Od własnych dzieci wolała furę bandziora

OBORNIKI. Pan M. miał kiedyś żonę której imię zaczyna się na literę J. a do tego dwoje dzieci. Piszemy o tym w czasie przeszłym, bo najpierw zniknęła żona a potem dwóch synów. Zrozpaczony ojciec pozostał sam i nie mając z nikąd formalnego wsparcia, nie wie gdzie szukać swoich pociech. 

Gdy się żenił, wiedział, że jego małżonka znała i to dobrze pewnego obornickiego „kozaczka”. Wybrała jednak M., i sądził, że postąpiła słusznie. „Kozaczek” napadł na kogoś z nożem w ręku i wylądował na wiele lat w więzieniu. 

Ich małżeństwo miało, jak wiele innych, swoje wzloty i upadki. Na koniec coś najwyraźniej zaczęło się miedzy nimi psuć. Gdy jej dawnego znajomego po kilku latach wypuszczono warunkowo na wolność, zaczęła znikać z domu. 

Cóż, tak pewnie być musiało, pomyślał M. Na więcej nie miał nawet czasu, bo nie tylko pracował zawodowo, ale jeszcze opiekował się synkami. W tym czasie ich matka bawiła Bóg wie gdzie, M. wiedział, że jest ze swym dawnym znajomym. Ten, gdy tylko opuścił więzienne mury, wsiadł z kieszeniami pełnymi banknotów do wartego 100 tysięcy auta. 

Fura, komóra i skóra – gangsterskie zajęcie oraz kryminalna przeszłość przyciągały doń zawsze niczym magnes wiele dziewczyn gustujących w takim typie. Przyciągnęły także J., która zostawiła ostatecznie męża, a nawet własne dzieci i zamieszkała razem z bandziorem i jego „żołnierzami”. M. zaproponował jej rozwód i obecnie, toczy się sprawa przed sądem. 

M. pogodził się z losem, nawet ciesząc się nieco, że to teraz, gdy ich synowie mają dopiero po 4 i 5 lat i niewiele jeszcze rozumieją, a nie później. 

Pewnego dnia J. odwiedziła męża proponując, że zabierze gdzieś na chwilę dzieci. Ufny ojciec uwierzył jej i wyraził na to zgodę. Więcej ich już nie zobaczył. Chodził jak błędny szukając ich wszędzie. Nie wiedział czy są syte i zdrowe. Nie wiedział, pod jakim dachem mieszkają i czy są tam bezpieczne. 

Skołatana wyobraźnie podsuwała mu najkoszmarniejsze obrazy. Wyobrażał sobie dom bandziora, gdzie broń i prochy to codzienność. Gdzie bywa jemu podobne towarzystwo, panuje wulgarność i normą jest brak opieki. Czasami spotykał na mieście bandziora w swej pięknej „furze”. Ten z uśmiechem żartował, że go rozjedzie. Potem już bez uśmiechu mu groził. Groziła także J., która jeszcze niedawno zapewniała go o swej miłości i pragnieniu przeżycia z nim reszty dni. 

Nie przestraszył się i z jeszcze większą determinacją szukał dzieci. Znajomi współczuli mu, ale nic więcej nie mogli zdziałać. Policjanci wzruszali ramionami, bez wyroku niczego nie zrobią. 

Wreszcie sąd orzekł. Dzieci M i J., przez dni powszednie mają być przy ojcu, a w weekendy u mamy. 

W najbliższą niedzielę matka powinna była odwieźć dzieci do godz. 18:00 ojcu. Nie ma pewności, czy dzieci zostaną odwiezione, ale tym razem ma przynajmniej wyrok w ręku i obiecał, że bez zastanowienia pójdzie z nim na policję licząc tym razem na pomoc. 

Takich i podobnych historii w mieście jest więcej. Oborniki na pozór wyglądają na bezpieczne. Potwierdzają to też statystyki. Pod skórą miasta szerzą się jednak zło, gangsterka i bezprawie. Kwitną w biały dzień na ulicach Obornik i mają się świetnie. To jakby drugi obieg, wstydliwie przemilczany. 

Nikt nikogo nie pyta skąd wziął auto, na które nigdy nie zapracował. Nikt nie potępia matki, która za blichtr sprzedała własne dzieci. 

Podobne artykuły