Rogoziński handlarz bronią

ROGOŹNO, POZNAŃ.  – Czy w Poznaniu można kupić bez zezwolenia ostrą broń? – zastanawiał się ostatnio Marcin Kącki z Gazety Wyborczej. Oczywiście, że tak – odpowiadamy i dodajemy – o ile trafi się do rogoźnianina  Stanisława S. 

Choć pan Stanisław jeszcze na naszych łamach dotąd nie gościł, to  pisaliśmy już o jego synu, dość znanym handlarzu narkotykami. Młody S. jest wyjątkowym oryginałem. Handlując „dragami” i innym podobnym świństwem, prowadzi oficjalnie firmę mającą w nazwie słowo „drag”. Młody mieszkaniec ulicy Łąkowej rozprowadzał swój towar w Szamotułach i okolicy. Tamtejsi policjanci mieli już tego serdecznie dość i po sporządzeniu pełnej listy rogozińskich dilerów działających na ich terenie ruszyli do Rogoźna, by im złożyć wizytę. Zatrzymano niemal cały komplet z wyjątkiem S. Ten jakby „przewidział” akcję i zniknął. Życie w ukryciu z czasem go znudziło, więc zgłosił się sam na policję a organy sprawiedliwości zaczęły go już rozliczać. 

Tyle słowem przypomnienia o młodym S, choć nie mniej ciekawie wiedzie życie jego tata Stanisław. Podczas rozbiórki starego domu znalazł on na strychu dwa pistolety pamiętające jeszcze II wojnę światową. Oba były w doskonałym stanie i gotowe do użycia. Zamiast zgłosić znalezienie broni gdzie trzeba, odwiedził z nią Ryszarda Ch. Pan Ryszard handlował starociami. Miał na składzie dawne urządzenia domowe i guziki i minionej epoki. Miał też nieco broni, starej ale wciąż groźnej. Swój towar wystawiał pchlim targu w Poznaniu w budynku dawnej rzeźni przy ulicy Garbary. Zainteresowani kupnem broni ostrej znali ten adres i chętnie odwiedzali „kolekcjonerów” staroci by zapatrzeć się tam w potrzebny im oręż. 

Ryszard Ch., kupił pistolety od rogoźnianina i dobrze za nie zapłacił. To skłoniło pana Stanisława do dalszych poszukiwań. Jak się później okazało dość skutecznych. Choć w Rogoźnie nie odnotowano żadnych bitew ni działań partyzantki, jednak przetoczyła się przez miasto wojna pozostawiając po sobie nieco broni. Trudno powiedzieć jak długo trwałby by ten proceder, gdyby nie wkroczyli weń agenci CBŚ. Pozakładali podsłuchy telefoniczne i rozpoczęli obserwację wszystkich podejrzanych. 

Do dwóch tu wymienionych szybko dołączył syn poznańskiego policjanta, Sebastian S. Karany już przed laty za handel bronią i dalej parający się tym procederem pod pokrywką kolekcjonerstwa oraz obrotu antykami. Wreszcie zatrzymano Ryszarda Ch. Ten po chciał początkowo iść w zaparte, ale gdy sąd nakazał go zamknąć w areszcie, zdecydował się na współpracę z policją. W ten sposób CBŚ odkryło, że handel bronią w Poznaniu to duży rynek. Zaopatrujący być może także gangsterów. Dzięki zeznaniom Ryszarda Ch. policja wpadła na trop rogoźnianina. Do laboratorium kryminalistycznego trafiło razem 5 pistoletów i ostra amunicja. Za nielegalny handel bronią grozi nawet do 10 lat więzienia

Policjanci ostrzegają, że nie można bez zezwolenia posiadać broni ostrej, która jest sprawna nawet dla celów kolekcjonerskich o ile pochodzi ona nawet z początków XIX w. Broń taką należy zarejestrować. A bez zezwolenia do zbiorów może trafić tylko wtedy, jeśli nie będzie sprawna przy próbie oddania strzału.

Podobne artykuły