Każdy pomysł ratowania rezerwatu Słonawy jest dobry

OBORNIKI. W ubiegłym tygodniu w Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł na temat obsuwania się obornickiej skarpy u ujścia Wełny do Warty. W zeszłym roku inna z gazet codziennych, Fakt, relacjonowała w letnim sezonie ogórkowym podróż wieloryba Wisłą do Warszawy, w tym roku wakacyjnym problemem stały się ryby  łososiowate, który mają ponoć powrócić do Obornik, aby tu podczas tarła rozmnażać się. 

Problemem, o którym pisze Wyborczas, jest „Rezerwat Ichtiologiczny Słonawy”. Istnieje on formalnie od 1957 i rozciąga się od ujścia Wełny do Warty aż do śluzy Dahlmana. Miał chronić tarliska łososia, troci, certy, pstrąga i lipienia. 

Przez dziesiątki lat ryby truto ściekami komunalnymi i przemysłowymi, a rezerwat już dawno przestał być tym, czym miał być w założeniu. Ryby z Bałtyku nie mogły dopłynąć brudną Wartą do Obornik. 

Nie znaczy to wcale, że rezerwat nie istnieje. Ma nazwę i pewnie wciąż jeszcze nieco ryb. Co prawda od kilkudziesięciu lat nikt nie widział, aby łososiowate gatunki odbywały tarło na Wełnie, ale któż to wie dokładnie? Może ryby już dawno przystosowały się do złych warunków i nadal się przyzwyczajają, bo taka jest zdaniem Darwina, natura żywych organizmów. 

Autor wspominanego artykułu zastanawia się – Jak ochronić infrastrukturę nie niszcząc przyrody? Ten dylemat pojawia się wszędzie, a ostatnio najgłośniej w Dolinie Rospudy. Wracając jednak nad rodzimą Wełnę, autor twierdzi, że zdaniem konserwatora przyrody wzmocnienie skarpy będzie zbyt daleką ingerencją w rezerwat. 

W opinii prof. Jerzego Mastyńskiego, ichtiologa z Akademii Rolniczej, należy umocnić brzeg skarpy ziemią i krzewami. Ponoć naukowiec nie zgadza się na rozwiązanie proponowane przez odpowiedni  urząd. Chodzi tu o Urząd Marszałkowski, bo to on jest inwestorem. 

Wedle koncepcji specjalistów z Wydziału Melioracji i Gospodarki Wodnej Urzędu Wojewódzkiego, przewiduje się umocnienia skarpy kamieniem, faszyną i ziemią, ale przed przystąpieniem do robót zasadniczych skarpę należy oczyścić z porastających ją drzew i krzewów. 

Były starosta, ale nie ekspert, Antoni Żuromski jest przeciwny, bo uważa, że – usunięcie drzew może także spowodować podniesienie się temperatury wody przy ujściu Wełny, zmieni się wówczas zupełnie środowisko rzeki, co może zdezorientować ryby powracające na tarło. 

Ten argument rozśmieszył niektórych znawców tematu. Temperatura wody zmienia się przecież wraz z warunkami pogodowymi, zmianami chemicznego i fizycznego składu wody, poziomu zanieczyszczeń i wieloma innymi czynnikami. Wycięcie paru krzaków nie jest żadnym problemem. 

Wspomniany profesor Mastyński jest zdania, że trzeba szybko umocnić skarpę oraz solidnie, bo ciągła degradacja ujścia rzeki może zakłócić migrację wędrownych ryb. Jak solidnie, to zgodnie z koncepcją Urzędu Marszałkowskiego (UM). Koncepcję tę opracowała na zlecenie UM firma zajmująca się takimi problemami. 

Przy okazji badania tej sprawy, zapytaliśmy burmistrz Obornik o rzekome plany likwidacji rezerwatu. Anna Rydzewska powiedziała -jesteśmy przeciwni likwidacji rezerwatu. Pomysł, że niby chcemy ujście Wełny zabetonować, jest całkowicie niedorzeczny.

Zagrożenie dla rezerwatu dostrzegł też wojewódzki konserwator przyrody dr Jerzy Ptaszyk. We wspomnianym artykule twierdzi on, że – blisko skarpy przechodzą dwa rurociągi: wodociągowy i kanalizacyjny. Erozja może być groźna. Nikt by nie chciał, żeby ścieki przedostały się do rzeki. 

Warto tu wspomnieć, że na ratowanie obornickiej skarpy były już nawet przyznane pieniądze i to właśnie on je wstrzymał, po negatywnej opinii starosty obornickiego.

Nie ma wątpliwości, że rezerwat trzeba ratować. Jednym z działań musi być trwałe wzmocnienie skarpy, by zapobiec dalszej degradacji ujścia rzeki do Warty. Drugim działaniem winno być spiętrzenie Wełny. To zadanie spełnić ma śluza znajdująca się kilometr w górę rzeki, na granicy rezerwatu. Po wieloletnich bojach, Zespół Elektrowni Wodnych w Jastrowiu otrzymał pozwolenie wodno-prawne na odtworzenie jazu i budowę elektrowni wodnej. 

Niedługo spółka wystąpi o pozwolenie na budowę. Ta potrwa rok do półtora roku. Gdy poziom wód się podniesie, dno w naturalny sposób się omuli i stan rezerwatu się polepszy. 

Czy ryby wrócą, tego nie widomo. Na ten temat powiedziano już wiele, ryb nikt nie o nic pytał, bo przecież ryby głosu nie mają, choć są problemem najbardziej zainteresowane.

 

Podobne artykuły