Problem z ulicą Garażową

OBORNIKI. Był czas, że w ulicę Garażową można było wjeżdżać z każdej strony. Teraz bywa tak, że czasem nie można w nią wjechać wcale. Jadąc od strony Poznania kierowcy nie mogą po przebudowie ulicy 11 Listopada skręcić w Garażową. Jadą więc Lipową, Mickiewicza, Piłsudskiego i dopiero wtedy docierają do celu. 

Jeśli jednak odbywa się akurat pogrzeb, zajmujące się tym firmy ustawiają pachołki i zamykają ulicę Garażową a kierowcy wpadają w pułapkę. Nie mogą się już cofnąć na wąskiej i zastawionej drodze. Stoją więc, czekają i przeklinają żałobników. 

Zwróciliśmy się z tą sprawą do zarządcy drogi prezesa PGKiM Henryka Lewandowskiego pytając go, dlaczego zgadza się na zamykanie drogi publicznej. – Ja o takiej zgodzie nic nie wiem. To samowolka firm pogrzebowych. Zapytana o to samo burmistrz Anna Rydzewska zapewniła nas – nic o tym nie wiem i jestem temu przeciwna. Nigdy bym na to zgody nie wyraziła w tak ruchliwym miejscu. Wiceburmistrz Bogdan Bukowski twierdzi, że nie ma potrzeby zamykać ulicy, bo gdy kondukt rusza, piesi mają pierwszeństwo na drodze i auta musza poczekać. Gdy znajdują się w lub przy domu pogrzebowym, nie ma żadnego powodu, by kierowcy czekali. 

Skontaktowaliśmy się w tej sprawie także z Ryszardem Stachowiakiem, właścicielem szacownej i bodaj najpopularniejszej firmy pogrzebowej w gminie. – Ja formalną zgodę na zamykanie tej ulicy dostałem jeszcze od wiceburmistrz Dykcika. Jeżeli urząd ją formalnie cofnie, zastosuję się do nowych przepisów. Pytany, czy jadące podczas przygotowań do pogrzebu samochody nie będą przeszkadzały, zapewnił nas, że nie. Dodał też, że z samochodami przy cmentarzach ma wciąż do czynienia i nigdy nie dochodzi do konfliktów. 

Podobne artykuły