„Matka i mąż chcą mi zniszczyć życie”

OBORNIKI. Kilka tygodni temu publikowaliśmy na naszych łamach artykuł zatytułowany „Od własnych dzieci wolała furę bandziora”. Poruszyliśmy w nim dość istotny problem społeczny mogący dotyczyć wielu związków, które rozpadają się z różnych przyczyn a rachunek za wszystko płacą głównie dzieci. Niedawno zgłosiła się do nas jedna z mieszkanek gminy Oborniki twierdząc, że tekst z gazety może dotyczyć jej sytuacji a ta nie jest wcale tak jednoznaczna, jakby mogło wynikać z naszego tekstu. To nie ona wszak odeszła, ale wyrzucił ja mąż – twierdziła młoda i atrakcyjna kobieta. 

Zostałam wyrzucona z domu razem z moją 12-letnią córką z pierwszego małżeństwa. Kiedy przyszłam po moje rzeczy, zamki w drzwiach były powymieniane. Trzy dni później moje rzeczy zostały wyrzucone przed dom. Zadawalam się z nieodpowiednim człowiekiem – „bandziorem”? Jeżeli to kogoś interesuje, to mój obecny partner został zwolniony warunkowo za dobre sprawowanie. 

W małżeństwie z M. nie układało się już od dłuższego czasu. Nie będę opisywać dokładnie całej historii, ale byłam wielokrotnie bita i poniżana na oczach rodziców. Pozwałam byłego męża o znęcanie się psychiczne i fizyczne.  Jak tylko oznajmiłam, że M. ma się wyprowadzić, bardzo szybko zawarł swoisty sojusz z moją matką i nie godząc się na to pewnego dnia wyrzucili mnie tak jak stałam z domu. 

Córka powiedziała, że pójdzie ze mną, gdziekolwiek ja pójdę. Niestety nie miałam gdzie iść. Nie obchodziło to też dziadków. Ci w tym czasie wspierali męża, który został sam. Nie było w tym momencie ważne, ze M. potrafi podnieść na mnie rękę, że ubliżał mi, że nie mogłam w domu z niczego korzystać. Często wychodził z dziećmi, żebym miała z nimi jak najmniejszy kontakt.  

Po wyrzuceniu mnie z domu, M. pobiegł do opieki społecznej żeby donieść, iż bezprawnie pobieram zasiłek na dzieci, które opuściłam, chcąc pozbawić mnie w ten sposób środków do życia. Mieszkałam z córką przez kilka tygodni u koleżanki. W sądzie zostało to później wykorzystane przeciwko mnie, że zrzekłam się dzieci dobrowolnie. Mimo to wynajęłam w końcu mieszkanie, które było ruderą, i nadawało się do remontu. Miałam przy sobie 12-letnią córkę, której musiałam stworzyć dobre warunki do mieszkania i nauki i urządzić wszystko z myślą żeby zabrać chłopców. 

Prawdą jest, że mieszkam z L. Kiedy pewnego dnia przyszłam z córką po jakieś rzeczy byłego męża, krótko po tym zostałam oskarżona o groźby, które rzekomo były skierowane pod jego adresem. Po tym zdarzeniu mąż utrudniał mi, jak tylko mógł widywanie z dziećmi. Gorzej niż najgorszy sąd po wielokrotnym wydzwanianiu pozwalał mi się widywać z dziećmi średnio raz na trzy tygodnie. A kiedy przyszłam, żeby zabrać dzieci nie planowo, czynił mi wyrzuty a nawet podniósł na mnie rękę w obecności mojej matki, która wyzywając mnie od najgorszych kazała mi się wynosić. 

Na szczęście teraz mamy rozwód i sąd decyduje, kiedy mogę widzieć dzieci. Każdy ma jakieś problemy i rozterki, ale każdy ma też prawo układać życie po swojemu i według własnego sumienia. 

Podobne artykuły