Tułaczka w poszukiwaniu partii

. Trzy sieroty po Samoobronie wciąż szukają dla siebie nowej matki żywicielki. Jak się zdołaliśmy dowęszyć, polityk Przemysław już wysyłał w imieniu swym i innych sierot wyraźne sygnały ku PSL-owi i SLD. 

Jednak ni czerwoni, ni ci spod znaku zielonej koniczynki nie odpowiedzieli na ich zaloty i zalotne pochrząkiwania pozostając wobec sierot z dziwnie chłodną obojętnością. Szukali więc dalej wciąż i dalej, zataczając coraz większe kręgi, niczym bura suka, która zwęszyła kość, ale nie wie dokładnie gdzie. Wreszcie złapali woń niczym nić nadziei i ruszyli z tą nadzieją aż do Lublina. Przez całą długą drogę radni Przemysław, Zbigniew i Adam wieźli wiarę w przychylność lubelskiej struktury PSL-Piast, która podobno przyjmuje takich jak oni. Tam mieli rozpocząć nowe życie partyjne, tam chcieli wejść na pierwszy stopień kariery a jeżeli nawet nie wejść, to choć go dotknąć, choć pogłaskać. Choćby paluszkiem lekko skrobnąć. 

Niestety, lublinianie bez serca odnieśli się do radnych z ziemi obornicko-rogozińskiej z chłodem bardziej pasującym do Syberii niż naszych domorosłych wiejskich polityków. Nieczuli na ich westchnienia pokazali drzwi. Kilkusetkilometrowy powrót był dla nich drogą przez mękę. Dowiedziawszy się o tym nie kryjemy zaskoczenia a nawet oburzenia. Zbyszek ma wszak pewne doświadczenia w sejmiku. Przemysław ma kolekcję krawatów a i Adam pewnie też coś ma. 

Żal biedaków, bo długo już bez nowej partii pewnie nie pociągną a do starej wrócić już nie chcą. Tułają się a nad nimi wciąż wiszą jak gradowa chmura transmitowane przez telewizję słowa przywódcy Andrzeja -„choćbyście pumeksem nawet tarli, to nie zetrzecie z waszych czół Samoobrony”.

Podobne artykuły