Mieszkanka powiatu obornickiego została brutalnie zamordowana przez męża i jego kochankę

ROGOŹNO, ŚREM. Pan L. z Rogoźna miał wnuczkę Anię. Wnuczka wyedukowała się na fryzjerkę i wyjechała do pracy w Poznaniu. Pracowała solidnie i wciąż zdobywała nowe umiejętności. 

Przyszedł czas, gdy Ani nie wystarczało już czesanie innych, zamarzył jej się własny zakład. Tak marząc poznała Romana, zapałała doń uczuciem skutkiem czego zaszła z nim w ciążę a następnie wyszła za mąż, bo to bardzo częsta kolejność w wielkiej miłości. 

Roman miał rodzinę w Śremie a ta rodzina znała kogoś, kto wiedział coś o niedrogim saloniku fryzjerskim. Ania i Roman zaryzykowali. Po urodzeniu dziecka pani Ania otworzyła swój wymarzony zakład fryzjerski. Wniosła do Śremu wielkomiejski sznyt, którego nauczyła się w Poznaniu i na licznych kursach. Szybko zaczęła zdobywać klientki. Zatrudniła jedną fryzjerkę, potem drugą i trzecia. Zakład przemianowała na „salon” a po pewnym czasie na „centrum fryzur”. 

Interes kręcił się dobrze a nawet bardzo dobrze. Niestety były i tegoż koszty. Pani Anna spędzała w Śremie czas od rana do wieczora w zakładzie. Dzieckiem i domem zajmował się Roman. Młodemu mężczyźnie coraz mniej się to podobało. Szefowa centrum fryzur zaczęła wnosić do domu styl zarządzania zakładem. Tego Romanowi było już za wiele. Zaczęły się kłótnie i ciche dni. 

Gdy napięcie sięgało zenitu Romek lał Anię, by pamiętała, kto jest głową domu. Mama pani Ani podczas spotkania z koleżankami, absolwentkami rogozińskiego ogólniaka, skarżyła się na zięcia. Najbardziej martwiło ją, że wnuk trzymał zawsze stronę ojca i często sam zwracał się przeciw matce. Państwo L. namawiali córkę, by wróciła do Rogoźna a ona zajęłaby się wnukiem i córka mogłaby czesać w grodzie Przemysła równie dobrze, jak w Śremie. Ania się uparła i znosiła w pokorze mężowskie razy i przekleństwa dla dobra firmy i rodziny, choć ta coraz mniej przypominała rodzinę. 

Roman zainteresował się bowiem pewną Iwoną. Podczas, gdy żona Romana – mała blondyneczka – dobiegała trzydziestki, Iwonka – wysoka brunetka – miała dopiero 23 wiosny i szerokie plany wobec poznanego mężczyzny. Miał on wygodne mieszkanie, luksusowe auto, odchowanego syna i dobrze prosperujący zakład fryzjerski. 

Miał też żonę a to było niestety sporą przeszkodą w budowaniu przyszłości z Romanem. Rozwód nie wchodził w rachubę, bo wraz z Anią odeszłoby centrum fryzur, na którym to salonie kochankom zależało szczególnie. 

Spędzając czas w hoteliku  Andrzejówka w pobliskim Mechlinie snuli plany jakby mieć wszystko to co ma Ania, ale bez Ani. Jedynym sensownym dla nich wyjściem było pozbycie się małżonki Romka, która w nieznośny sposób stała na drodze do szczęścia kochanków. Tak planując ustalili, że najlepiej będzie ją zabić a winą obarczyć kogoś im obojętnego. 

Dla Romana termin był wciąż nieokreślony, Iwonka parła, by to zrobić jeszcze przez świętami, żeby móc razem zasiąść w rodzinnym kręgu przy świątecznej choince. 

Nadszedł piątek 12 grudnia. Roman wciąż naciskany i ponaglany przez kochankę obiecał tego dnia załatwić kwestię żony ostatecznie. Najpierw namówił 9-letniego syna, żeby wsypał matce do szklanki z drinkiem załatwiony wcześniej narkotyk. Potem zaproponował żonie, by z nim siadła przy drinku i spokojnie porozmawiała, gdyż on wiele przemyślał i chce zgody. 

Pani Anna była wykończona przedświątecznym piątkiem z firmie i chętnie przysiadła przy mężu. Po kilku łykach alkoholu straciła orientację. Roman tylko na to czekał. 

Zawlókł półprzytomną kobietę do warsztatu i tam ją skatował z całą bezwzględnością w nadziei, że łatwo zabije tę drobną kobietkę. Gdy nieprzytomna żona leżała we krwi na betonowej posadzce warsztatu, Roman zadzwonił do swej Iwonki prosząc, ją by przyjechała – „bo z Anią już wszystko gotowe”. 

Iwonka przybyła i upewniwszy się, że syn Romana mocno śpi, przeszła do warsztatu. Ania jednak wciąż żyła. Kolejne ciosy nie na wiele się zdały. Postanowi zrobić to inaczej. Roman zaciągnął półprzytomną żonę do mieszkania, by ją umyć i doprowadzić do jak najlepszego stanu. Potem posadził ją w samochodzie, zabrał sznury i pojechali do nieodległego lasu. Iwona im towarzyszyła. 

Poczekali niemal do świtu. Ania zaczęła odzyskiwać przytomność. Razem wyciągnęli ją z samochodu i usadowiwszy przy drzewie związali sznurem. Potem ją wspólnie udusili. Znów nieco odczekali, a gdy robiło się już jaśniało, Iwona przywiązała do drzewa obok martwej Anny także Romana. W końcu odjechała autem do Śremu, porzucając Mercedesa niedaleko domu, w którym mieszkali bracia Z. – znani w Śremie kryminaliści. 

Roman długo nie czekał. Drzewo do którego był przywiązany stało przy dość ruchliwej dróżce. Jak przewidział, pierwsi przechodnie podnieśli alarm i uwolnili Romana. 

Lekarz stwierdził śmierć Anny i kilka zadrapań oraz siniaków u Romana. Ten zeznał policji, że zostali z żoną porwani. Sprawcami mogli być najprawdopodobniej bracia Z., a chodziło im o okup. 

Wskazanych sprawców szybko zatrzymano. Byli tak pijani, że trzeba było odczekać 12 godzin nim można ich było przesłuchać. Po przesłuchaniu szybko ich wypuszczono, gdyż po pierwsze mieli alibi, a po drugie cała ta sprawa była dla śledczych jakaś niepoukładana. 

Dlaczego porywacze pobili ją a nie jego? Dlaczego wywieźli ich w miejsce puste tylko nocą, w dzień ludne? Dlaczego wreszcie zostawili przywiązanych do drzewa, bez możliwości zebrania okupu? Roman starał się wyjaśniać to punkt po punkcie, ale plątał się coraz bardziej. 

W tym samym czasie zebrano bilingi z jego telefonu i przekazano je do ośrodka analiz przy komendzie wojewódzkiej policji w Poznaniu. Tam fachowcy zebrali wszystkie istotne połączenia razem i wrzucili je do komputera. Po niedługim czasie komputer wydedukował, że z bilingów wynika logiczny ciąg komunikacji z nijaką Iwoną. Reszta była już zwykłą rutyną. 

Panią Iwonę przywieziono do komendy około godziny 13. Nie znała wówczas Romana i nie wiedziała o czym w ogóle rozmowa. Około godziny 1 w nocy opowiedziała szczegółowo przesłuchującym ją  non-stop policjantom, jak doszło do planów morderstwa i samej jego realizacji. 

 

Podobne artykuły