Mąż w klozecie uwięziony

POWIAT OBORNICKI. Mieszkaniec powiatu obornickiego Klemens B. oskarżył hydraulika Stefana W. o to, iż został przez niego krótkotrwale pozbawiony wolności oraz całkowicie pominięty w osiągnięciu spodziewanej korzyści. 

Jak twierdzi, został bez żadnego istotnego powodu uwięziony w toalecie i przez to pozbawiony tego, co mu się święcie należało. Nim napiszemy jak do tego doszło, warto przedtem opisać miejsce i przedstawić osoby biorące udział w zdarzeniu.

Wszystko wydarzyło się w małej wsi, położonej na skraju powiatu obornickiego. Niektórzy twierdzą, że kawałek za wsią widzieli tablicę z napisem „koniec świata”. Inni są zdania, że mogli owszem ją widzieć, ale tylko oczyma wyobraźni i to po tęgiej popijawie. 

Okazji do niej nigdy we wsi bowiem nie brakowało. Pije się z okazji urodzin i imienin. Z okazji ładnej lub brzydkiej pogody, ale najczęściej z okazji podjętej decyzji. Gdy pan Klemens B. postanowił założyć po 30 latach w toalecie bojler do ciepłej wody, pił przedtem niemal tydzień. 

Mieszkał on z małżonką Krystyną w lokalu dawnych czworaków, przyznanym mu przez spółdzielnię rolniczą. Za lokal płacił teoretycznie grosze, ale i warunki w nim panujące daleko odbiegały od komfortu, by nie rzec, od cywilizacji. Oprócz pokoju, wyposażonego w łóżko pamiętające czasy Bismarck`a i garści równie starych gratów, których jedyną ozdobę stanowił nowy telewizor, była też średniej wielkości kuchnia z wydzielonym kątem do mycia, bardzo na wyrost zwanym „łazienką”. Ów kącik zapełniała niemal w całości krótka, lecz głęboka wanna z brązowym nalotem związków żelaza. Obok niej widać było stołek z blatem obitym ceratą. Na tym stołku stał spory, niebiesko emaliowany garnek, w którym domownicy grzali w kuchni wodę do mycia i kąpieli. Była też toaleta bez okna i właśnie ona stała się dla gospodarza lokalu nieznośnym aresztem. 

Zanim do niego trafił wbrew swej woli, postanowili z żoną Krystyną, że czas już na zażycie odrobiny luksusu. Pani Krystynie, niemłodej i zaniedbanej kobiecie, wciąż jednak noszącej ślady dawnej urody, od lat marzyła się łazienka, jaką widywała w telewizji. Jej namiastka miała powstać właśnie w ich mieszkaniu. 

Od rodziny dostali płytki ceramiczne na ściany oraz podłogę. Nabyli też brodzik a także największe marzenie pani Krystyny – nowy bojler elektryczny do podgrzewania wody. Przy każdej kąpieli z garnkiem w roli głównej, z którego czerpała kubkiem wodę do polewała ciała, marzyła aby stojąc pod prawdziwym prysznicem, odkręcić sobie kurek i rozkoszować się strumieniem ciepłej wody z natrysku.  Oboje z mężem nie pracowali lecz jedynie dorabiali czasami do zasiłku z opieki społecznej. Dlatego trudno im było starać się o większe inwestycje. Pan Klemens trochę murował i malował, a za robotę płacono mu często wódką lub winem. Jako że był człowiekiem trunkowym, a  pani Krystyna również nie odmawiała, gdy ją częstowano, więc trudno im było taką walutę oszczędzić.  

Poszukując instalatora, który by połączył rurki w całość, dokręcił do nich bojler a na końcu dodał do całości kran z prysznicem, pan Klemens nogi niemal schodził. Radził się niejednego znajomego, nie oszczędzając przy tym na winie i nerkach, które musiały alkohol jakoś przefiltrować. Wreszcie podjął decyzję – najlepszy będzie Stefan W. 

Wybór był trafny, bo Stefana W. znano w okolicy z tego, że jak coś przykręcił, to nie miało prawa cieknąć. Ponadto, co było dla wielu bardzo ważne, nie liczył sobie drogo i godził się brać za robotę w naturze. Nazywano go „Wałęsa”, bo miał sumiaste wąsy i nazwisko dość podobne do tego, które nosił pierwszy prezydent odrodzonej RP. 

„Wałęsa” nie był z zawodu instalatorem, ale kierowcą. Jednak stracił prawo jazdy za „podwójny gaz” i musiał przejść na spawanie i skręcanie, co miało jednak tę dobrą stronę, że można było w robocie wypić i to całkiem bezkarnie. Stefan W. zgodził się wykonać zlecenie i odwiedził mieszkanie Klemensów. Obejrzał materiał, panią Krystynę i ścianę, na której miał wisieć bojler. 

W końcu ustalił – do pomocy bierze Bernarda G. a za robotę będzie litr i pół oraz dwa wina do popicia. Pan Klemens się nie targował, bo cena wydała mu się rozsądna. Gdyby się jeszcze dosiadł do „zapłaty”, to wtedy już całkiem wyszedłby na swoje. 

