Na świętego Wita w Rogoźnie

ROGOŹNO. W niedzielę na placu Karola Marcinkowskiego w Rogoźnie nałożyły się dwa święta. Coroczny jarmark św. Wita oraz inauguracja obchodów 40-lecia orkiestry RCK. Tym razem, w porównaniu do dnia poprzedniego, który opisujemy na stronie 4, słońce dopisało. Mieszkańcy ochoczo zajmowali miejsca, aby oglądać występy. 

Zaczęło się dość słabo, bo przedstawieniem Gimnazjum nr 1 na temat żywotu świętego. Sam występ trwał ledwie 10 minut i nie był zbyt oryginalny. Polegał na wywiadzie z osobą grającą św.Wita.   

Sam jarmark składał się z kramików, które zawsze widzimy na prawie każdych występach przed muzeum. Nie wymyślono czegoś nowego, bardziej pasującego do tej uroczystości. Nie twierdzimy oczywiście, żeby od razu sprzedawać świnie w workach, ale może w jakiś inny, bardziej historyczny lub oryginalny sposób, podkreślić charakter  uroczystości. Jednym z nielicznych który starał się w jakiś sposób ukazać atmosferę jarmarku św.Wita, był pracownik muzeum Jerzy Dąbrowski, który ustawił się pod kościołem św. Ducha ze średniowiecznym ekwipunkiem. Można było u niego strzelać z łuku, porzucać toporem lub uchwycić średniowieczny miecz. 

Obchody uświetniły zaprzyjaźnione orkiestry dęte – z Obornik, Budzynia i Czarnkowa. Głównym wydarzeniem była parada trzech orkiestr oraz gospodarzy z RCK, gwiaździście idąca z czterech miejsc – kościoła św. Wita, ulicy Czarnkowskiej, marketu Tesco, budynku liceum – aż do samego placu. Solenizanci byli uprzywilejowani, ponieważ szli najkrótszą drogą, tą od LO, a szkoda, bo wtórowały im perełki Rogoźna – Pa-Mar-Sze w nowych kostiumach. Stroje dziewcząt pobudzały krążenie nawet najstarszych mieszkańców, więc wyobraźmy sobie, jak wyglądałaby frekwencja na placu, po ich przejściu przez całe miasto. 

Dodajmy, że panowie ze straży miejskiej najwyraźniej mieli problem z zatrzymaniem ruchu dwustronnego na ulicy Wielkiej Poznańskiej. Samochody jeździły jak chciały, zasłaniając publiczności widok paradujących dziewcząt i muzyków.    Po paradzie ulicami miasta, każda z orkiestr zagrała półgodzinny koncert. Nie tylko rogozińska orkiestra, ale również obornicka, pomyślała o młodszej widowni – wykonywane utwory były wspomagane czynnikiem wzrokowym w postaci młodych tancerek. Niestety, nie skusiły one starosty obornickiego, który spędził ten dzień zamknięty w budynku muzeum.    

Podobne artykuły