W ciasnym pokoiku z Ludzkowską

OBORNIKI. Dyrektor szpitala w Obornikach będzie miała niebawem zastępcę do spraw lecznictwa i ratownictwa medycznego. W poprzednim tygodniu pisaliśmy o rozmowach z lekarzem szpitala w Czarnkowie. Dziś wiemy, że rozmowy te były skuteczne i mają w styczniu zaowocować jego przejściem do Obornik. Nie byłby to pierwszy etat Pawła Kolanowskiego w naszym mieście, bo już kiedyś pracował w obornickim pogotowiu. 

42-letni chirurg od 2007 roku robi specjalizację z ratownictwa medycznego i dyrektor Ludzkowska ma nadzieję, że zastąpi on także doktora Kudełkę, żegnającego się z obornicki, ratownictwem. Paweł Kolasiński pochodzi z rodziny lekarskiej, związanej z Wielkopolską od dawna i mieszka w Długiej Goślinie. Jego małżonka jest internistą. – Mam nadzieję, że upiekę przy jednym ogniu aż dwie pieczenie – powiedziała Małgorzata Ludzkowska wyrażając nadzieję za zatrudnienie także żony swego przyszłego zastępcy. Po chwili także dodała – nie będzie w tym żadnego nepotyzmu, bo trudno dziś zdobyć lekarza specjalistę. 

Faktycznie lekarze omijają miasta powiatowe znajdujące się wokół miast wojewódzkich, gdy w tych ostatnich stawki są zawsze z nieco wyższej półki niż w powiecie. Ludzkowska i na to znalazła radę: płacę wyższe stawki jak za dyżury świąteczne i różne dodatki. 

W obornickim szpitalu działają aż cztery związki zawodowe. W rozmowie z nami Ludzkowska przyznała, iż jest właśnie przed rozmową z jednym z nich. Związkowcy chcą więcej choć o złotówkę za godzinę – jak mówią – dla przyzwoitości. Zapytana o jej stanowisko w tej sprawie uśmiechnęła się tylko i szybko zmieniła temat. 

Podobnie było wówczas, gdy chcieliśmy poznać jej stanowisko na temat tego – co było ważniejsze dla szpitala, kolektory słoneczne na dachu i nowe tynki na ścianach, czy dobudowa skrzydła z nowymi pomieszczeniami. Spojrzała tylko w okno i westchnęła – pewnie ktoś powie, że nowa dyrektor i zaraz zadbała o ładny front przychodni. Ja tymczasem to wszystko zastałam i muszę kontynuować. Teraz za późno na rozważania – co było ważniejsze. Trzeba brnąć i płacić. 

Tynki owszem leżą, kolektory zdobią dach, ale ciepłej wody i tak z nich nie ma w ponad połowie szpitala, bo trzeba by wymienić orurowanie, wymienniki i grzejniki. Na to już nie starczyło. Ktoś sprzedał szpitalowi kolektory. Ktoś na tym nieźle zarobił. Teraz trzeba będzie wyjaśnić Narodowemu Funduszowi Zdrowia, dlaczego nie ma pełnego efektu. Gorzej, bo do końca roku miała być skończona termoizolacja. Nie będzie, pomimo, że robią to doskonałe formy jak Beger i Rembudex. – Jakoś się z funduszem dogadam – obiecuje dyrektor. 

Urzęduje w maleńkim pokoiku a na uwagę, czy dyrektor tak dużej placówki nie mógłby mieć lepszego gabinetu, gdzie mógłby kogoś przyjąć, Ludzkowska westchnęła i rozejrzawszy się po pokoiku, który najlepsze lata ma już dawno za sobą powiedziała z uśmiechem – wyrzucę tę szafę, to mi tu wejdzie mały stolik. 

Nie ma ostatnio dnia bez kontroli. W tygodniu, gdy rozmawialiśmy z dyrektor dowiedzieliśmy się tylko o dwóch kontrolach sprzętu i przychodni endokrynologii, nie wspominając o pilnym rozliczenia zakończonej kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej a ta wytknęła długą listę różnych nieprawidłowości. Nieprawidłowości wytknęła także kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia, bo za mało jest specjalistycznych myjek do sprzętu diagnostycznego. Bez nich nie będzie dalszego kontraktu. 

Wygląda na to, że limit zaufania się skończył. Nie można kontraktować coś, czego nie ma, dopisywać łóżek, ani lekarzy. Ponadto wciąż trzeba uzupełniać dokumenty,  odpowiadać na liczne zapytania. 