Umówili się, że majster „Wałęsa” przyjdzie z Benkiem w sobotę wieczór i wszystko ma być gotowe. Klemensowi to pasowało, gdyż do wieczora stróżował za kolegę, więc później miał dwa aż dni wolne, by dojść do siebie po „robocie”. 

Gdy nadeszła umówiona sobota, Stefan i Beniek zastukali do drzwi wiadomego lokalu. Jednak nie wieczorem, ale popołudniu, bo obawiali się, że jak wróci Klemens, to trzeba się będzie dzielić zapłatą na czterech. O gospodyni nie można przecież zapomnieć. Tu warto wtrącić, że „Wałęsa” był wobec pań zawsze szarmancki i chętnie z nimi flirtował. Jako że był z niego kawał chłopa, to przeważnie z wzajemnością. 

Pani Krysia poprawiła włosy i otworzyła. Słysząc, że lepiej zacząć wcześniej niż później, szybko przykryła łóżko jakąś narzutą a potem uprzątnęła z przyszłej łazienki to, co mogło przeszkadzać. Na koniec zaproponowała gościom kawę. Siedli przy stole, siorbnęli ze szklanek i zapytali grzecznie, czy nie można by „coś” otworzyć, żeby się lepiej spawało. Pani Krystyna była kobietą wciąż ponętną, ale i pojętną. Przyniosła obiecanego litra i pół a oni rozlali.

Po kilku szklaneczkach zrobiło się bardzo miło. Pan Bernard opowiedział świński dowcip i pokazał jakąś bliznę. „Wałęsa” nie szczędził komplementów miłej gospodyni, poklepując ją i gładząc po udzie. Gdy po pierwszym litrze na stole stanęło wino i Benek zaczął drzemać, Stefan  wskazał brodą łóżko a pani Krysia zrozumiała. 

Zadarłszy luźną spódnicę ułożyła się wygodnie w poprzek łóżka. „Wałęsa” nie tracił czasu. W pokoju można było usłyszeć po chwili jęk przypominający bardziej rzężenie, niż miłosny, kobiecy spazm. „Co tak jęczysz?” – zapytał grzecznie nie przery- wając. „To nie ja”, odrzekła równie grzecznie gospodyni. „No to kto?” – znów spytał zaciekawiony „Wałęsa”. „To mój stary” – odparła gospodyni. 

Stefan W. zerwał się z łoża i pani Krysi, potem ją uniósł i na koniec zerwał narzutę, na której łamali jedno z ważniejszych przykazań. Stare łóżko miało tak rozciągnięte sprężyny, że utworzył się w nim jakby worek. Na jego dnie leżał zaskoczony, czerwony na twarzy i na wpół podduszony Klemens B. 

Pan Stefan nie szukał wyjaśniania, ale złapał niewielkiego chłopinę swą potężną łapą za pasek do spodni, drugą za sweter, a następnie zaniósł go jak worek do przyszłej łazienki. Zatrzasnął drzwi i przełożywszy klucz na zewnątrz, zamknął tam gospodarza na głucho. Cała ta czynność zajęła mu może dwie minuty. 

Chwilę później kontynuował z panią Krysią to co zaczął, bo majster był z niego solidny. Skutkiem zamieszania obudził się Benek, który odczekawszy aż starszy kolega skończy, szybko zajął jego miejsce, korzystając z całkowitej obojętności ze strony Krystyny B. 

Po wszystkim znów cała trójka usiadła przy stole, by spokojnie ustalić, co właściwie zaszło. Pani Krystyna opowiedziała. – Mąż tak się ucieszył, że będzie wymarzona łazienka, że postanowił to uczcić. W pracy znalazł się klient na to, czego pilnował, więc miał za co wypić. Zaprosił kolegę, za którego stróżował i koło południa był już w takim stanie, że popijający z nim kolega postanowił go odtransportować do domu. Tam pan Klemens padł na łóżko i głęboko zasnął. Gdy przyszli fachowcy, żona nakryła szybko męża narzutą, a on spał dalej cicho, jak niemowlę. Pani Krysia wyliczyła sobie, że lepiej rozlać całość na troje, niż na czworo. Ponadto domyśliła się finału picia z dwoma dziarskimi majstrami. Pomyślała też, że wybierając pomiędzy łazienką a cnotą, nie można się długo wahać. Trzeba będzie postawić na upragniony prysznic z bojlerem. 

Tego wieczoru już nie pracowali. Majstrowie nie przyszli też w niedzielę, ani w żaden inny dzień. Tymczasem pan Klemens zaczął sobie przypominać szczegóły pamiętnego wieczoru. Najbardziej go bolało, że fachowcy wypili sami to, co miał wypić razem z nimi. 

Po pewnym czasie postanowił za namową kolegów złożyć zawiadomienie o nieprawnym pozbawieniu go wolności osobistej, nietykalności cielesnej i utratę spodziewanej korzyści. Świadkiem w tej sprawie ma być jego żona, która jak twierdzi, „przecież wszystko widziała”.  

Podobne artykuły