Ile kosztują nas władze i radni powiatu obornickiego

POWIAT OBORNICKI. Opinię, że reforma powiatowa z 1998 roku była krokiem niezbyt udanym, można znaleźć w wypo- wiedziach wielu polityków i naukowców. Przykład powiatu obornickiego, zadłużonego, niezdolnego do przeprowadzania wielu niezbędnych inwestycji – może być znakomitą ilustracją tej tezy. Powszechne jest też twierdzenie, że na utworzeniu powiatów skorzystali głównie lokalni politycy i urzędnicy. Czy jest to twierdzenie słuszne – każdy może sobie wyrobić na ten temat własne zdanie po analizie oświadczeń majątkowych władz powiatu obornickiego za rok 2007.

Starosta obornicki Gustaw Wańkowicz z Budziszewka (PO) zarobił w ubiegłym roku ponad 100 tys. zł za sprawowanie swojej funkcji, emerytura i dodatkowe zarobki małżonki wyniosły ponad 21 tys. zł. Razem więc państwo Wańkowiczowie zarabiali średnio ponad 10 tys. zł miesięcznie.

Jego zastępca wybrany z Samoobrony Przemysław Gronostaj z Marszewca zarobił na swojej posadzie ponad 83 tys. zł. Dochód ze swojego siedemnastohektarowego gospodarstwa wyliczył na 45 tys. zł. Jak na byłego działacza Samoobrony przystało Gronostaj jest też poważnie zadłużony – w sumie na ponad 167 tys. zł. 

Razem więc para starostów kosztowała podatników obornickich ponad 180 tys. zł – jeżeli brać pod uwagę tylko ich pensje. Do tego oczywiście dochodzą koszty gabinetów, samochodów służbowych, telefonów, delegacji itp. Ile wynosi ten całkowity koszt utrzymania w Obornikach dwóch starostów, trudno nam powiedzieć.

Utrzymanie sekretarza powiatu Piotra Sitka (PO) kosztowało obornickich podatników (mowa tylko o pensji) w 2007 roku prawie 75 tys. zł, skarbnika powiatu Joanny Koniecznej ponad 80 tys. zł. Dodajmy, że jak na skarbniczkę przystało, pani Joanna zgromadziła prywatne oszczędności w kwocie 38 tys. zł.

Były starosta Antoni Żuromski jest już tylko członkiem zarządu powiatu i z tego tytułu odebrał diet za ponad 19 tys. zł. Ze starostwa otrzymał jeszcze (nie wiemy z jakiego tytułu) ponad 7 tys. zł. Po odejściu z funkcji starosty otrzymywał pieniądze z Powiatowego Urzędu Pracy – w sumie w ubiegłym roku wypłacono mu tam ponad 6 tys. zł. W końcu były starosta w październiku znalazł pracę w Zespole Szkół Handlowych przy ulicy Śniadeckich w Poznaniu jako nauczyciel chemii. Do końca roku zarobił tam ponad 5 tys. zł.

Również ponad 19 tys. zł diet otrzymał następny członek zarządu powiatu – Jan Molski z SLD. Oprócz tego otrzymał 23 tys.  emerytury, ponad 2 tys. za zlecenia a jego żona miała również ponad 20 tys. zł emerytury.

Przyjrzyjmy się także przewodniczącemu rady powiatowej, Andrzejowi Okpiszowi z PiS. Jak już pisaliśmy, został w zeszłym roku zatrudniony po linii partyjnej jako szef Zakładu Usług Komunalnych w Mosinie, gdzie przez kilka miesięcy zarobił blisko 40 tys. zł. W poprzedniej pracy, Urzędzie Stanu Cywilnego zarobił zaledwie 17 tys. zł. Podobnie jak członkowie zarządu powiatu, od obornickich podatników odebrał dietę wysokości ponad 19 tys. zł. W końcu starcza to na utrzymanie zakupionego samochodu marki BMW.

Drugi z byłych starostów, szef powiatowego PO Jacek Koralewski, jak wiadomo pracuje także w pracy związanej z polityką – ale poza Obornikami. Jako działacz swojej partii został prezesem Wielkopolskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i zarobił tam ponad 85 tys. zł, a diety radnego wyniosły w jego przypadku „tylko” niewiele ponad 9 tys. zł. W każdym razie stać go na Chevroleta, którym do pracy w Poznaniu dojeżdża z domu w Nowołoskońcu.

W przypadku pozostalych, "szeregowych"  radnych ich dieta wyniosła rocznie nieco ponad 9 tys. zł bez opodatkowania. Tradycyjnie najbardziej majętnym jest radny Adam Olejnik, ale ponieważ wymienialiśmy już jego nieruchomości, a nic się nie zmieniło, więc tym razem je pominiemy.  O ciekawostkach zwiazanych z kilkoma innymi radnymi, przyjdzie nam jeszcze napisać. 

Podobne artykuły