Recydywa Ireneusza B.

BĄBLINEK. W sobotni wieczór 2 maja znany i wpływowy oborniczanin potrącił po pijanemu motocyklistę a następnie  zbiegł z miejsca wypadku, pozostawiając rannego własnemu losowi. 

Jak zdołaliśmy ustalić, Ireneusz B. pił przez znaczną cześć soboty. Najpierw przy sklepie w Stobnicy, potem przeniósł się do swojej przyjaciółki z tej miejscowości i tam pili razem. Wieczorem postanowił z jakiejś przyczyny przenieść się wraz z panią Sz. do Bąblina, gdzie on ma pieczarkarnię i wygody.

Ruszyli po pijanemu w drogę, starając się omijać jednak utwardzone drogi. Tak dotarli do Bąblinka. Dochodziła godzina 18:25. Tam musieli przekroczyć drogę asfaltową. Akurat jechał tamtędy 29-letni motocyklista. 

Kiepsko panujący już nad swym Fordem Mondeo Ireneusz B. uderzył w jadącego prawidłowo motocyklem BMW mężczyznę. Poszkodowany doznał otwartego złamania nogi i innych obrażeń. Gdy leżał na jezdni krwawiąc i prosząc o pomoc, Ireneusz B., miał wyjść z auta i zapytać rannego: po h… tu jechałeś? Potem dodać: teraz muszę odwieźć dupę, a potem wrócę. Wsiadł do Forda i ruszył dalej. 

Na szczęście ktoś zadzwonił po pogotowie. Gdy Ireneusz B. znów się pojawił w Bąblinie, pogotowie już tam dojeżdżało. Według świadków zdążył jeszcze zapytać rannego: ile chcesz? Nadjechała w tym momencie karetka. Nadjechała też policja. 

Rannego opatrzono, a pijanego kierowcę zatrzymano do badania krwi. Jak twierdzą świadkowie, był bardzo spokojny, niemal pewny siebie. Podczas udzielania wyjaśnień twierdził, że owszem uderzył motocyklistę i odjechał. Dopiero wówczas wypił alkohol, a następnie wrócił na miejsce wypadku. Wyniki badania krwi zostały wysłane do rzeczoznawcy, by ten potwierdził lub odrzucił jego wersję. 

Tu warto przypomnieć, że Ireneusz B., miał stosunkowo niedawno wypadek po pijanemu w Słonawach. Został wówczas jednak potraktowany dość ulgowo. Prawo jazdy stracił, ale nie na długo. Ma on dość znaczne wpływy w starostwie powiatowym, które cofa i wydaje prawa jazdy. Być może wspomniane wpływy uchroniły go także przed utratą pozwolenia na broń. Ireneusz B. jest zapalonym myśliwym, a nawet łowczym jednego z kół łowieckich. Chociaż osoba karana powinna się liczyć w utratą pozwolenia na broń, pan Ireneusz uniknął jakiś cudem tego problemu.

Jak nas poinformował komendant powiatowy policji Wojciech Spychała, komenda powiatowa przesyła informacje do komendy wojewódzkiej, pozostawiając jej ocenie prawo do posiadania broni palnej. 

Jeżeli jednak zarzuty się potwierdzą, to tym razem może stracić pozwolenie na broń i nie odzyska prawa jazdy już tak szybko, jak ostatnio. Ponadto odpowie za pozostawienie rannego człowieka – swojej ofiary – na drodze bez pomocy.       

Podobne artykuły