Ma trochę racji prezes Królczyk

OBORNIKI. Do naszej redakcji wpłynął list z podpisem prezesa Sparty Tomasza Królczyka prostujący niedawny artykuł o spotkaniu w ratuszu władz klubu z władzami Obornik. Listu nie publikowaliśmy, bo nie wypełniał on znamion formalnych sprostowania. Jego autor nakazywał nam, dla przykładu, prostować słowa, które wypowiadały różne osoby a myśmy je jedynie cytowali. Nie publikujemy go również teraz, bo nie ma to sensu, gdyż list krąży w internecie i wtórnym obiegu i tam można go znaleźć. Potem ukazał się drugi – nieco inny – list, gdyż prezes się najwyraźniej rozpisał.

W liście nie ma niestety ani słowa troski o samą Spartę. Sygnowany przez kuzyna dwukrotnie przegranego konkurenta do fotela burmistrza Obornik Jacka Koralewskiego, jest przesiąknięty co najwyżej pretensjami i polityką. Co rusz padają w nim zdania typu: „artykuł na czyjeś zamówienie” „dyktowała nam go jedynie słuszna władza” a burmistrz Rydzewskiej zarzucający „żenujący poziom w działaniu czy tworzenie absurdów”.  Czytelnik mógłby zapytać o co tu chodzi? 

Odpowiadamy – jak zawsze o to samo – o władzę i pieniądze. Te ostatnie są wedle prezesa źle dzielone. „Klub wnioskował o 100 tys. zł dotacji a otrzymaliśmy 50 tys.” – twierdzi Tomasz Królczyk. Podzielamy pogląd, iż pieniądze przeznaczone na obornicki sport są dzielone nie zawsze właściwie. Powinny w naszej opinii być przyznawane proporcjonalnie do osiągnięć oraz liczby kibiców zainteresowanych danym sportem. Ma on przecież służyć społeczeństwu, które na sport łoży pieniądze ze swych podatków. To samo społeczeństwo głosuje także nogami za daną dyscypliną sportu lub danym klubem. To podatnicy odwiedzają  lub omijają pewne imprezy.

Przy takim podziale środków, najwięcej winni dostać zatem oborniccy karatecy za mistrzostwo Europy, crossowcy i motolotniarze za mistrzostwo Polski, czy piłkarze ręczni za pełne trybuny na meczach. Zdecydowanie większą dotację niż piłkarze Sparty powinni otrzymać organizatorzy Wielkiej Dziury, bo przyciągają więcej kibiców w jednym tylko tygodniu rozgrywek, niż Sparta w ciągu całego sezonu lub młode siatkarki z Rożnowa grające przy bardzo licznej publiczności. 

Ma też rację Królczyk pisząc, że – „jedynie słuszna” opcja rządząca nie jest zainteresowana rozwojem sportu. Tu warto przypomnieć, że władzę zainteresowaną sportem – nawet zawodowo – już raz mieliśmy i omal nie skończyło się to katastrofą finansową. Władza odeszła znacznie bogatsza, niż przyszła, a oborniczanie latami spłacali jej długi. Wybrali więc w kolejnych wyborach taką, którą zainteresuje czysta woda, kanalizacja, nowe drogi i gospodarczy rozwój gminy. 

Władza sport pozostawiła sportowcom i działaczom. Władza ma wobec nich tylko jeden ważny obowiązek. Musi dokładnie kontrolować wydawanie społecznych pieniędzy, jakie im na sport przekazuje. Tymczasem Królczyk pisząc o hucznej imprezie na koniec sezonu, twierdzi, że tak dużo nie kosztowała. Nie z jego kieszeni została ona sfinansowana, ani z kasy miasta czy klubu. Tu zgody już nie ma. Jeżeli do kasy klubu podatnicy dołożyli choćby złotówkę (a dołożyli ich aż 50 000), to kasa przestaje być prywatna i podlega pełnej kontroli społecznej. Wielu naszych czytelników utożsamia się ze słowami Anny Rydzewskiej, że – napawa to niesmakiem, jeżeli za społeczne pieniądze są zatrudniani w klubie jacyś dyrektorzy i sekretarze. Królczyk wyjaśnia, iż "organizacja Klubu na takim poziomie, na jakim on jest teraz wymaga dużo pracy i wysiłku i nie może ciągle opierać się na działaczach społecznych. Dlatego też, zatrudniono na etat pracownika, który miał zająć się promocją Klubu, organizacją drużyn i zawodów, logistyką itp." Tu znów przyznajemy mu rację, ale dodając rzecz ważną, że od tego są jednak działacze nie sięgający zaraz po pieniądze społeczne a społecznie działający, bo inaczej kłóci się to z ideą sportu. 

Królczyk dziwi się w swym liście burmistrz a my przyłączamy się do tego zdziwienia. Bo faktycznie, jak długo można wyciągać pomocną dłoń ku osobie, która tę dłoń wciąż opluwa i kąsa? Władze Obornik organizują spotkania z potencjalnymi mecenasami piki nożnej, szukają klubowi sponsorów, wiceburmistrz Bukowski sam przesyła do kasy klubu żywą gotówkę. W reakcji na to Królczyk opuszcza, obrażony jak panienka, spotkanie i atakuje władze gminy w upublicznionym liście. 

Obrażaniem się na brak finansowego dopieszczania i głębokich pokłonów z powodu sukcesu, jakim jest w jego mniemaniu wejście do III ligi prezes Królczyk nie zdobywa sobie przyjaciół. Czy to dobre jest dla Sparty i tak już marnie wspieranej podczas meczy na stadionie przez kibiców? Obawiamy się, że nie.

Podobne artykuły