W szpitalu jest dobrze, choć wciąż jeszcze nie beznadziejnie

OBORNIKI. W ubiegłym tygodniu zebrali się członkowie połączonych komisji problemowych rady powiatu, aby wysłuchać raportu o stanie szpitala oraz poznać kierunki działań i plany na najbliższe lata. 

W ogromnym uproszczeniu można rzec tak: „Jest dobrze, choć wciąż jeszcze nie beznadziejnie”. O ile stan ogólny może cieszyć, diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, a tu już daleko do radości. 

Wie dobrze o tym obecny zastępca dyrektora do spraw lecznictwa SP ZOZ Paweł Kolasiński. Jest odpowiedzialny za kontrakty. Z nimi, jak z całą resztą, jest zadawalająco, ale nie jest dobrze. Od stycznia dyrektor próbował w rozmowach z NFZ nie godzić się na kwotę 51 zł za tzw. "punkt". Propozycje środowiska brzmiały 55 i 56 za punkt. Klinikom NFZ podniósł w końcu opłatę za punkt, a obornickiemu szpitalowi nie. To oznacza, że finansowania jest o całe 8% mniej niż rok temu,  nie licząc inflacji.  Oborniccy negocjatorzy nie mając żadnego doświadczenia zgodzili się na to myśląc, że nadrobią liczbą "punktów". Chirurgia stanowiąca, mówiąc kolokwialnie, lokomotywę obornickiego szpitala, pozostała na poziomie z roku ubiegłego, choć jak mówi dyrektor – z małym plusem. Podobnie inne oddziały, ale te już bez "plusa". 

Problemy z kontraktem miała interna i ginekologia, bo po kontroli NFZ okazało się, że mają za mało koniecznego sprzętu. Dyrekcja zobowiązała się kupić co trzeba i dostała warunkowo kontrakt. Jeżeli jednak sprzęt się nie pojawi, to ów kontrakt stracą. – Mogliśmy odstąpić od deklaracji kupna, ale wtedy rok później nasz kontrakt byłby 10% mniejszy – doprecyzował Paweł Kolasiński. 

Innym problemem, częściowo załatwionym, był oddział położniczy, na który udało się pozyskać neonatologa. Jednak nie na etat, lecz jedynie na dyżury. By oddział ginekologiczno-położniczy właściwie funkcjonował, winien mieć 80-85% obłożenia. W obornickiej lecznicy nie ma nawet 50%.

By uświadomić jak jest źle, Paweł Kolasiński wyliczył, że w liczbie urodzeń wśród szpitali powiatowych, Oborniki znalazły się na przedostatnim miejscu w województwie. Warto przypomnieć, że asystent ordynatora tegoż oddziału straszył na innym spotkaniu, że kobiety rodzą w Obornikach, gdy są w szoku i tylko wtedy karetce uda się je zawieźć do szpitala powiatowego. 

Podczas ubiegłotygodniowego spotkania naczelnik Urszula Bak ze starostwa potwierdziła: kobiety z naszego powiatu nie chcą rodzić w Obornikach. Dyrektor Kolasiński dodał: jest tam łóżko porodowe starsze ode mnie – a trzeba przyznać, że młodzieniaszkiem już nie jest. Wydał na feralny oddział wyrok. – Obetniemy do 10 łóżek i starczy to na wyrost. Ale muszą znaleźć się nowe sale dwułóżkowe dla matki z dzieckiem. 

Jest też nadzieja, że oprócz łóżek dla położnic, znajdzie się jakiś prysznic i toaleta. Bo – zacytujemy tu znów dyrektora – pacjentki widzą na tym oddziale zbyt wiele miejsc odpychających. Ginekologia i porodówka ciągnie resztę w dół.

Oddział noworodkowy ma wykorzystanie do maksimum 40% łóżek, dlatego postanowiono 10 łóżek usunąć. Nie lepiej ma się oddział dziecięcy. Na 16 łóżek jest tylko 50% wykorzystanych, bo rodzice wolą wozić dzieci do Poznania, Wągrowca lub Szamotuł. Mimo to dyrekcja planuje zostawić nietkniętą liczba łóżek na wypadek „nagłego wzrostu sezonowych zachorowań”. Tak brzmi to oficjalnie, ale brak jest lepszego pomysłu.

Zupełnie odmienna jest sytuacja na chirurgii. Tej pacjenci nie omijają wielkim łukiem, jak inne oddziały. Taki oddział jest zawsze potrzebny, a w Obornikach pracują ponadto na nim doskonali lekarze. – Jeśli chirurgia będzie miała gdzie położyć wszystkich chętnych, to zarobi i to dobrze. Potrzebna sala obserwacyjna, bez niej oddajemy pół kontraktu – ostrzegł Paweł Kolasiński.  

Nie da się jednak zarobić bez inwestycji. Sam sprzęt, który dyrekcja zagwarantowała w ciemno kontrolerom z NFZ, będzie kosztował w granicach 400 tys. złotych. Na razie lekarze kombinują jak się da, przesuwając z oddziału na oddział urządzenia, takie jak kardiomonitor, po to, by mieć kontrakt. 

– I tak stanęliście przed obliczem potwierdzenia nieprawdy – stwierdził radny Kazimierz Zieliński  – bo jak się rada nie zgodzi, to starosta nie da na sprzęt i co wtedy? Jednak po chwili zapewnił w imieniu kolegów: pewnie każdy podniesie jednak rękę za. Trzeba inwestować i czasem nawet zaryzykować. Dyrektor dał przykład: rok temu przegraliście przetarg na karetki i to było bardzo złe, bo karetkę wystarczyło doposażyć w brakujący monitor za 14 tys. złotych i odrobić to w niecały tydzień. Wracając do potrzebnych zakupów dodał: trzeba się jednak pilnować i sprzęt dokupić, nawet bez przetargów, bo będą niebawem kolejne kontrole, a jak nie będzie sprzętu, to kontrakt upadnie. By wzmóc wrażenie na słuchaczach powiedział o aparacie rentgenowskim: jest starszy ode mnie, stary jak łóżko porodowe. Wiele innych rzeczy się rozpada, albo ich brakuje a są sprzętem ratującym życie. 

Na koniec przypomniał, że do 2012 roku wszystkie szpitale winny spełniać zaostrzone warunki funkcjonowania. Żaden z oddziałów szpitala powiatowego nie spełnia tych warunków. Powierzchnia, stan urządzeń sanitarno higienicznych oraz brak sprzętu go wyklucza. 

Szpital w Obornikach ma obecnie 153 łóżka. Po 2012 roku starczy w nim miejsca tylko dla połowy. Potrzebne są decyzje i pieniądze. 

Decyzje już są. Długoterminowa opieka medyczna się kończy. Szpital ma na nią nadal kontrakt, ale maleńki i podzielony jeszcze na opiekę paliatywną. Potrzebny jest OiOM. Budują go za własne pieniądze oborniccy rzemieślnicy. To jednak żaden sposób, bo budowa ta trwa lata, a na wyposażenie pieniędzy szpital i tak nie ma. Trwają w starostwie starania o ich pozyskanie. Niestety, towarzyszą im kardynalne błędy. Sytuacja ogółem jest niezła, choć na szczęście wciąż jeszcze nie całkiem beznadziejna. 

Podobne artykuły