Byli prokuratorzy z wyrokiem

SZAMOTUŁY, OBORNIKI. Miejscem przeznaczonym dla prokuratora jest na sali sądowej stanowisko znajdujące się na przeciwko ławy oskarżonych i niezmiernie rzadko dochodzi do sytuacji, gdy prokurator sam trafia na ową ławę. W zeszłym tygodniu poznański sąd okręgowy utrzymał w mocy wyroki dotyczące prokuratorów z Szamotuł pracujących tam w czasach, gdy pod tę prokuraturę podlegały jurysdykcyjnie także i Oborniki. 

Rozprawa apelacyjna odbyła się dopiero po 3,5 roku od ogłoszenia werdyktu przez sąd rejonowy w Poznaniu. Wówczas to – 1 marca 2005 roku – skazał on prokurator Hannę S. na rok pozbawienia wolności i półtora tysiąca złotych grzywny. Wykonanie kary więzienia zawiesił na dwa lata. Jej szefa sąd potraktował bardzo łagodnie, nakładając nań tylko obowiązek wpłaty 1500 zł na konto Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Sekretarka prokuratora rejonowego musiała zapłacić 700 zł. Sąd zwolnił całą trójkę od kosztów.

O tej bulwersującej sprawie pisaliśmy na naszych łamach wiele lat temu. Wtedy to prokurator Hanna S., pełniła jeszcze funkcję zastępcy prokuratora rejonowego w Szamotułach. Podlegały jej sprawy z Obornik. Ponoć chcąc poprawić wyniki statystyczne… chowała akta przeróżnych spraw i odnotowywała j, jako zakończone lub niebyłe. Proceder trwał, prokuratura cieszyła się niezłymi wynikami a oskarżeni dziwili się, że nie wzywa ich sąd i omija kara. 

W tym czasie pani prokurator ukryła aż 300 tomów akt, głównie z niedokończonymi postępowaniami. Sporą ich część policjanci znaleźli później w… jej tapczanie. Kobieta starała się to wytłumaczyć zaburzeniami natury psychicznej. Śledztwo w tej sprawie prowadziła zielonogórska prokuratura, która oskarżyła nie tylko Hannę S., ale również jej szefa o brak nadzoru nad podwładną. Na ławie oskarżonych zasiadła też pracownica sekretariatu, która kryła fałszowanie statystyk.  

Hanna S., w 2000 roku zrezygnowała z pracy w prokuraturze, potem była długo bezrobotna. Rezygnację złożył również jej były szef, chociaż dopiero w 2005 roku – w dniu ogłoszenia wyroku. W prokuraturze pracuje nadal tylko sekretarka.

Skończyło się także „błogie zdziwienie” obornickich przestępców, których sprawy po odleżeniu w tapczanie pani prokurator trafiły ostatecznie do sądów a tam zapadły stosowne wyroki. Nie udało się byłej prokurator udowodnić, że znikanie akt wynikało z innych względów, jak poprawa statystyk, chociaż podejrzewano po prostu korupcję.

Podobne artykuły