Wspaniały kulig łukowski

ŁUKOWO. Od czasu, gdy nowym sołtysem Łukowa została Agnieszka Cholewo, wiele się tam zmieniło. Na pierwszy ogień zajęła się dziećmi. 

– Gdy przygotowywałam prezenty na „Mikołajki” zgłosiło się sześcioro dzieci. Sprawdziłam w wydziale ewidencji Urzędu Miejskiego i byłam zaskoczona, jak wiele dzieci mieszka w naszej wsi – wspomina sołtys. Zaskoczeni byli także sami mieszkańcy Łukowa, spotkawszy się potem tak tłumnie w wiejskiej świetlicy. 

Kolejną okazją do wspólnego spotkania był kulig. To pomysł sołtys. – Są ferie, jest śnieg i ładna pogoda, więc pomyślałam, dlaczego nie. Jej energia i życzliwość udzieliła się innym. 

Bogdan Kszeszewski przyjechał z Żernik zabytkowymi saniami, ciągniętymi przez konia. Okazało się, że pomysł kuligu ściągnął tak liczną rzeszę dzieciarni, iż koń żadnym sposobem by ich nie uciągnął. Z pomocą przyszedł prezes rolniczej spółdzielni Jacek Horłoza, ofiarując dzieciom potężny ciągnik. Kilkadziesiąt dzieci to było jednak nadal zbyt wiele, więc jeden z mieszkańców pociągnął część saneczek terenowym autem. 

Kulig pomknął przez lasy, polany i śródpolne drogi. Śmiech, radość i pełne emocji okrzyki zachwyconych dzieci były dowodem na to, jak celnym pomysłem było zorganizowanie wspólnej zabawy. Na jej uczestników czekała w świetlicy gorąca herbata, a przed świetlicą płonęło ognisko. Przy nim czekały podarowane przez Jerzego Cyrulika kiełbaski. Jan Bartol z piekarni „Pod Rogalem” podarował dzieciom pieczywo a Piotr Jessa przyjechał z Obornik, by im zagrać. 

Niedzielny kulig udał się wspaniale. Pani Agnieszka nie chciała mówić, ile czasu kosztowało ją zorganizowanie zabawy. Poprosiła jedynie, aby podziękować w imieniu dzieci hojnym sponsorom, co z przyjemnością czynimy. W czasie naszej rozmowy kulig mknął jak za czasów, gdy w ten sam sposób zabawiał się Franciszek Mickiewicz. 

Przy okazji mogliśmy podziwiać wiejską świetlicę, którą małżonek sołtys gruntownie wyremontował. Staraniem Dariusza Cholewo zainstalowaneonowoczesne grzejniki centralnego ogrzewania, ściany zostały odmalowane i częściowo pokryte boazerią, chroniącą je przed pobrudzeniem. 

Gdy odjeżdżaliśmy z Łukowa pani Agnieszka umawiała się z właścicielem konia na przejażdżki w siodle dla najmłodszych, w czerwcowy w dzień dziecka.  

 

Podobne artykuły