Ostatnia droga (w dół) Kordiana

ROGOŹNO. We wtorek 23 września o godz. 8:28, trzydziestoletni Kordian odwiedził znajomego mieszkającego w bloku – koło totolotka – na osiedlu Przemysława w Rogoźnie. Był u niego nie więcej niż kilka do kilkunastu minut. 

Po wyjściu z mieszkania na czwartym piętrze bloku, otworzył sobie na klatce schodowej okno, wspiął się na nie i skoczył w dół. Gdy dotarło pogotowie Kordian jeszcze żył. Mężczyznę w stanie ciężkim przewieziono do szpitala w Obornikach, gdzie po kilku godzinach zmarł. 

Pozostawił po sobie pytanie – dlaczego? Znajomi Kordiana twierdzą, że nie był on całkiem normalny i to nie tylko w ogólnie pojętych kategoriach. 

To samo wiadomo o jego ojcu. 54-letnim bibliotekoznawcy, także Kordianie. Nie wychowywał on syna. Po jego urodzeniu rozstał się z matką chłopca. Po jakimś czasie ożenił się i wyjechał do Niemiec. Postępująca choroba umysłowa mogła się stać powodem rozpadu jego małżeństwa.  Z synem nie utrzymywał kontaktów. 

Niewiele zajmowała się nim też matka. Gdy została z małym Kordianem sama, oddała go pod opiekę swej matki i tak już zostało. Czy odziedziczył on po ojcu chorobę? A jeżeli tak, to czy ona była powodem tak tragicznego zakończenia jego historii? 

Są to pytania, na które trudno będzie znaleźć odpowiedź. Jak udało się nam ustalić, Kordian leczył się psychiatrycznie a w przeszłości usiłował już dokonywać zamachów samobójczych. Ten w miniony wtorek był jego ostatnią próbą. 

Podobne artykuły