Nietykalna Zofia K.

OBORNIKI, POZNAŃ, KISZEWO. Szkoły prowadzone przez gminy wydatkują pieniądze publiczne. Jest więc regułą, że co pewien czas zlecany jest tak zwany audyt. Niezależny specjalista sprawdza prawidłowość wydatkowania przekazywanych dyrektorowi szkoły pieniędzy podatników, sporządza fachowy raport i przekazuje władzom gminy. Te z kolei zobowiązane są naprawić ewentualne błędy i zaniedbania poprzez wydanie zaleceń dyrektorowi placówki. 

W ciągu ostatnich lat zdarzyło się kilkakrotnie, że w różnych szkołach audytor wykrywał nieprawidłowości, a władze gminy zobowiązywały dyrektorów szkół do ich usunięcia, sprawdzając następnie wykonanie poleceń. Dyrektorzy nieprawidłowości usuwali i wszystko wracało do normy. 

We wrześniu ubiegłego roku rutynowy audyt przeprowadzono w szkole w Kiszewie. Audytor w swoim raporcie wytknął dyrektorowi szkoły szereg nieprawidłowości w wydatkowaniu środków finansowych. Stwierdził brak ewidencji czasu pracy wszystkich pracowników. Zapisał, że umowa o pracę z palaczem nie określała jego faktycznego czasu pracy, co stanowiło naruszenie praw pracownika. Jednocześnie – wg audytu – palacz pobierał w okresie poza sezonem grzewczym wynagrodzenie bez świadczenia pracy, co stanowiło naruszenie kodeksu pracy i ustawy o finansach publicznych. Do tego, jak wykrył audytor, wynagrodzenie które wypłacano palaczowi nie odpowiadało wynagrodzeniu ustalonemu w umowie o pracę.

Dyrekcja szkoły w Kiszewie nie wniosła zastrzeżeń do ustaleń audytora, zaś władze gminy poleciły rutynowo, aby wszystkie nieprawidłowości zostały niezwłocznie usunięte. Również rutynowo, w kwietniu tego  roku – po 8 miesiącach od kontroli – przedstawiciele władz gminy przybyli do szkoły w Kiszewie, aby sprawdzić, czy zalecenia zostały wykonane. Ku ich zdumieniu okazało się, że nie. Wszystko pozostało po staremu, dyrekcja nadal przez te 8 miesięcy łamała – przynajmniej wg ustaleń audytu –  postanowienia kodeksu pracy i ustawy o finansach publicznych.

Gdybyśmy nie zareagowali, oznaczałoby to nasze przyzwolenie na bezprawie i cała odpowiedzialność spadłaby na władze gminy – powiedział nam odpowiedzialny za oświatę wiceburmistrz Henryk Łukaszewski. Ponieważ szkoła nadal nie zamierzała zmienić postępowania, w oczach władz nie pozostawało nic innego, jak odwołać dyrekcję.

Władze gminy wystosowały prośbę o opinię w sprawie odwołania dyrektor do kuratora oświaty w Poznaniu. Kurator nie uznał działań władz za nieodpowiednie i odpisał, że rezygnuje z opinii w sprawie odwołania. W tej sytuacji burmistrz Obornik wydał zarządzenie w sprawie odwołania ze stanowiska dyrektor szkoły z powodu, mówiąc w skrócie, niewłaściwego wydatkowania środków finansowych pochodzących z podatków oborniczan.

Dyrektorką szkoły w Kiszewie jest członkini zarządu Platformy Obywatelskiej w Obornikach Zofia K. Przez dwie kadencje wpływowa radna powiatowa, chociaż przegrała ostatnie wybory, nadal pozostaje aktywna w życiu politycznym Ziemi Obornickiej. Platforma, jak wiadomo, jest partią w Polsce i regionie rządzącą,  ma swojego wojewodę w Poznaniu. Ten może unieważniać zarządzenia burmistrza, gdyby to ono było z kolei niezgodne z prawem. 

Już w pięć dni po odwołaniu Zofii K. wojewoda wszczął postępowanie, a dwa dni później unieważnił odwołanie dyrektor. Gdyby zrobił to dzień później, dyrektorka musiałaby opuścić swój fotel, gdyż zarządzenie uprawomocniało się po siedmiu dniach. Dzięki pośpiechowi wojewody Zofia K. może nadal dyrektorować.

Z czymś takim się jeszcze nie spotkałam przez 20 lat urzędowania jako sekretarz gminy – stwierdziła sekretarz Obornik Ewa Thiem, z zawodu prawnik. Pytana, co w tym takiego niezwykłego skomentowała, że zazwyczaj procedury odwoławcze u wojewody trwają długie tygodnie,  nawet miesiące, wykonywane są telefoniczne konsultacje z gminą, przekazywane dokumenty a najczęściej przedstawiciele urzędu wojewódzkiego przyjeżdżają do Obornik, aby procedurę sprawdzenia wykonać na miejscu. W tym przypadku wojewoda wydał swoją decyzję w ogóle nie sprawdzając dokumentacji sprawy, przede wszystkim ustaleń audytu, co mógłby zrobić choćby dla przyzwoitości.

Wojewoda stwierdził, że burmistrz Obornik wydał zarządzenie z naruszeniem prawa. Co prawda w przypadkach szczególnie uzasadnionych po zasięgnięciu opinii kuratora oświaty, burmistrz może odwołać nauczyciela ze stanowiska kierowniczego w roku szkolnym bez wypowiedzenia, ale jak czytamy dalej, wojewoda nie podziela opinii, że jest to szczególnie uzasadniony przypadek.  W uzasadnieniu decyzji wojewody znajduje się też taki kwiatek: należy też zauważyć, że nie każde naruszenie prawa powoduje obligatoryjne odwołanie z funkcji dyrektora na podstawie art. 38 ust. 1 pkt. 2 ustawy o systemie oświaty. Jednym słowem, że można naruszać prawo i pozostać dyrektorem.

Od szeregowych członków partii usłyszeliśmy, że odwołanie Zofii K. bardzo zdenerwowało szefa obornickiej PO Jacka Koralewskiego. Interweniował on wpierw u szefa partii w Wielkopolsce, posła Waldy Dzikowskiego, a gdy ten zdystansował się od całej sprawy, Koralewski zadzwonił do samego wicepremiera Schetyny, zwierzchnika wojewody. Być może to tylko dykteryjka opowiadana w środowiskach politycznych, ale wiele przesłanek wskazuje, że postępowanie wojewody mogło być motywowane politycznie – obroną działacza rządzącej partii. Jak się to ma do deklaracji szefów Platformy Obywatelskiej, że polityk, na którego padają podejrzenia, powinien ustąpić ze stanowiska, rozstrzygnąć mogą sami czytelnicy.

Podobne artykuły