Są pomieszczenia i nadzieja na „oiom”

OBORNIKI. Trzy lata temu obornicki przedsiębiorca Krzysztof Piekarski zgłosił się do ordynatora chirurgii. Podczas rozmowy o problemie medycznym zeszli na temat potrzebnego w szpitalu oddziału intensywnej opieki medycznej, zwanego w skrócie "oiomem". 

Ordynator Robert Brdąkała zwierzył mu się wówczas, iż od roku zachodzi w głowę, jakby tu zdobyć pomoc obornickich przedsiębiorców w umieszczeniu w łączniku tak potrzebnego oddziału. Szpital nie miał na to pieniędzy, a władze powiatu oraz dyrekcja lecznicy żadnego pomysłu, ani chęci. Razem uradzili, z kim i w jaki sposób rozmawiać, aby zdobyć przychylność do pomysłu i pozyskać tą drogą sponsorów. 

Jako, że obaj pomysłodawcy są ludźmi czynu, więc dość szybko przekuli swój plan w czyn. Jedyną poważną przeszkodą był ówczesny dyrektor szpitala. Mimo jego oporów, pozyskali pomoc wśród obornickich firm, a na koniec włączyły się w wyposażanie "oiomu" nawet firmy spoza powiatu obornickiego. Po kilku latach powstały wreszcie pomieszczenia, w których potrzebny oddział może się świetnie pomieścić. 

W miniony wtorek Krzysztof Piekarski z Robertem Brdąkałą oraz dyrektor Małgorzatą Ludzkowską zaprosili wszystkich, którzy pomogli, na uroczyste otwarcie. By pomieszczenie przypominało choćby w zarysie przyszły oddział, wypożyczono nawet gdzieś specjalne łóżko i dwa monitory. Te pikając, pobłyskując i popiskując stwarzały nastrój jaki niegdyś tam zapanuje. 

Na otwarciu pojawiły się, oprócz rzemieślników i sponsorów, także osoby z samorządu i ze świata polityki, aby się nieco ogrzać przy niewątpliwym sukcesie. Przybyło dwóch księży, jeden poseł a nawet dotarła tam na wózku dawno nie widziana radna gminna Liczak z SLD. Jako ostatni pojawił się doktor Brdąkała, gdyż nomen omen operował córkę Krzysztofa Piekarskiego. 

Dyrektor Ludzkowska długo dziękowała zacnym fundatorom przebudowy pomieszczeń "ojomu", a było za co dziękować. Wszystkie pokoje i pokoiki wykonano w wysokim standardzie i z wielką dbałością. Do sali głównej doprowadzono instalacje gazów technicznych, pomieszczenia sanitarne wyposażono w tzw. białe urządzenia. Całość pachnie nowością i jest dość przytulna.

"Oiom" umieszczono w pobliżu wind, co rozwiązuje problem komunikacji. – Jest to oddział, który służyć ma ratowaniu życia ludzkiego – przedstawiła przybytek dyrektor Ludzkowska. – Chciałabym w swych skromnych słowach podziękować wszystkim sponsorom, ofiarodawcom, ludziom wielkiego serca. Bez was nie byłoby tego oddziału. Szpital nie wyłożył ani złotówki i mam nadzieję, że nie wyłoży – powiedziała pani Małgorzata. Wyraziła też nadzieję, że już w drugim półroczu "oiom" będzie funkcjonował. Następnie ukłoniła się w stronę przedstawicielki NFZ ze słowami nadziei, iż wniosek złożony w ramach WRPO do władz województwa zostanie pozytywnie rozpatrzony i szpital zyska środki na wyposażenie "oiomu". 

Wystąpienie zakończyła słowami – jesteście współudziałowcami tego, czego przez szereg lat nie udało się zrobić. Starosta Wańkowicz pogratulował szpitalowi, burmistrz Rydzewska wyraziła nadzieję, że aparat rentgenowski, jaki zakupiła gmina Oborniki, przyda się również w "oiomie". Poseł Stec pogratulował inicjatywy oraz uścisnął dłoń Krzysztofowi Piekarskiemu którego nazwiska nie mógł jednak nijak zapamiętać. 

Sam pan Krzysztof powiedział, że nikt do kogo się zwrócił, nie odmówił i tylko przykre, że większość sponsorów nie przybyła na otwarcie. Na koniec ksiądz Urny poświęcił salę a potem nastąpiło uroczyste przecięcie wstęgi. Po oficjalnym odbiorze pomieszczeń przyszłego "oiomu" zgromadzeni mogli zwiedzić całość, zanim udali się na bankiet do znakomitej restauracji Culinaria.

Budowa sal nowego oddziału wysiłkiem społecznym, to wielka sprawa. Wszystkim, którzy w tym dziele uczestniczyli należy się głęboki pokłon. Pokazali, że są w stanie zrobić to, do czego ułomni zarządcy wciąż nie dorośli. 

Taka inicjatywa nie jest jednak lekiem na wszystkie niedostatki. Teraz do zarządu powiatu będzie należało wyposażenie "oiomu". Dyrektor Ludzkowska wysłała już niezbędne wnioski i czeka na rozstrzygnięcie. Jeśli by się okazało ono niekorzystne, trzeba mieć „plan B” i pomysł na wyposażenie oddziału tak, by wielki trud ludzi dobrej woli nie poszedł na marne. 

Podobne artykuły