Pracownicy bez pieniędzy i godności

OBORNIKI, PIEŃSK. Dolnośląski Pieńsk i sąsiadującą z nim Bielawę Górną łączy z Obornikami więcej, niż niektórzy myślą. Z Bielawy pochodzi radna rady miejskiej Obornik Wioletta Rehlis a w Pieńsku ma hutę szkła rodzina państwa Nowakowskich z Dąbrówki Leśnej. O ile radna nie zapisała się źle w historii gminy, o tyle państwo Nowakowscy pracują na jak najgorszą jej opinię. 

Pieńsk to miasto o niewielkim rynku pracy i ogromnym bezrobociu. Tam też Janusz Nowakowski, mieszkaniec Dąbrówki Leśnej, zatrudniał w swej hucie nawet kilkaset osób, dziś w ogromnej większość zwolnionych. Pozostali wystąpili w ubiegłym tygodniu przed kamerami programu TVN24, by oświadczyć, że nikt z nich nie otrzymał zapłaty za ostatnie miesiące pracy. 

Są – jak mówili przed kamerami – w sytuacji dramatycznej. Pracodawca przez długi czas nie płacił za nich składek ZUS, więc ludzie stracili prawo do zasiłku chorobowego a wielu z nich utraciło zdrowie. Stojąc przed kominem huty Lucyna w Pieńsku, opowiadali o tym, jak harowali w zimnie i wodzie. Nie wolno im było nawet zrobić sobie gorącej herbaty. Nadzorcy szefa zabierali im za to czajniki. Nie wolno im było chorować, a każdy dzień „chorobowego” był im odliczany od należnego urlopu. Kobiety upokarzano zmuszając je do wizyt u ginekologa i przynoszenia zaświadczeń, że nie są w ciąży. 

Poznaliśmy już ten system dobrze, pisząc swego czasu o bliźniaczym zakładzie w Obornikach. To co wówczas opowiadały nam pracownice pana Nowakowskiego, teraz opowiadały pracownicy z Pieńska. Nam Janusz Nowakowski powiedział podczas rozmowy w Obornikach, że kobiety powinny się cieszyć, że w ogóle pracują. Większość naszych rozmówczyń jednak się nie cieszyła i odeszła do innej pracy. 

To są jednak Oborniki, gdzie bezrobocie nigdy nie było porównywalne z dolnośląskim. Pracownicy Pieńska nie mogą liczyć na inna pracę, dlatego godzili się pracować miesiącami jak niewolnicy za darmo, licząc na to, że wreszcie kiedyś dostaną należne im pobory. Pan Nowakowski miał – tak twierdzili – obiecać, że zapłaci jak sprzeda majątek firmy. Na rychłą sprzedaż się jednak nie bardzo zanosi. 

Jak sprawdzaliśmy, próbował już sprzedać zadłużoną obornicką nieruchomość, ale za taką cenę, że kupcy odjechali z wielkim zdziwieniem. Tymczasem jego ruchomości wyprzedaje komornik, by zaspokoić ZUSy i zaległe podatki. Jak ustalili dziennikarze TVN24, Janusz Nowakowski podzielił zakład w Pieńsku na syna i żonę. Teraz trudno dojść, co jest czyje i kto za co odpowiada. Ich zdaniem najciężej mają pracownicy zakładu syna Janusza Nowakowskiego, który miał status zakładu pracy chronionej i dostawał  znaczną pomoc państwa. 

Burmistrz Pieńska Tadeusz Łowicki nie widzi innej możliwości pomocy pracownikom huty Lucyna, jak poprzez pomoc społeczną. Janusz Nowakowski nie chce z nikim rozmawiać. Burmistrz ostatnio z nim spotkał się w grudniu. Nowakowski skarżył się wtedy, że import tańszego szkła załamał rynek i dlatego ma kłopoty. 

Niektórzy z zatrudnionych w Lucynie pracowali tam nawet 40 lat. Jeden z hutników z takim właśnie stażem opowiadał w telewizji, że przez pół roku pracował całkiem za darmo. Inni odchodzili tracąc wszelka nadzieję. Całe rodziny straciły wówczas byt. Tymczasem ich pracodawca z uporem nie chce ogłosić upadłości. Z tej przyczyny ludzie trafili na bruk, bez zasiłków, bez zaświadczeń o pracy, bez pitów do rozliczenia z fiskusem. Bez nadziei i godności. 

Niewiele lepszą sytuację maję nieliczni już pracownicy z Obornik.

Mieszkaniec Łukowa opowiadał nam, że pracując dla młodszego Nowakowskiego, musiał prosić o sto, dwieście złotych, aby mieć co jeść. Na koniec w ogóle przestał dostawać zapłatę. Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. 

Odpowiedź może znać doradzający państwu Nowakowskim obornicki radny powiatowy Adam Olejnik. 

Jak informował niegdyś sam Janusz Nowakowski – rosnące zapotrzebowanie na szkło oświetleniowe na całym świecie zdeterminowało Hutę Szkła Lucyna do rozszerzenia swojej produkcji poprzez zakupienie państwowych hut szkła w Pieńsku, zakupienie zakładu Nysa oraz zakładu Ewa i rozszerzenie produkcji w Hucie Szkła Lucyna. Tym samym Lucyna uzyskała miano jednej z dominujących hut produkującej szkło opalowe – trójwarstwowe na świecie. 

Teraz mówi coś zupełnie innego. Twierdzi, że nie ma w Pieńsku żadnego majątku. Hutnikom tymczasem bieda zagląda w oczy. Firma im nie płaci a właściciel mówi, że nie ma pieniędzy. Huta Szkła Lucyna nie produkuje od maja ubiegłego roku. Co najmniej stu osobom Nowakowski jest winien po kilka tysięcy złotych – czytamy na portalu „Nasze miasto”.

Ludzie mają wyroki sądu, zgłosili się do komornika, a pieniędzy wciąż nie ma. – Wszystko tu już poprzepisywali. Jak przychodzi komornik, to nic nie ma – tłumaczył Adam Wyżykiewicz, były pracownik huty. Pracodawca jest winien Jerzemu Kałużnemu 8,5 tys. zł. Prawie tyle samo ma zapisane w wyroku Adam Wyżykiewicz. 

Dobrze, by doradzający Nowakowskim Adam Olejnik im też coś doradził. Jeżeli to zbyt daleko, to przecież jest wielu pracowników obornickiej Lucyny, którzy znaleźli się w porównywalnej sytuacji.

 

Podobne artykuły