Smutny powrót z Apeninów

OBORNIKI, APENINY. Po ostatnich wypadkach autokarowych z udziałem polskich turystów panuje wielkie zaniepokojenie losami tych co ruszają w daleką podróż. Nic dziwnego, że wielkie poruszenie wywołała awantura, do której doszło pod koniec wycieczki grupy oborniczan do Włoch, a którą w Polsce witały kamery telewizyjne poznańskiego Teleskopu.

Starając się dotrzeć do prawdy, stwierdziliśmy, że niepodważalnym faktem jest, iż „Akademia Matylda” z Poznania zorganizowała obóz krajoznawczy na półwysep Apeniński dla kilkadziesięcioro dzieci z Poznania i okolic, w tym też grupki z Obornik. Faktem jest, że organizatorka obozu nie zgłosiła go w Kuratorium Wojewódzkim pomimo, że taki był obowiązek a co potwierdziła kurator Alicja Wróbel. Faktem jest też, że jako opiekunów zatrudniono miedzy innymi oborniczan – nauczycielkę z Obornik i instruktora pływania. Wielu dzieciom towarzyszyli rodzice. 

Takie są właśnie fakty. Reszta to zupełnie sprzeczne ze sobą opinie dwojga opiekunów i dwóch mam oraz będących w opozycji do nich grupy rodziców dzieci uczestniczących w wycieczce do Włoch.

Według tych ostatnich, co cytujemy tu we fragmentach opiekunowie z Obornik pomylili formę wypoczynku, gdyż zamiast na wczasy pojechali na obóz i zafundowali niezłe piekiełko pozostałym uczestnikom wypoczynku. Wszystko krytykowali i nastawiali młodzież oraz dzieci przeciw organizatorowi.  

Wyżej wymienieni opiekunowie wezwali telewizję, a ta oczekiwała na przyjazd autokaru. Po dostrzeżeniu ekipy telewizyjnej rozpętała się praw- dziwa burza. 

W punkcie zwiedzania pominięto Asyż i Florencję, o czym media poinformował pan ratownik a nie wspomniał, że zobaczyliśmy grób naszego rodaka Jana Pawła II, Watykan, Rzym, San Marino, Pizę, Wenecję i Rimini. Dzieci wróciły bardzo zadowolone i podwójnie doświadczone. Tak kończy się list tych zadowolonych. 

W relacji opiekunów i dwóch mam, dzieci nie miały prowiantu na czas przejazdu. Brakowało w autokarze napojów. Godzinami nie miały co jeść i pić. Cierpiały też z powodu pominięcia Florencji i Asyżu, choć oba te miasta były w programie. Inna sprawa, że do Asyżu trzeba by z Rimini jechać dodatkowo kilkaset kilometrów a wiadomo, że w czasie jazdy dzieci się nudzą. Oglądały więc w autokarze klasy lux filmy i pokazywanie im (a była to grupa od lat sześciu do siedemnastu) filmu „Troja” było wielkim błędem. Błędem było też zatrudnienie zbyt malej liczby przewodników po Rzymie i niedostatecznie wykształconych. Brakło też przewodników po Wenecji. W Programie przeczytaliśmy, że każdy uczestnik powinien był posiadać 60 euro na bilety wstępu. Według opiekunów i wspomnianych mam te pieniądze źle zagospodarowano i dlatego nie starczyło ich na muzea, picie i jedzenie w czasie przejazdów.  

Jak było faktycznie? Trudno to teraz ocenić. Nawet same dzieci były w reportażu telewizyjnym mocno podzielone w swych opiniach. Zamiast radości z powrotu do domu, było zamieszanie a nawet łzy i nieskrywana złość. Pani Katarzyna Golibrodzka z „Akademii Matylda” twierdzi, że zarzuty są nieprawdziwe i straszy adwokatem. Straszył naszą redakcje także jeden z opiekunów, jeśli relacja nie będzie po jego myśli. 

Trudno dziś dociec, o co tak właściwie chodzi. Jak mówi stare porzekadło w takich przypadkach – zwykle chodzi o pieniądze. Zapewne teraz cała wycieczka  zostanie dokładnie rozliczona. W przypadku niezasadnego niezrealizowania części programu można by na przykład wystąpić do organizatora o zwrot kosztów. Ma też problem ratownik z uzyskaniem należności za swe ratowanie, bo jak się zdołaliśmy dowiedzieć, nie podpisał przed wyjazdem umowy. To są jednak sprawy dorosłych i nic nikomu do tego. Przykre jest to, że niektórzy dorośli dla swych partykularnych interesów wykorzystują dzieci. 

Podobne artykuły