Kasztan na dachu

SŁOMOWO. Państwo Maciej i Justyna mieszkają razem z dziećmi w oficynie pałacu w Słomowie. Przedtem mieszkali co prawda w samym pałacu, ale zalegali z czynszem i zawiadujący obiektem przeprowadził ich do owej oficyny. 

Budynek ma już swoje lata i od końca wojny nikt go zapewne nie remontował. Chyli się więc poczciwina ku upadkowi, choć udało się w nim  jakoś wymościć całkiem zgrabne mieszkanie. Wszystko byłoby dobrze i solidna substancja dalej opierałaby się upływowi czasu, gdyby nie niedawna nawałnica. 

Obok oficyny rósł ponad 100 letni olbrzymi kasztan. Silny wiatr rozkołysał drzewo i wielki kasztan zwalił się na dach oficyny. Można mówić o ogromnym szczęściu i solidnej robocie dawnych budowlanych. Kasztan uszkodził dach, nadwątlił stare ściany, ale nikomu z rodziny pani Justyny nic się nie stało. Gdy minęła pierwsza groza, można było oszacować straty. 

Przyjechali z Obornik strażacy, aby usunąć drzewo i sprawdzić dach. Okazało się jednak, że ich nowy podnośnik uległ awarii i trzeba sobie radzić inaczej. Przybył też dzierżawca pałacu i burmistrz Rogoźna. 

Pierwsza o pomoc zadbała sołtys wsi Jadwiga Kaczmarek. Sprawdziwszy, że rodzinie nic nie jest poprosiła burmistrza o interwencje w sprawie lokalu. W naruszonej konstrukcji oficyny dalej mieszkać się bezpiecznie nie da. Dzierżawca zaproponował mieszkańcom oficyny by zwrócili się do burmistrza o inne mieszkanie, bądź poszukali go sami. Nie musiał im wypowiadać mieszkania, bo mieli umowę najmu lokalu jedynie do marca. Trudno go winić za taką decyzję, ale i nie do pozazdroszczenia stała się sytuacja mieszkającej tam rodziny. 

Pani Justyna mówi: gdzie my się mamy wyprowadzić? Musimy gdzieś mieszkać. Nie zostaniemy przecież na bruku. Rodziny nie stać na wynajem mieszkania. Mają wiedzę, że burmistrz lokalu socjalnego, ot tak, im nie znajdzie. Ustawi ich w kolejce i każe czekać jak innym, bo wiadomo – mieszkań jest w gminie znacznie niej niż chętnych. Dzierżawca też nie ma zastępczego lokalu. 

Pan Roman wydzierżawił od agencji grunty i pomieszczenia gospodarcze. Zdaniem pani Justyny dba o nie wzorowo. Pałac wraz z oficyną musiał „wziąć” razem z resztą, choć wcale mu to nie było na rękę. Z wynajmu oficyny ma niecałe 100 złotych miesięcznego przychodu. Za taką kwotę nie ma żadnych szans na uratowanie podupadającego zabytku. Po katastrofie wszedł sam na dach i kawałek po kawałku obcinał konary kasztanowca. Wreszcie przybyli strażacy i uprzątnęli resztę. 

Pan Maciej i pani Justyna nadal mieszkają tam razem z dziećmi. Nie mają zamiaru się wyprowadzić. Pan Roman nie ma środków na generalny remont oficyny. Nie chce też ponosić odpowiedzialności za potencjalną katastrofę budowlaną. Burmistrz nie ma wolnych mieszkań. Sytuacja wygląda na impas. Trwać tak bez końca jednak nie można. 

Podobne artykuły