Na własnych śmieciach

POŁAJEWO. Wiadomo, że na własnych śmieciach najlepiej. Gorzej, jeśli to powiedzenie ktoś potraktuje dosłownie. Mieszkańcy gminy Połajewo wkrótce mogą się przekonać jak to jest żyć na wysypisku, bo krajobraz pięknych połajewskich okolic powoli zaczynają przesłaniać odpady. Nie tak dawno tuż przed tablicą miejscowości Młynkowo leżały dwa wielkie wory z odpadkami, na szczęście zarówno gmina jak i sołectwa pilnują porządku i następnego dnia śmieci już nie było. Za to w rowach przy drodze do pobliskiego Krosinka, do których już nie tak często się zagląda, roi się od różnego rodzaju butelek, puszek po napojach prawdopodobnie wyrzucanych z okna przejeżdżających samochodów. 

Oprócz takich niespodzianek można również napotkać całe worki np. z butelkami, doskonale posegregowanymi, za to zupełnie bezmyślnie porzuconymi na skraju szosy. Warto przypomnieć, że przecież w każdej miejscowości gminy znajdują się kosze na tzw. stłuczkę i w każdej chwili nieodpłatnie można tam wrzucić niepotrzebne szklane przedmioty. Widać jednak, że mieszkańcy wolą śmieci po kukułczemu podrzucać nie myśląc o tym, kto musi potem za nich posprzątać zaistniały bałagan. Poza tym za wywóz śmieci z rowu i tak zapłacą podatnicy, czyli my wszyscy. Ksiądz z ambony wprost zwrócił uwagę, by nie nosić na cmentarz parafialny śmieci, bo w tamtejszym śmietniku spotkać można nawet pieluchy. 

Zresztą zużyte pampersy tonami są wywożone zwłaszcza w okresie letnim przez pracowników gospodarczych urzędu gminy z koszy w połajewskich plantach. Sami pracownicy śmieją się, że po tym można wywnioskować komu w okolicy urodziło się akurat dziecko. Podrzucanie śmieci to w ogóle w Połajewie prawdziwa plaga. Wielkim powodzeniem cieszą się pojemniki na odpady przy GS-owskim Anatolu oraz przy placu targowym, do których znosi się śmieci nawet z najodleglejszych zakątków wsi. Mieszkańcy z premedytacją śmiecą, niektórzy muszą po nich sprzątać, chociaż w dzisiejszych czasach wynajęcie kubła na odpady nie jest przecież aż tak wielkim luksusem, by nie można sobie na to pozwolić. Choć i z własnym kubłem może być różnie. Mieszkańcy połajewskich bloków mimo, że płacą co miesiąc za wywóz śmieci przy okazji opłaty za czynsz, z uwielbieniem wyrzucają worki z odpadkami do… nieswojego kubła. 

Prawdziwe oblężenie przeżywał za to do niedawna kosz należący do Gminnego Ośrodka Kultury, w którym nawet w miesiącach, w których nie odbywały się na sali wesela, śmieci musiały być wywożone co tydzień. Prawdopodobnie niektórzy mieszkańcu bloków nosili do GOK-owskiego kosza śmieci przy okazji wyprowadzania samochodu, bo przecież kosz stoi w sąsiedztwie garaży. A do kosza dla mieszkańców bloków trzeba iść w innym kierunku i to aż kilkanaście metrów. Od kiedy na GOK-owskim koszu zawisła kłódka, odwiedziny śmieciarzy są o wiele rzadsze, a rachunki zmalały z kilkuset do kilkudziesięciu złotych miesięcznie, co też nie jest beż znaczenia. Poza tym GOK też operuje państwowymi pieniędzmi, czyli jeśli nie zapłacimy za swój kosz, zapłacimy za kosz publiczny w wyższych podatkach. Niestety okazuje się, że kłódka i mandat to w sytuacji ogólnego i bezmyślnego śmiecenia, na niektórych mieszkańców gminy jedyna metoda. 

Podobne artykuły