dwudziestoczterolatką, która została pochowana prawie dokładnie w pierwszą rocznicę swojego ślubu.  

– Gdyby tam nie było drzewa, to ta kobieta mogłaby przeżyć. Samochód co najwyżej wpadłby do rowu lub na pobliskie pole – stwierdził w wypowiedzi dla prasy Mirosław Dziel, szef wągrowieckiej „drogówki”. – Przy tak gęsto rosnących drzewach, w momencie gdy tracimy panowanie nad samochodem i spadamy na pobocze, nie mamy praktycznie szans, aby uniknąć uderzenia w nie. Osobiście uważam, że jeśli ktoś z takiej sytuacji wyszedł żywy, to uratował go cud. Jeśli udaje się nam uniknąć czołowego uderzenia w drzewo, to uderzamy bokiem pojazdu, co jest jeszcze bardziej niebezpieczne. Jedno to kwestia odległości między drzewami, a drugie to ich oddalenie od jezdni. Na tej trasie, w okolicy Skoków i dalej Łopuchowa, rosną one praktycznie już w asfalcie. To stanowczo zbyt blisko.  

Podobne artykuły