Za chuligaństwo na ulicach Obornik odsiedzi łączny wyrok 11 miesięcy

OBORNIKI. W poprzednim numerze pisaliśmy o młodym człowieku, który powybijał pałką szyby w budynku Przedszkola nr 3. By zrozumieć jak to się dzieje, że młody człowiek z taką pasją, na oczach innych i bez najmniejszych hamulców niszczy nasze wspólne mienie prześledziliśmy godzinę z życia 23-letniego Marcina C. i jego koleżków, na krótko przed zatrzymaniem ich przez policję. 

Najwięcej informacji dostarczył niewiele młodszy od niego Łukasz P., ślusarz z Obornik. Jego opis pasuje do aktualnego kanonu mody wielu młodych osób. Niemal łysa głowa, szeroki kark i pałka do baseballa w bagażniku. Zeznając przed sądem opowiedział dość szczegółowo o środowym wieczorze. 

Wrócił z pracy i postanowił spotkać się z Marcinem C., i innymi kolegami. Podjechał swoim Fordem na osiedle przy Młyńskiej i zaparkował go koło trzepaka pomiędzy przedszkolem a sklepami „pod daszkami”. Wyjął z bagażnika baseballową pałę i poszedł na podwórko przedszkola, gdzie czekali już koledzy. 

Nie mieli żadnych planów na wieczór, być może miała je nijaka Paulina. Przyniosła chłopcom półtora litra wódki. Siedzieli więc leniwie i pili ze znalezionej w śmieciach szklanki. 

Gdy wódka zaszumiała w głowach i by wzmóc podziw obserwującej ich dzieciarni, Marcin wziął pałkę i zaczął nią wybijać szyby. Tłukł je systematycznie jedna po drugiej, od drzwi do narożnika gmachu, nie omijając żadnego okna w budynku przedszkola. Wybił kilkanaście szyb, gdy na podwórze dotarł nieco spóźniony Bartek N., 16-letni gimnazjalista. 

Byłby pewnie wcześniej, ale przedtem poszedł na piwo. Indagowany na sali sądowej o to, gdzie 16-latek o nikłej sylwetce mógł kupić piwo, wyjaśnił, że bez problemu w sklepie „Żabka” przy ulicy Szpitalnej. Kupił i wypił dwa i to nie po raz pierwszy. Pytany, co na to rodzice? Odparł, że wiedzą o tym, że pije. 

Bartek N., w „zabawie” jednak udziału nie wziął, bo w tym samym czasie na podwórze dotarli już policjanci. Słyszał tylko brzęk wybijanych okien a potem razem z innymi uciekał pod daszki przed policją. 

Chuliganów ścigał sierżant Tomasz Łukaszewicz. Ledwie objął około godziny 21:30 fatalnego dnia dyżur, gdy wpłynęło doniesienie o chuliganach wybijających szyby. Wraz z kolegą zareagował natychmiast i nim „zabawa” dobrze się rozkręciła, wbiegł na podwórze przedszkola. Młodych już tam nie było, bowiem przeczuli interwencję i uciekli. 

Nie uciekał tylko Łukasz P., który zabrał od Marcina pałkę i spokojnie odniósł ją do samochodu i włożył na powrót do bagażnika.. Uciekać zaczął dopiero potem i byłby uciekł, ale zgubił klucze od mieszkania. Przyglądające się wszystkiemu dzieci wskazały, gdzie. Tam, pod daszkami, policjanci zatrzymali Marcina C. Ten przyznał się do wybijania szyb. 

Oskarżony słuchając tego na ławie oskarżonych „omal nie zasłabł” z wrażenia. Sędzia Antoni Łuczak „nie kupił” nagłego pogorszenia się stanu zdrowia u młodzieńca i kazał mu podać szklankę wody. To załatwiło sprawę i można było kontynuować proces. 

Marcina C., po zatrzymaniu odtransportowano do aresztu, gdzie przebywał do dnia sądu.

Urzędnicy miejscy zlecili oszklenie okien, by je zabezpieczyć. Rachunek wyniósł 936 zł i o te kwotę wystąpili do sądu. 

Obrońca chuligana miał zastrzeżenia, co do ilości wybitych szyb. Chciał też usłyszeć, kto i jak często patrolował teren za przedszkolem, gdzie zbierała się młodzież i  na oczach dzieci piła alkohol. Komendant straży miejskiej Andrzej Cierzyński zapewniał, że jego strażnicy co pewien czas patrolują tamto miejsce ale niczego nie zauważyli.  Dodajmy jednak, że każdy, kto  to miejsce kiedykolwiek widział, mógłby mieć co do powyższego oświadczenia komendanta straży pewne wątpliwości.

Zbierająca się tam grupa głośnych chuliganów z butelkami w dłoniach stała się wzorem dla ich młodszych fanów. W czasie, gdy w sądzie toczyła się sprawa, przed budynkiem stało kilkanaście osób, „na oko” jeszcze nieletnich. Z podziwem spoglądali na Marcina C doprowadzonego przez rosłych funkcjonariuszy. Na jego kajdanki i butną minę. 

Ta nieco zrzedła dopiero na sali sądowej. Krótko przed ogłoszeniem wyroku Marcin powiedział: – Te pięć dni w areszcie było najdłuższymi dniami w moim życiu. Wszystko przemyślałem przepraszam i obiecuję, że nigdy już nie wezmę do ust nawet kropli alkoholu. 

Tu warto przypomnieć, że oskarżony był już niedawno karany za podobnie chuligańskie czyny. Sąd skazał go wówczas na sześć miesięcy pozbawiania wolności. Wykonanie kary zawiesił tytułem próby. 

Szyby w przedszkolu Marcin C wybijał już jako recydywista. Zdaniem sędziego Antoniego Łuczaka  ten  czyn jest niemal podręcznikowym przykładem chuligaństwa, dokonywanego bez żadnych hamulców, na oczach innych.

Sąd wymierzył mu za to karę pozbawienia wolności na okres pięciu miesięcy. Jednoczenie została odwieszona poprzednia kara. Marcin C spędzi w wiezieniu najbliższe 11 miesięcy. Będzie musiał zapłacić gminie 936zł za szyby, pokryć koszty sądowe i obrony w kwocie pond 1000 złotych.

Na wniosek obrońcy sąd zgodził się odwiesić mu sankcję aresztu, więc oskarżony pójdzie odsiadywać wyrok z wolnej stopy. 

Gdy po rozprawie policjanci ściągali mu z rąk kajdanki, kilkunastoosobowa grupa fanów Marcina biła brawo i gratulowała ma odzyskania wolności. Dzień później widzieliśmy Marcina C., na ulicy otoczonego wyrostkami. Miał minę znacznie bardziej pewną niż na ławie oskarżonych.

Czy prawie roczna odsiadka go czegoś nauczy, czy zrezygnuje z alkoholu i rozrób, czy przestanie niszczyć nasze wspólne mienie? To pokaże czas. – Przynajmniej będziemy mieli rok spokoju, usłyszeliśmy komentarz policjantów z wydziału prewencji.   

Podobne artykuły