Prezes Królczyk wychodzi z sali

OBORNIKI. Zakończenie sezonu piłkarskiego MKS Sparty Oborniki, to czas podsumowania. Piłkarze osiągnęli wiele. Awansowali do trzeciej ligi i niemal otarli o drugą. Zagrali wiele udanych spotkań, wiele wygrali, o czym donosiliśmy na naszych stronach. 

Prócz piłkarzy jest też wieloosobowy zarząd otoczony grupą działaczy. Jeżeli jeszcze niedawno głównym celem zarządu była piłka nożna, to w opinii wielu osób, obecnie jest nim polityka i chęć zdobycia władzy. Tu konieczne jest wyjaśnienie. 

Prezesem Sparty jest kuzyn byłego starosty Jacka Koralewskiego, który dwukrotnie przegrał z Rydzewską w wyborach na burmistrza Obornik. Do „niezadowolonych” z radnym opozycji a zarazem wuefistą Waldemarem Cyrankiem, dołączył ostatnio także wicestarosta Gronostaj wybrany z rozpadającej się Samoobrony, szukający nowej trampoliny na przyszłe wybory i nawołujący do połączenia klubów i organizacji sportowych w ciało polityczne, mogące przejąć władzę w gminie. 

Prócz władzy człowiek potrzebuje też pieniędzy i one właśnie stały się zarzewiem konfliktu. Jeszcze niedawno działacze Sparty marzyli o dotacji wysokości 50 tysięcy. Gdy ją uzyskali, chcą więcej. 

– Zasady finansowania organizacji sportowych są jasne i nie wolno nam ich przekroczyć, wiemy jak stanowi ustawa i tyle, wyjaśniała Anna Rydzewska. Przypomniała, że prócz gotówki klub otrzymał niemal na wyłączność boisko, szatnie a nawet ma zagwarantowane darmowe pranie odzieży. 

W swym imieniu wysłała do obornickich firm dziesiątki zaproszeń na spotkanie, podczas którego ich szefowie i przedstawiciele mogliby zadeklarować dodatkowe wsparcie finansowe międzyzakładowego klubu sportowego, jakim jest Sparta. Na zaproszenie zareagowała jedynie ferma z Szymankowa, przysyłając księgową z obietnica pewnego wsparcia. 

Dlaczego przedsiębiorcy – oborniczanie zignorowali największy klub piłki nożnej w mieście starał się dociec wiceburmistrz Henryk Łukaszewski. – Gdy weszliście na pewien poziom profesjonalizmu, jakbyście się oderwali od rzeczywistości obornickiej. Oborniki nie czują już, że to nasza drużyna.  W odpowiedzi prezes Królczyk wyjaśniał – na mecze nie przychodzą, bo się zajmują czymś innym. 

– Jak państwo widzicie te nasze firmy nie utożsamiają się z tym klubem międzyzakładowym, podsumowała tę cześć dyskusji Anna Rydzewska. Tomasz Królczyk nalegał, że klub powinien być finansowany z pieniędzy podatników i to znacznie hojniej niż dotąd. 

W tym miejscu burmistrz Obornik przyznała, że bulwersuje ją wiadomość, że klub powołał dyrektora czy sekretarza i wypłaca im pobory. – Jest to dla mnie nie do pojęcia. Ja rozumiem, że trener musi mieć zapłacone, ale opłacanie działaczy Sparty jest dla mnie nieprzyzwoite. Zwracając się bezpośrednio do sekretarza klubu powiedziała – Jeśli jest pan takim miłośnikiem Sparty, to dlaczego nie działa pan w niej społecznie, dlaczego pan bierze za to pieniądze. 

Prezes Królczyk usiłował wyjaśnić, że sekretarzowi płaci z własnej kieszeni, jakby nie chcąc rozumieć, że gdy w kieszeni Sparty znajdzie się choćby jedna społeczna złotówka, to ta kieszeń przestaje być już prywatna. 

Królczyk na zarzuty burmistrz Rydzewskiej odpowiadał też zarzutami, a w odpowiedzi usłyszał – nigdy nie usłyszeliśmy ani jednego słowa pozytywnego. Zawsze tylko pretensje i roszczenia. Ciągle tylko zarzuty i to od strony finansowej i organizacyjnej. Nam tymczasem zarzucają, że stadion jest tylko do dyspozycji Sparty. Dzieciaki nie maja gdzie ćwiczyć. 

Na to najwyraźniej prezes nie był przygotowany. Obraził się niczym przedszkolak i ostentacyjnie w pół zdania opuścił salę. Zaraz po nim wstał wiceprezes i deklarując, iż rezygnuje ze swej funkcji i także opuścił salę. 

Został na niej drugi wiceprezes (jest ich w Sparcie co najmniej ośmiu) Wojciech Kuciński ze słowami: niepotrzebna była ta awantura, Królczyk wyszedł, Piekarski wyszedł i zostałem sam. 

Jednak szybko się okazało, że w takim gronie dyskusja stała się mniej podszyta polityką a bardzie merytoryczna. W jej trakcie okazało się, że boisko – utrzymywane za pieniądze obornickich podatników –  jest bardzo dobre, pomoc gminnego Obornickiego Centrum Sportu cenna. Prócz sporej dotacji gminnej i ogromniej pomocy materialnej klub dostał także znaczne pieniądze od sponsorów a kilkanaście dodatkowych tysięcy wpłynęło do jego kasy poprzez działania marketingowe wiceburmistrza Bogdana Bukowskiego. 

Pieniądze wpłynęły w sama porę, bo jak się dowiedzieliśmy na podsumowanie sezonu piłkarze otrzymali prezenty w postaci butelek wina ubranych w koszulki Sparty z numerem i własnym nazwiskiem z tyłu. Działacze natomiast i kibice otrzymali pamiątkowe granitowe zegary z pięknie wygrawerowanym logo klubu. Pamiątkowe zegary otrzymali także trenerzy poszczególnych grup młodzieżowych działających przy klubie. Po upominkach przyszedł czas na biesiadę przy grillu, zimnym piwku i muzyce. Musiało to nieźle wszystko kosztować. 

Czy gmina Oborniki powinna przeznaczać więcej pieniędzy z podatków na stadion, zawodników, trenerów i działaczy Sparty, zamiast na przykład remontować drogi – to zostawiamy ku rozwadze Czytelników. O dyskusji na temat pieniędzy dla Sparty można dowiedzieć się więcej ze strony www.oborniki.com.pl.

Podobne artykuły