Te wszystkie kontrole to nic, mam gorszą wiadomość. Zostały odwołane przez NFZ wszystkie świadczenia medyczne dotyczące lecznictwa szpitalnego. Pewnie chodzi o zaproponowane przez nas stawki – próbowała zgadnąć dyrektor Ludzkowska – Oni woleliby, aby były niższe, a dla nas nawet obecne są za małe. Znikną w przyszłym roku nawet te niewielkie dopłaty do płac lekarskich, na które mogliśmy dotąd liczyć. 

Próbowalismy dowiedzieć się, co dalej z brakującym i zniszczonym sprzętem. Tu Małgorzata Ludzkowska bardzo się ożywiła. – Wiem już że mogę liczyć na „ramię c”, na które tak bardzo czeka chirurgia. Ramię kupi nam burmistrz Obornik Anna Rydzewska, za co będę jej serdecznie wdzięczna w imieniu szpitala i pacjentów. Muszę też znaleźć u siebie pieniądze by wymienić psującą się wiertarkę na nową, bo nie można wykonywać już nią zabiegów. Bardzo na nią liczy oddział ortopedii. 

Przecież nie ma takiego oddziału w szpitalu powiatowym. Ale będzie – odparła  Ludzkowska. Poprzednik obiecywał, że prędzej mu na ręku kaktus wyrośnie. – No to będzie miał problem, bo dostałam się do wojewódzkiego konsultanta do spraw ortopedii Leszka Romanowskiego. Nie tylko wyraził pozytywną opinię na temat zamiaru utworzenia oddziału, ale zaakceptował też wypłatę za dotąd wykonane już operacje ortopedyczne. Okazał się miłym i rzeczowym człowiekiem i mam jego obietnicę wsparcia. 

Pod koniec rozmowy zapytaliśmy panią dyrektor o plany przeniesienia Powiatowego Centrum Pomocy Ratunkowej – czyli potocznie – pogotowia, z budynku straży pożarnej do szpitala. 

Nie ma takiego planu. To plotka – odparła Małgorzata Ludzkowska. PCPR zostaje na miejscu i nigdy nie myślałam o przenosinach, z wyjątkiem karetki typu „S”. Ta bardziej przyda się przy szpitalu, gdzie będzie urzędował mój zastępca a przy tym chirurg i ratownik. W razie potrzeby wyjedzie nią nieść pomoc. Jak będzie potrzebna gdzie indziej to ją wyślemy. To jednak tylko plan. 

Tu warto wspomnieć, że wojewoda chce by centrum pomocy ratunkowej dla całego regionu znalazło się w Szamotułach i obsługiwało kilka powiatów. Wyposażył karetki w satelitarne urządzenie lokalizacyjne GPS i ma dzięki temu pełen monitoring karetek, twierdząc że Szamotuły będą lepszą lokalizacją.

Podobny monitoring przydał by się w obornickm, szpitalu, by dyspozytor dokładnie wiedział, gdzie się która znajduje. Byłaby to spora nowość organizacyjna, choć nie przez wszystkich dobrze przyjęta.  Podobnie źle został przyjęty przez niektórych pracowników zakaz wyjazdu karetką po zakupy, co przez długi czas było tam regułą. Jeden z lekarzy wysyłał regularnie karetkę po żonę i dziecko. To także już przeszłość.  Podobnych przykładów moglibyśmy tu podać wiele. 

Małgorzata Ludzkowska pracuje dłużej niż do 15. Wychodzenie do domu przez panie z administracji przed tą godzina to kolejna rzecz, która denerwuje ale z która trzeba się pogodzić. To drobiazgi choć są i ważne zmiany. Od pewnego czasu w szpitalu pracuje główna księgowa. Do niedawna zastępowała ją firma zewnętrzna. Od rzecznika zarządu usłyszeliśmy, że księgowa wreszcie podliczyła bilans i niebawem ogłosi wynik. 

Z przecieku wiadomo, że szpital nie tylko nie jest pogrążony w długach, ale nawet zarabia. Ta wiadomość musi cieszyć, tak jak i to, że co by nie rzec o nowej dyrektor, na badaniu bilansu i rozliczaniu zna się ona jak mało kto. Prawnik i ekonomistka wciąż się doskonali.  Jak udało nam się dowiedzieć Małgorzata Ludzkowska studiuje obecnie „Zarządzanie w Opiece Zdrowotnej” na Akademii Ekonomicznej, ponadto od roku studiuje równolegle w Europejskim Studium Zarządzania w Służbie Zdrowia. Choć tego nie potwierdziła, prawdopodobnie nie chce dać się nikomu przyłapać na ignorancji. Nie ukrywa jednak, że tam gdy czegoś nie wie, nie ma oporu by zapytać fachowców. Być może tak jak Michał Manicki stał się mężem opatrznościowym szpitala w Kowanówku, tak Małgorzata Ludzkowska spełni tę rolę w Obornikach.

Podobne artykuły