Radni błądzą w wątpliwościach, starosta ma nadzieję

OBORNIKI. Szpital powiatowy w Obornikach musi się dostosować do unijnych wymogów i to do roku 2012. W pokojach trzy osobowych mogą leżeć najwyżej dwie osoby, zmieni się też wiele innych norm. Zdaniem radnego Pawła Bździaka o ile dyrektor szpitala ma jakąś wizję dostosowania placówki do nowych wymogów, o tyle zarząd powiatu drzemie lub błądzi we mgle, jakby nie świadom wiszącego nad lecznicą zagrożenia.

Bździak stawiał podczas ostatniej sesji rady powiatu zarzuty braku pomysłu na utrzymanie i rozwój szpitala. Ganił zarząd za utracenie szansy na pilnie potrzebny szpitalowi budynek, który zamiast w Obornikach stanął w Szamotułach.  – Przez tyle lat inwestowaliśmy w szpital kosztem dróg i zastanawiam się czy to było sensowne. Martwiła go też niejasna sytuacja prawna gruntu, na którym leży szpital. – Nie wiadomo kto jest jego właścicielem?  Tu z wyjaśnieniem pospieszył sekretarz Piotr Sitek zapewniając, że działka należy do powiatu a radny a nadal wątpił, czy szpital może z tego faktu skorzystać. Sitek wyjaśniał dalej. Przypomniał jak dwa lata temu dyrektor zgłosił, że ma wolny grunt a pewna firma ma zamiar wybudować na nim stację dializ. – Na szczęście zarząd się na to nie zgodził. Na czym to szczęście polega, tego nie wyjaśnił, a w zasadzie twierdził, że teraz to miejsce przyda się lecznicy by mogła tam sobie wybudować nowe pomieszczenia. Po chwili przecząc temu co mówił wcześniej, przyznał, że jeszcze trochę czasu i zarząd doprowadziłby do porozumienia z inwestorem, ale nie zdążył. 

Tu trzeba wyjaśnić, że ów inwestor chciał w Obornikach wybudować dwukondygnacyjny budynek, w którym parter zajęłaby stacja dializ a piętro użytkowałby szpital. Po 20 latach cały budynek stałby się własnością szpitala. Po odmowie zarządu powiatu inwestor pojawił się w Szamotułach a tam natychmiast podpisano z nim umowę. Tamtejszemu szpitalowi brakło trochę miejsca, więc przedsiębiorczy starosta powiatu szamotulskiego odkupił od sióstr zakonnych kawałek przyległego gruntu i przekazał go inwestorowi. Warunki postawił jednak ostrzejsze niż te obornickie i po 15 latach szpital w Szamotułach przejmie cały obiekt. 

Będąc w Szamotułach usłyszeliśmy, że gdy budowa była już w realizacji pojawił się tam starosta Wańkowicz za zapewnieniem, że zarząd zmienił zdanie i proponując staroście Kowzanowi, by ten zrezygnował z nowego budynku i oddał inwestycję Obornikom. Było to oczywiście mocno poniewczasie. Kowzan zaproponował jednak naszemu powiatowi, by się ten zajął opieką długoterminową świadczoną kilku powiatom. 

Piotr Sitek wyjaśniając radnym sprawę owego inwestora twierdził, że był to inny inwestor niż ten z Obornik, co jak sprawdziliśmy prawdą jednak nie jest, a wizyta Wańkowicza u Kowzana to potwierdza. 

Do dyskusji, jaka się wywiązała w kwestii szpitala włączył się radny Jacek Koralewski (PO) proponując dyskutować nad prywatyzacją, która prosił nazywać jednak przekształceniem szpitala, bo jak twierdzi tak brzmi to lepiej. – Szpital, jako spółka prawa handlowego będzie mógł brać kredyty pod zastaw swego majątku. Poinformował też radnych, że pracownicy mają obawę czy po zmianie własnościowej szpitala będą mogły działać w nim związki zawodowe. Mówmy im o przekształceniu a nie o prywatyzacji prosił kolegów – bo nie chodzi przecież o to, by ktoś kupił szpital. Wracał do tego wątku tak często, że można było zacząć wątpić w jego szczerość a Paweł Bździak słysząc to nabrał jeszcze poważniejszych podejrzeń i przypomniał radnym pewną posłankę PO, która miała ponoć twierdzić, że szpitale będą prywatyzowane i sprzedawane. 

Adam Olejnik wyliczył, że – w czasie ostatnich l0 lat wpompowaliśmy w szpital ponad 10 mln złotych, co znaczy, że go nie zaniedbujemy. 

O przekształceniu mówił też starosta Wańkowicz. Liczy na to, że gminy przyłączą się do spółki i razem będą z powiatem inwestować w szpital. Odpowiedzi jeszcze nie otrzymał a właściwie usłyszał, że jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Tu można mieć jednak poważne wątpliwości, czy w ogóle władze gmin zechcą temat podjąć. Jeżeli Ryczywół pilnie potrzebuje środki na oczyszczalnię ścieków, sieć kanalizacyjną i drogi trudno sobie wyobrazić, że zechce inwestować w szpital powiatowy. Podobnie Rogożno, które także ma problemy z pozyskaniem finansowania na swe potrzeby a jest ich mrowie. Gmina Oborniki jest najzasobniejsza, ale współpraca władz powiatu z gminnymi tak szybko się pogarsza, że nie mogą dogadać się co do wspólnej budowy chodnika a co dopiero razem prowadzić szpital. 

Władze Obornik niejednokrotnie wyrzucały urzędnikom i zarządowi powiatu hamowanie obornickich inwestycji ,czy wręcz uniemożliwianie ich realizacji. W tej sytuacji, gdy stało się już tak wiele złego, owocna współpraca wydaje się być niemal niemożliwa i wierzyć w nią może jeszcze jedynie Wańkowicz, który jak się wydaje, już dosyć dawno oderwał się od rzeczywistości. Realistą okazał się za to Kazimierz Zieliński, który zauważył, że wydatki na szpital są na półmetku, czyli potrzeba znaleźć kolejne 10 mln złotych. Namawiał do spotkania z dyrektorem, by zacząć już na ten temat mówić dopóki jest czas. 

Zamiast dyrektora na sesję przybyła pani Bożena Ruszkiewicz pełniąca w SP ZOZ funkcję kogoś w rodzaju głównego księgowego. Usprawiedliwiła nieobecność dyrektora opowiadając radnym dosyć barwnie o jego rozwolnieniu i spowodowanej nim konieczności udania się do domowej toalety oraz związanej z tym nieobecności na sesji. 

W tej sytuacji pytań już więcej nie było. Wątpliwości jednak najwyraźniej zostały a unijny zegar niecierpliwie tyka.

Podobne artykuły