Pechowe życie Adriana i śmierć na obczyźnie

ROGOŹNO, FRANCJA. Adrian P., z Rogoźna musiał się chyba urodzić pod wyjątkowo złą gwiazdą, bo nieszczęście przez  całe jego krótkie życie go prawie nie omijało. Mieszkał z mamą w Rogoźnie przy ulicy Dworcowej. Tata najczęściej siedział "w kozie" po kolejnej drace lub izbie wytrzeźwień po kolejnej pijatyce. 

Co pewien czas trafiał na dłużej do więzienia a matka najpierw topiła smutki w butelce, a potem wyliczyła sobie, że życie z takim partnerem jak tata Adriana, to żadne życie. Była bardzo ładna, więc zaczęła nader intensywne życie uczuciowe a złośliwi do dziś wspominają, że zmieniała kochanków częściej niż bieliznę. Nie znalazłszy jednak tego wymarzonego ostatecznie powiesiła się w łazience. 

Adrian radził sobie jak potrafił a lekko mu nie było. Brak wykształcenia, pracy i perspektyw, to była jego codzienność. Gdy wszyscy jechali szukać szczęścia za granicą, pojechał i on w nadzieli, że może we Francji będzie mu lepiej. Trzeba przyznać, że zły los trochę mu odpuścił, bo Adrian znalazł sobie dobrą pracę i ładne mieszkanie. Poznał nieco język i dorobił się przyjaciół. Trochę tęsknił za krajem, ale i to miał zamiar rozwiązać kupując antenę satelitarną. 

Nie przeczuwał, że zły los wcale z niego nie rezygnował a jedynie się przyczaił. W minionym tygodniu Adrian wszedł na dach bloku w którym mieszkał, by zainstalować tam swoją antenę. Gdy już montował kabel, noga mu się obsunęła i spadł z kilkunastu metrów ginąc na miejscu. Jego śmierć pogrążyła w smutku wiele osób, które pozostawił w rodzinnym Rogoźnie.   

Podobne artykuły