Radna Rehlis, mieszkająca przez kilkanaście miesięcy w Papui – Nowej Gwinei, stała się obiektem niewybrednego ataku

OBORNIKI, PORT MORESBY. Podczas ostatniej sesji rady miejskiej Obornik na sali pojawiła się po rocznej nieobecności radna Wioletta Rehlis. Ostatnie 13 miesięcy spędziła w Port Moresby, stolicy Papui – Nowej Gwinei, mieście liczącym 193,2 tys. mieszkańców a leżącym na największej z wysp południowo-wschodniego wybrzeża Nowej Gwinei. 

Decyzję o dwuletnim pobycie z piątką dzieci na antypodach w zupełnie sobie obcym środowisku pani Wioletta musiała podjąć w ciągu trzech dni. Można zgadywać, że była to jedna z najcięższych decyzji. W Kowanówku zostawiała dobrze prosperującą praktykę stomatologiczna, teściów i swych wyborców. Jak sama przyznała, tych ostatnich było jej szczególnie żal. Dlatego choć z daleka, to wciąż o nich myślała, była w kontakcie z mieszkającą na miejscu rodziną, więc Kowanówko nie znikło tak całkiem z jej pola widzenia. Ponadto miała świadomość, że jej wieś ma jeszcze jedną radną i to z tego samego klubu, godnie reprezentującą nieobecną koleżankę. 

Pani Wioletta zdecydowała się na wyjazd, z powodu męża, lekarza pracującego dla Światowej Organizacji Zdrowia. Norbert Rehlis dokonuje wspaniałych rzeczy dla dobra ludzi żyjących w pięknych, lecz ubogich rejonach globu. Pani Wioletta dołączyła do niego, by rodziną mogła być razem. 

Goszcząc na ostatniej sesji rady miejskiej opowiadała o miejscu, gdzie obecnie mieszka. Jak się okazało kraj, którego symbolem jest rajski ptak, wcale rajem nie jest. Tylko 5% ludzi ma pracę, przestępczość należy do największych na świecie, natura jest przyjazna jedynie na kolorowych slajdach. Żar nie pozwala wychodzić z domów. Gdy trzeba wyjść, to konieczna jest uzbrojona ochrona z psami. Katolików jest tam około 10% a ludzi z jasną skórą jeszcze mniej. 

Gdy mąż radnej wciąż był na delegacjach, ona nie poprzestała na roli mamy i żony. Społeczność szkoły, do której uczęszczają dzieci państwa Rehlis, dzięki jej trudowi poznała polską flagę, historię naszego kraju a nawet nauczyła się tańczyć poloneza. 

Wakacje zimowe radna spędziła w Polsce i stąd jej wizyta na sesji rady miejskiej. Sama przyznała, że Oborniki, które zobaczyła po półtorarocznej przerwie, wydały się jej piękniejsze, niż je zostawiła. Widząc to, po namyśle nie znalazła już powodu, by jako radna pozostać w opozycji do władz gminy, którym swój rozwój Oborniki wszak zawdzięczają. 

To wprawiło w wielkie niezadowolenie opozycyjny wobec Anny Rydzewskiej klub Witolda Żółcia. W rozrzucanej tu i ówdzie darmowej gazetce pojawił się nawet z jego inspiracji dość plugawy artykuł, wyjątkowo krzywo oceniający Wiolettę Rehlis. Klub opozycjny liczył na to, że radna zrzeknie się mandatu, a następczyni wzmocni ich podczas głosowań. Licząc też na przejście do swej grupy radnej W.Liczak z SLD Witold Żółć uzyskałby przewagę zdolną zaspokoić jego największe pragnienie, którym jest od dawna zdobycie fotela przewodniczącego rady miejskiej.  

We wspominanym wytworze napisano, że radna pobiera diety, choć jej nie ma. Tu warto przypomnieć, że takie jest prawo. Wielu radnych, również z opozycji, nadzwyczaj rzadko gości na sesjach i nikt im z tego nie czyni wyrzutu. To jedynie wyborcy mogą wyrazić swą ocenę podczas następnych wyborów. Wioletta Rehlis w rozmowie z nami przypomniała, że za kilka miesięcy wraca do Kowanówka i ma zamiar pracować ze zdwojoną energią dla swych wyborców. 

Planuje wspierać koalicję rządzącą licząc na to, że wspólnymi siłami uda się jeszcze niejedno zrobić dla poprawy infrastruktury w swej miejscowości. Na nic się zdały także wysiłki i niewybredne naciski niedawnych kolegów z opozycji, by oddała swój mandat. Wioletta Rehlis uważa, że mandat dostała od swych wyborców i to przed nimi się będzie rozliczać. W  czasie krótkich wakacji odbyła z nimi kilka spotkań, innym przesłała ulotkę z wyjaśnieniami.

 

Podobne artykuły