Bijatyki i burdy kibiców doprowadziły do przerwania meczu

OBORNIKI. Nie wynik, ani poziom sportowy stał się główną informacją podaną przez media w sobotę po meczu Sparty Oborniki z Górnikiem Konin. Burdy i bijatyki na trybunach doprowadziły w pewnym momencie do tego, że sędzia musiał przerwać spotkanie i zaczekać, aż policja oraz ochrona opanują sytuację.

Na trybunach zasiadło, według różnych rachunków, od 200 do 500 widzów – w tym mniej niż setka gości. Ci odstani zostali wyizolowani w osobnej strefie. Kibice Górnika byli dobrze zorganizowani i najwyraźniej chcieli dominować. Wywiesili wielkie transparenty a siłą głosu zagłuszyli niemrawy doping oborniczan. Już przed rozpoczęciem meczu dali o sobie znać, gdyż okazało się, że 5 zł za bilet, to zbyt dużo. Staranowali kasę i weszli na stadion bez biletów. Po naradzie organizatorzy postanowili ten fakt zignorować, nie chcąc już na początku narastania emocji.

Jednak do strzelenia bramki dla Górnika atmosfera wśród kibiców była w miarę przyjazna, momentami niemrawa. Dopiero w drugiej połowie ulegała z minuty na minutę zaostrzeniu. Do apogeum doszło około 63 minuty meczu, gdy rozpoczęły się pierwsze bójki. W 67 minucie sędzia został zmuszony do przerwania spotkania.

Gdy emocje sięgały szczytu, nagle kibice Konina wstali całą grupą i pobiegli rzędem w stronę części trybun zajętej przez oborniczan. Niemal w tej samej chwili przewodzący kibicom Obornik krzyknął – za mną! na nich! spotkamy się na chirurgii! – i ruszył w stronę kibiców Konina. Za nim pobiegło kilkanaście osób. 

Do zwarcia w zasadzie nie doszło. Dobrze przygotowana ochrona stadionu zapobiegła bijatyce. Niemal dokładnie w momencie, gdy obie strony stanęły oko w oko, pojawili się wyposażeni w pełen rynsztunek policjanci, rozdzielając krewkich kibiców. W niespełna dwie, trzy minuty spacyfikowano najgorętszych i opanowano sytuację. 

Tu wyrazy uznania należą się  Arkadiuszowi Bukowskiemu, nadzorującemu zabezpieczenie meczu. Dobrze rozmieszczone siły oraz niedrażnienie widowni przy jednoczesnej szybkości i komasacji sił we właściwym czasie i miejscu, to były główne walory planu tej ochrony. Zapoczątkowaną przez kibiców Konina akcję zdławiono w zarodku, choć ku pewnemu niezadowoleniu wielu pań i młodzieży, które nie miałyby nic przeciwko obejrzeniu bijatyki.

Około dziesięciu minut, może kilkanaście, trwało zanim sędzia mógł wznowić spotkanie. 

Warto też poświecić słowo kibicom Sparty. Ich zagrzewające do boju okrzyki były najczęściej ordynarne, by nie rzec chamskie i nie licujące prawdziwym kibicom, często przez wielkie „K”. Najwyraźniej przydałby się dobry trening nie tylko zawodnikom, ale i części widowni.

Ale wróćmy do właściwego spotkania. Gra przebiegała na początku leniwie, i jakby trochę bez planu. Zapoczątkowywane w środku boiska akcje rozpadały się, nim zawodnicy dotarli pod bramkę przeciwnika. Zdecydowanie lepiej radzili sobie piłkarze gości przenosząc grę na pole spartan. Co ostatni grali ostrożnie, broniąc własnych pozycji i rzadko atakując. Nielicznym akcjom brakowało wykończenia i precyzji.

W 5 minucie meczu pierwszy niecelny strzał na bramkę Górnika oddaje Bukowski. Dopiero w 15 minucie piłkarze Górnika oddają swój pierwszy niecelny strzał. Pierwsze celne uderzenie pada dopiero w 35 minucie ze strony napastników Konina, ale dobrze w bramce spisuje się Wosicki.

Drugi celny strzał goście zamieniają na bramkę. W 40 minucie jego autorem jest Marcin Kazimierczak. Dodajmy – bramka była zasłużona. Konin przeważał przez ostatni kwadrans zdecydowanie na boisku.

Początek drugiej połowy był równie niemrawy, jak całego spotkania. Z minuty na minutę piłkarze Sparty przechodzili do bardziej zdecydowanych ataków. Mimo to do momentu przerwania meczu statystyka celnych strzałów na bramkę wyglądała następująco: Sparta 0, Górnik 3.  Dogodne sytuacje marnowali Potaś i Zagdański. 

W 71 minucie pierwszy celny strzał na bramkę Górnika zakończył się bramką. Szkoda, że nieuznaną. Było to po wznowieniu gry i  przy trwającym jeszcze zamieszaniu na widowni. Po dobrze skontrowanym ataku Konina, piłkę przejęli spartanie i poprowadzili ją precyzyjnie. Padł celny strzał Florka, niestety z pozycji spalonej i sędzia gola nie uznał.

Trzy minuty później  goście wykonywali pośredni rzut wolny z odległości około 25 metrów od bramki Sparty. Piłka trafiła w siatkę,  ale zgodnie z przepisami był to strzał bezpośredni i sędzia nie zaliczył gola. 

Wynik meczu 1:0 dla Konina praktycznie wyeliminował Spartę Oborniki z walki o awans. Oborniczanie musieliby strzelić w Koninie dwie bramki, a w sobotnim meczu nie pokazali żadnych argumentów,  pozwalających mieć na to nadzieję. Wśród powodów porażki była z pewnością niemrawa gra, niedostateczna precyzja i wyraźny brak planu. Piłkarze Sparty ożywili się dopiero pod koniec meczu, niestety zabrakło już czasu na zmianę wyniku.

Skład Sparty: Wosicki – Gendera (46 min. Głowacki), Potaś, Jujeczka, Smuniewski, Brauza, Lizewicz (46 min. Radziwołek), Szplik (77 min. Ratajski), Zagdański(68 min. Juracki), Bukowski, Florek. Żółte kartki dla Sparty: 22 min. Gendera za zagranie ręką.

Film z awanturami na meczu można obejrzeć w Telewizji Obornickiej na naszych stronach internetowych www.oborniki.com.pl.

 

Podobne artykuły