Kto zadba o zabytkowy pałac w Łukowie?

ŁUKOWO. Gdy na przedwiośniu odwiedziliśmy mieszkańców pałacu w Łukowie ich warunki lokalowe urągały wszelkim normom, Lejąca się po ścianach przez dziurawy dach woda niszczyła tynki, sufity oparte na spróchniałych belkach groziły zawaleniem a wszech obecny grzyb śmierdział i uczulał. W pałacu mieszka dziewięć rodzin. Są tam też biura użytkownika pałacu, czyli spółdzielni rolniczej z Łukowa. 

Klasycystyczny pałac wybudowany na początku XIX wieku dla Grabowskich a przebudowany w 1877 roku dla Martinich był do 1859 roku miejscem pobytu Franciszka Mickiewicza. Gościł tam także wieszcz Adam Mickiewicz. W pałacu bywali również Stefan Garczyński i Wincenty Pol. Potem była wojna, lecz obeszła się z gmachem łaskawie. Po niej ówczesne władze oddały pałac z przynależnościami w wieczyste użytkowanie powstałej w Łukowie spółdzielni. 

Tak rozpoczął się upadek pałacu. Jego mieszkańcy poprosili nas o wizytę w minioną sobotę. Stan ich mieszkań uległ znacznemu pogorszeniu, choć w kwietniu mogło się to nam wydawać już niemożliwe. 

W mieszkaniu pana Franciszka zawalił się strop na powierzchni niemal metra kwadratowego i przez dziurę widać, w jakim stanie są belki. Odpadają kawałki tynku, leje się z sufitu woda. W pokojach stoją miski a meble trzeba było poodsuwać od zawilgoconych ścian. Równie tragicznie wygląda mieszkanie sąsiadki. Podparty belką strop trzeszczy grożąc zawaleniem, ściana odchodzi od pionu a woda zalewa łazienkę.

Pałac i ich lokale zlustrowała niedawno komisja z biura konserwatora zabytków przy urzędzie wojewódzkim. W trakcie naszej wizyty nadszedł pocztą protokół pokontrolny, zaczynający się od słów „stan budynku pałacu znajduje się w katastrofalnym stanie technicznym”. Kończy zaś takim stwierdzeniem ekspertów „całość, szczególnie w partii przybudówki od strony południowej, grozi zawaleniem”. 

Wśród przyczyn, które doprowadziły pałac do takiego stanu, konserwator upatruje głównie brak gospodarza i niemożność ustalenia jego osoby. Jeżeli państwo przekazało obiekt spółdzielni, to odpowiada za pałac zarząd. Jeżeli nie przekazało, to w imieniu państwa, odpowiada za obiekt starosta powiatowy. Po naszej interwencji i próbie ustalenie faktycznego stanu właścicielskiego, ten ostatni wysłał do Łukowa powiatową inspekcję budowlaną. Ta potwierdziła fatalny stan lokali i sporządziła dokumentację fotograficzną. Na koniec nakazała spółdzielni wykonanie remontu. 

Potem na długo nastąpiła cisza. Małżonka pana Franciszka opowiadała, że podczas wizyty komisji z biura konserwatora zabytków prezes spółdzielni Jacek Horłoza miał ponoć twierdzić, że jego to nie interesuje. To stwierdzenie oddaje stopień zainteresowania pałacem ze strony zarządu spółdzielni. Pani Barbara nie chciała czekać bezczynnie na kolejną zimę i udała się do starostwa. – Byłam w ubiegły czwartek u starosty, ale tam mnie od drzwi do drzwi lekceważąc człowieka wysyłali, skarżyła się nam kobieta. 

W biurze inspekcji budowlanej usłyszała, że niebezpiecznie jest mieszkać w ich lokalu, bo może dojść do najgorszego. O powadze tej opinii może świadczyć fakt, że przy pani Barbarze inspektor zadzwoniła do starosty strasząc słowami, że „trzeba coś w końcu zrobić, bo jak dojdzie do katastrofy, to prokurator zajmie się wszystkimi”. Reakcji starosty pani Barbara nie zna, ale pamięta, że pani inspektor poradziła im starać się o inny lokal. W dawnej szkole w Łukowie jest ponoć wolne mieszkanie. 

Pani Barbara i Franciszek chcieliby zamieszkać tam choćby tymczasowo w obawie, że ich mieszkanie może się zawalić. – Na ósmego września zarejestrowałam się u pani burmistrz, bo nie szło się inaczej dostać. Pewne działania podjęła też sąsiadka z za ściany. Wierząc w rychły remont dachu, zleciła nawet wyremontowanie ściany w jednym z pomieszczeń. Było dobrze jedynie do pierwszych opadów. 

Gdy ją odwiedziliśmy z kamerą, świeżo wyremontowana ściana i sufit były już napęczniałe od wody. Zmarnowane pieniądze i płonna nadzieja stały się przyczyna łez starszej kobiety. – Kiedyś mnie zabije w łazience i taki będzie koniec, mówiła zniechęcona. 

Z prezesem Horłozą nie udało nam się porozmawiać. Wejścia do jego biura bronią potężne drzwi, jedyny zadbany fragment pięknego niegdyś, a teraz zrujnowanego doszczętnie pałacu. 

Podobne artykuły