Jak dzieciaki

ROGOŹNO. Społeczeństwo Rogoźna łoży i to nie mało, na utrzymanie lokalnych samorządowców – polityków. Ci tymczasem zachowują się delikatnie mówiąc bardzo niepoważnie. 

Podczas ostatniej sesji rady miejskiej radny Zbigniew Nowak relacjonując posiedzenie komisji problemowej oświadczył, że burmistrz Janus powiedział publicznie, iż nie wie, co dzieje się w jego mieście. Zdenerwowało to oświadczenie radnego Jarosława Witta, który także oświadczył, że takie słowa ze strony burmistrza nigdy nie padły. Poradził koledze, by nie wkładał swoich słów w usta burmistrza. Głos zajął także Bogusław Janus, zapewniając radnych, że nie powiedział nigdy nic takiego. 

Wtedy wstał Andrzej Olenderski, by zapewnić wszystkich, że słyszał to samo co Nowak. Przewodniczący Szuberski także złożył wyjaśnienie, z którego wynikało, iż burmistrz odpowiadał mu na pytania a sprawie Rogoźna, a odpowiedź brzmiała właśnie – nie wiem. Pan Roman pojechał wówczas wraz ze swoją grupą do Poznania do marszałka Jankowiaka, by tam zdobyć odpowiedź na temat inwestycji wojewódzkich w Rogoźnie. 

Zdzisława Hinza zdziwiło, że pojechali a nie porozmawiali przedtem z gospodarzem miasta i gminy, burmistrzem Janusem. Nowak mu na to wypalił – panie radny, pan należy do radnych, który muszą się pytać, czy mogą coś zrobić. Radny Hinz zaprotestował wobec takiej zaczepki a Roman Szuberski uznał ów protest za zasadny. 

Ta relacja jest zaledwie fragmentem ostatniej sesji rady miejskiej Rogoźna. Jeżeli ktoś z podatników chce wiedzieć, na co idą jego pieniądze, to odpowiadamy – na takie właśnie „bezpłodne utarczki”, rodem z piaskownicy. 

Podobne artykuły