Uprowadzenie prostytutki z Jaracza

JARACZ. Pewna mieszkanka wsi Jaracz jest jedyną przydrożną prostytutką nieposiadającą tak zwanego opiekuna. Swą działalność prowadzi przy szosie krajowej nr 11 z Poznania do Piły, pod lasem nieopodal wsi Jaracz – i jest to rodzaj interesu rodzinnego. 

Do pracy, bo jak inaczej to nazwać, wozi ją małżonek. Przywozi i wraca do domu a przyjeżdża po nią ponownie, gdy skończy się dniówka lub załamie pogoda. Według ich znajomych, mąż godzi się na uprawnianie przez żonę przydrożnej prostytucji, bowiem ma ona duże wzięcie i co za tym idzie spore dochody, których on pewnie nigdy nie zdoła uzyskać. 

Ta samodzielność i owo wzięcie stało się przyczyna kłopotów. W ubiegłym tygodniu podjechało do niej trzech mężczyzn i porwało prostytutkę. Kidnaperzy pochodzili z okolic Warszawy. Zażądali by kobieta pracowała dla nich i nie pod Jaraczem, ale na wybrzeżu. Porwana była twarda do końca. Przez cztery godziny stanowczo odmawiała nie bacząc na namowy, poszturchiwania i groźby. Obiecała, że prędzej umrze, niż będzie dla kogoś pracowała w tej branży. 

Wobec tak stanowczego oporu porywacze po godzinach bezskutecznej perswazji wypuścili kobietę i odjechali. Prostytutka natychmiast powiadomiła prokuraturę o porwaniu i nieprawnym pozbawieniu jej wolności. Zapamiętała przy tym tak wiele szczegółów dotyczących napastników, że nie będzie problemu z ich identyfikacją. 

I na koniec dobra wiadomość – dla wielu panów. Pani, o której tu mowa, wróciła już na swoje stanowisko pod lasem, w Jaraczu. 

Podobne artykuły