Nie było objazdu, gdyż firma prowadząca roboty drogowe zapomniała sprowadzić odpowiednie tablice

OBORNIKI. Na środę 13 sierpnia już wiele dni wcześniej firma Pol-Dróg z Chodzieży, która wygrała przetarg na przebudowę drogi krajowej nr 11 w Obornikach, zaplanowała położyć ostatnią część nowego dywanika asfaltowego. Z góry było wiadomo, że trzeba będzie zamknąć jeden pas jezdni, a na drugim prowadzić pracę. Przewidywano, że roboty potrwają co najmniej kilkanaście godzin.

Termin prac wybrany został wyjątkowo niefortunnie – tuż przed świętem Wniebowzięcia Matki Boskiej i długim weekendem. Z góry można było przewidzieć, że ruch tranzytowy nad morze będzie sięgał w tym tygodniu szczytowego natężenia. W związku z tym władze Obornik oraz policja zdecydowały się poprowadzić objazd. Kilka dni wcześniej zorganizowano specjalne spotkanie wszystkich zainteresowanych stron. Gmina zadeklarowała udostępnić swoje drogi na objazd, policja pokierować ruchem a firma prowadząca roboty – postawić odpowiednie oznaczenia.

Dla potrzeb objazdu przygotowano ulice Młyńską, Łukowską i Polną. Miano tam skierować samochody osobowe – skręcając koło małego dworca, wyjeżdżałyby na drogę krajową z powrotem na rondzie przy Kowanówku. W korku miały stać jedynie tiry, gdyż obawiano się, iż nadmiernie zniszczyłyby boczne drogi gminne. Wszystko ostatecznie przygotowywano na środę rano.

Jakież było zdumienie obornickiej policji i władz miasta, gdy w środę nad ranem okazało się, że objazdu niestety nie będzie. To firma prowadząca roboty zapomniała na czas sprowadzić odpowiednio dopasowane tablice drogowe z oznaczeniami objazdu. Wszystkim opadły ręce.

Nie pozostawało nic innego, niż patrzeć jak tworzy się gigantyczny korek. Roboty prowadzono koło ulicy Kowanowskiej, gdzie znajdowały się światła kierujące ruchem. Około godziny 10 rano sznur pojazdów zaczął sięgać wiaduktu w Ocieszynie. Przejazd przez Oborniki drogą krajową trwał ponad godzinę.

W korku ugrzęzła nawet karetka na sygnale, która z ciężko chorym jechała z Poznania do Piły. Przeciskała się przez miasto około 20 minut, gdyż wysokie krawężniki w miejscu robót uniemożliwiały innym pojazdom ustąpienie jej drogi.

W końcu władze miasta zdecydowały się wysłać na skrzyżowanie drogi krajowej z ulicą Młyńską straż miejską, aby ustnie informowała kierowców o możliwości objazdu. Funkcjonariusze zostali dość brutalnie potraktowani przez poirytowanych kierowców i po wysłuchaniu kilkudziesięciu obelg szybko uciekli ze skrzyżowania. Jeden zagubiony policjant stał przy ulicy Kowanowskiej, ale trudno powiedzieć, w jaki sposób miałby tam kierować ruchem.

Spuścimy zasłonę milczenia na słowa, jakie stojący w korku kierowcy kierowali na wszystkich – począwszy od premiera Tuska, a skończywszy na obornickiej straży miejskiej. Przedstawiciele firmy Pol-Dróg zapewniali nas, że to już ostatnia taka sytuacja a w tym tygodniu doprowadzą wszystkie prace na drodze krajowej nr 11 do końca.

Podobne artykuły