W obronie mostu

STOBNICA. Niedawno pisaliśmy o nieczynnym moście kolejowym w Stobnicy. Kolej zlikwidowała linię z Obornik do Wronek a teraz najchętniej zlikwidowałaby też most. Tymczasem niebezpiecznie dziurawym mostem wciąż chodzą ludzie. Ryzykują wiele, ale to jest ich najkrótsza droga do cywilizacji. 

Od kiedy most powstał, połączył obie wsie i ludzi w nich mieszkających. Mieszkańcy maleńkiej wsi Brączewo chodzą tędy do stobnickiego sklepu, młodzież chodzi do autobusu, by nim dotrzeć do obornickich szkół, bo tak najbliżej i najtaniej a dorośli chodzą przez most do pracy. 

Chodzą do Brączewa także mieszkańcy Stobnicy. Mają tam rodziny, sąsiadów i przyjaciół. By do nich dotrzeć, trzeba jechać 17 kilometrów asfaltem lub przejść kilkaset metrów przez most. Były czasy, że przy moście siedział strażnik pilnujący, by nikt tamtędy nie przeszedł. Na nic się to zdało, wspominają mieszkańcy obu wsi a dowodem na to jest liczba zawartych pomiędzy nimi małżeństw. 

Lecz nie tylko miejscowi tamtędy chodzą. Most służy także turystom, wędrującym malowniczym szlakiem wzdłuż doliny Warty.

Gmina Obrzycko miała możliwość przejęcia mostu od kolei, ale nie jest w stanie udźwignąć ciężaru kosztów naprawy i konserwacji. Kolej proponowała go także powiatom, których granice przebiegają środkiem rzeki, a więc również środkiem mostu. Także bez odzewu.

Nasz artykuł oraz interwencja u kolejowych urzędników odniosły jednak jakiś skutek. Pewnie znacznie większy jest efekt medialny, niż praktyczny, ale to też ważne. Może most byłby już cięty na żyletki, a teraz kolejarze wiedzą, że wiele kamer i ludzkich oczu patrzy im na ręce, wiec most nadal, jak stał tak stoi. 

Warto pamiętać, że powstał jeszcze w 1910 roku. To jego wielka szansa, bo wpisany w rejestr zabytkowych obiektów chronionych nie może stać się łatwym żerem dla hutniczych pieców. Jeśli ocaleje, konieczna będzie budowa przeprawy. Przęsła i filary mostu są silne. Poszycie jednak dziurawe i niebezpiecznie kruche. 

– To mieszkańcy gminy Obrzycko mają problemy z dotarciem do sklepów czy do komunikacyjnych spraw – powiedział dla poznańskiego Teleskopu wicestarosta obornicki Przemysław Gronostaj. Szkoda, że nie wspomniał o mieszkańcach powiatu obornickiego, bo oni także mają z tym problem. – Powiat obornicki mógłby coś dla nas zrobić – mówią mieszkańcy i szukają pomocy. 

Inaczej do sprawy podchodzą władze gminy Oborniki. Poproszona o komentarz w tej sprawie burmistrz Anna Rydzewska powiedziała: most jest elementem drogi łączącej dwa powiaty i to one powinny zadbać o jego sprawność. Ja ze swojej strony deklaruję jak najdalej idącą pomoc, o ile powiaty się dogadają. Przeznaczymy środki niezbędne do remontu kładki. Trzeba szukać też dalszych rozwiązań. Przeprowadziłam już rozmowę w urzędzie marszałkowskim zapewniając tamtejszych urzędników, że jest to ścieżka o szczególnych walorach turystycznych i z tej puli warto też znaleźć pieniądze na remont. 

Faktycznie odniosło jej staranie już skutek. Tadeusz Wiktor, dyrektor departamentu sportu i turystyki urzędu marszałkowskiego chce znaleźć w swym budżecie pewne środki na pomoc w budowie na moście bezpiecznej przeprawy. Tymczasem Anna Rydzewska szuka też wsparcia finansowego w Stowarzyszeniu Powiatów Nadwarciańskich, które ma środki na turystykę a most wpisuje się doskonale w ciąg turystyczny brzegiem rzeki. Ma zamiar przeprowadzić rozmowę ze starostą szamotulskim Pawłem Kowzanem, człowiekiem powszechnie uważanym za prężnego, który nigdy nie zwykł mówić „to nie nasz problem”. 

Nasza redakcja też nie spocznie w staraniach i liczy na to, że znajdą się ludzie i środki zdolne uratować most dla przyszłych pokoleń oraz, że nie będzie to most jedynie z nazwy.  

Podobne artykuły