Rezerwat tylko z nazwy w centrum Obornik

OBORNIKI. Dwie młode osoby, którym leży na sercu to, aby zostawić po sobie Ziemię choć trochę czystszą, niż ją zastały zwróciły się do naszej redakcji z prośbą o nagłośnienie sprawy wyrzucania wszelkiej maści śmieci i odpadów na teren Rezerwatu Słonawy. 

Annę i Danutę Witczak najbardziej martwi zanieczyszczanie łąk, brzegów jak i samej rzeki Wełny. Zwłaszcza teraz, w okresie wakacji ludzie przychodzący wypocząć nad brzegami rzeki przynoszą ze sobą napoje i jedzenie. Po konsumpcji wyrzucają  śmieci gdzie popadnie. W krzaki, do wody, wtykają je nawet w stare pnie drzew. Z wielkim upodobaniem, zwłaszcza młodzież pijąca tu wieczorami napoje procentowe, lubują się w tłuczeniu butelek i wrzucaniu szkła na dno Wełny. 

Stan rezerwatu na wysokości od boiska szkoły Podstawowej nr 2 z jednej strony oraz zejścia nad rzekę od strony ulicy Wierzbowej z drugiej, prezentuje się tragicznie. W wielu innych miejscach jest niewiele lepiej. Anna i Danuta nie tylko patrzą krytycznie, ale same sprzątają, to co pozostawiają tam inni. Tylko ostatniego dnia lipca i pierwszego dnia sierpnia zebrały na terenie rezerwatu łącznie 12 worków śmieci. Wybierały je z dna rzeki i zbierały z brzegów. Dlaczego sprzątają po innych? – Jest to reakcja wywołana brakiem jakiejkolwiek kultury i poszanowania tego, co mamy w naszym mieście pięknego i na dodatek całkowicie za darmo. W opinii obu pań – świadomość ekologiczna niektórych oborniczan sięga dna. 

Ich oburzenie wywołuje też fakt braku jakichkolwiek koszy na śmieci i braku nadzoru nad terenem rezerwatu. – Postawienie samego znaku "Rezerwat Przyrody Słonawy Prawem Chroniony" nie wystarczy. Jest to wspólna sprawa wszystkich oborniczan, nie tylko nasza i innych mieszkańców ulicy Wierzbowej, napisały w liście do nas.  

Trudno cokolwiek dodać do ich apelu. Jest w Obornikach prawdziwy rezerwat. Jednak zamiast napawać nas dumą, stał się kulą u nogi i dość kłopotliwym miejscem, o którym najlepiej jest milczeć. Mało można znaleźć takich osób jak Anna i Danuta Witczak, któryby z własnej woli sprzątały po innych i jedynie prosiły w zamian o szacunek dla tej pracy i naszej wspólnej przyrody. Chylimy przed nimi czoła i przyłączamy się do ich apelu.

Podobne artykuły