Cygański wieczór

OBORNIKI. W miniony piątek dyrektor Krystyna Eichler i członkowie Poetyckiego Wędrowca zaprosili wszystkich miłośników kultury Romów do sali widowiskowej Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy Oborniki. Przybyło tyle osób, że zajęto nie tylko całe przejście pomiędzy rzędami krzeseł, ale i korytarz a nawet cześć holu. Ostatnim krzesłem, jakie udostępniono gościom był fotel pani dyrektor, reszta gości i pracownice biblioteki słuchali koncertu na stojąco. 

Było przy tym czego słuchać. Pretekstem spotkania była poezja nieżyjącej już Bronisławy Wais zwanej Papuszą. Trudno się dziwić zainteresowaniu jej osobą, bo była Papusza zjawiskiem niezwykłym, talentem, poetyckim brylantem, za oprawienie którego w ramy pisma i druku zapłaciła zdrowiem psychicznym. Jej życiorys sprowadzić można do kilku zdań. Urodziła się w 1908 roku. Nadano jej imię Bronisława. Przez ponad 40 lat żyła w taborze. Była żoną Dionizego Wajsa. W 1949 roku do taboru Papuszy dotarł Jerzy Ficowski, poeta i cyganolog, którego zainteresowały poetyckie improwizacje pięknej Cyganki i który namówił ją do zapisywania wierszy. W 1950 roku cygański tabor Papuszy osiadł w Żaganiu. W 1953 roku wszystkie rodziny z tego taboru przeniosły się do Gorzowa. W 1958 roku zamieszkała w Inowrocławiu u siostry. Tam zmarła 8 lutego 1987 roku. Pochowana jest na inowrocławskim cmentarzu. Papusza (Lalka) to pseudonim. 

Jej wiersze recytowali oborniccy poeci. Oni też przygotowali wspaniałą scenografię przypominającą obóz taborowy. 

Na zaimprowizowanej scenie wystąpili oborniccy Romowie a trzeba tu dodać, że wystąpili pięknie. Widać było, że mają od najmłodszych lat we krwi to, co tak bardzo wyróżnia Romów i czego można im szczerze zazdrościć. – Jesteśmy zaszczyceni z ich obecności z w naszym gronie, powiedziała Barbara Zielińska. Gitara Czesława Karolczaka przenosiła widownię pomiędzy „wozy kolorowe”, ku „tańczącemu cyganowi” i nieśmiertelnemu „Ore Ore”. Wraz z występującymi śpiewała widownia. Kolorowe stroje cygańskie, kostiumy poetów, taniec i nastój obozu dusiły się niestety w okropnej ciasnocie, ale jednocześnie wznosiły tak wysoko, że pozostawały nieskrępowane. – Żeby tylko ktoś nam nie zasłabł, wyszeptała stojąca daleko w holu Krystyna Eichler, – bo trudno będzie przecisnąć się do wyjścia. 

W tym momencie do holu biblioteki wbiegła w charakterystycznych czerwonych strojach grupa ratowników pogotowia. Pani dyrektor zamarła, ale na krótko. Okazało się, że to koledzy i koleżanki ratownika Henryka Wojtysiaka chciały go zobaczyć w kostiumie i na scenie. Poznać go było zaiste trudno, bo był ucharakteryzowany na Roma a twarz osłaniał mu kapelusz z szerokim rondem. Ratownicy zabawili tylko przez moment a koncert trwał dalej, pełen ognistej werwy i łagodnej zadumy tak jak w poezji wielkiej Papuszy. 

Krystyna Eichler obiecała zastanowić się nad przeniesieniem tego spektaklu na większą scenę OOK a  na pewno watro byłoby go powtórzyć, bo jego autorzy i aktorzy dokonali  wspaniałego dzieła propagując cygańską poetkę i cygański folklor. 

Fragmenty tego można będzie zobaczyć na naszej stronie www.oborniki.com pl, a my już teraz zapraszamy na kolejne przedsięwzięcie pod tytułem „Wieczór Kogutów”. Tajemniczy tytuł przybliżymy w kolejnym numerze gazety. 

Podobne artykuły