Przywitali jajami, pożegnali kwiatami

ROGOŹNO. Kim jest ksiądz Jan Kasztelan? Źle wypełniającym swoje obowiązki duchownym, czy takim, który nie wstydzi się tego, że jest też człowiekiem? Na pożegnalnej Mszy powiedział: gdy przybyłem do was miałem tyle…, pokazując przestrzeń pomiędzy palcem wskazującym a kciukiem. 

Nikt chyba w Rogoźnie nie zapomni wydarzeń sprzed 5 lat. W tym czasie umarł ukochany przez parafian ks.Edmund Ławniczak, przez wielu uważany za świętego i niezastąpionego pasterza. Gdy na jego miejsce wyznaczono kontrowersyjnego księdza  z Potulic, zawrzało. Słyszano o nim różne historie poprzez znajomych i rodziny rogoźnian. Czy te informacje były prawdziwe, czy też nie, część rogoźnian powiedział mu na wstępie "nie" i do tego zrobiła to w bardzo nieewangeliczny sposób. 

Ostrzegali, że obrzucą go jajami i wywiozą na taczce. Taczki nie znaleźli, ale jaj było sporo. Tłum zebrał się pod kościołem. Setki osób czekało, aby powitać na swój sposób kapłana. Gdy orszak z biskupem Grzegorzem Balcerkiem podszedł pod kościół św.Wita, został obrzucony jajami. Kilkadziesiąt osób zablokowało wejście, skandując chcemy kapłana nie Kasztelana.

Przez następne lata musiał proboszcz walczyć z ciągłą propagandą jednej z rogozińskich gazet, która utrudniała mu życie na każdym kroku. Nie ułatwiło mu też  służby odłączenie jego parafii od ukochanej archidiecezji poznańskiej. Od tamtego czasu starał się o przeniesienie, ale żaden inny proboszcz nie chciał wymienić się z nim parafią. Został skazany na miejsce w którym niektórzy go nie chcą i na wrogów, którzy czają się na niego z każdej strony.

Jednak czas łagodzi rany, a ksiądz doczekał się szacunku ze strony swoich owieczek. Doczekał się także przeniesienia. Zabrało to 5 lat, ale wreszcie powrócił do archidiecezji poznańskiej i został mianowany proboszczem parafii w Kwilczu.

Ksiądz Kasztelan w noc świętojańską odprawił swoją ostatnią pożegnalną Mszę w Rogoźnie. Atmosfera w kościele miała się nijak do tej, jaka go powitała w tym miejscu parę lat wcześniej. Był smutek, ciężkie przeprosiny i płaczliwe pożegnania. Na życzenie parafian Msza miała być ofiarowana w jego intencji, jednak kapłan zadecydował, że odprawi ją za wszystkich, którzy przysporzyli dobra dla parafii. 

Po nabożeństwie nastąpiły przemówienia i wręczanie pożegnalnych prezentów. Kolejka ludzi chcących to zrobić sięgała do połowy nawy. Proboszcz siedział w prezbiterium, przyjmując każdego. W tłumie byli radni oraz burmistrz Janus. Wielu przepraszało za swoje zachowanie sprzed lat. Najbardziej szokujące przeprosiny padły z ust radnego powiatowego Władysława Ruksa:  Pan Jezus księdza wezwał, a my podnieśliśmy rękę na pomazańca Bożego… Słowa te spotkały się z owacją wiernych, a proboszcz ze wzruszenia nie mógł usiedzieć – wstał i przytulił czule radnego, w oczach obu pojawiły się łzy.

Nie popełnimy tego samego błędu drugi raz  – mówili nam rogoźnianie przed przybyciem nowego duszpasterza. Wraz z nowym proboszczem na pierwszą Mszę, którą celebrował w ostatnią niedzielę, przyjechał arcybiskup gnieźnieński Henryk Muszyński. Ksiądz Jarosław Zimny oczarował wszystkich swoją nienaganną dykcją, głębokimi słowami i wyglądem cherubina. Wiele osób, w tym przewodniczący rady miejskiej i burmistrz Janus, dziękowało mu za objęcie parafii i  zapewniało o zbliżającej się, może wieloletniej, przyjaźni. Nie tylko jednak słowa zapewnień, ale także prezenty dla księdza, świadczyły o zaangażowaniu rogoźnian. Najbardziej niepowtarzalnym był złoty klucz do serc parafian, choć jak to oni sami zaznaczyli, nie tak złotych, o czym przekonał się poprzedni proboszcz. 

Podobne artykuły