Jak nie dializy, to może udary?

OBORNIKI. Po jak na razie nieudanych próbach ulokowania w Obornikach stacji dializ powstał kolejny i chyba jeszcze śmielszy projekt by utworzyć w Szpitalu Powiatowym centrum leczenia udarów mózgu.

Zamysł pojawił się nagle, choć nie jest niczym nowym. Niedawno lansował go Marek Daniel, gdyż brak prewencji medycznej i szybkiego dostępu do leczenia udarów bywa wielkim zagrożeniem dla mieszkańców powiatu, a szczególni tych po 40 roku życia.

W tym celu starostwo wspólnie z dyrektorem szpitala zwołało na dzień przed sesją nadzwyczajną, nadzwyczajne spotkanie, by omówić wszelkie problemy, zanim uchwała intencyjna tworzenia centrum trafi pod obrady. Spotkanie dotyczyło dwóch zagadnień. Jednym jest sprawa zakupu sprzętu medycznego, drugą budowa sali intensywnej opieki na potrzeby centrum leczenia ostrych udarów mózgu.

Dyrektor swój pośpiech tłumaczył tym, iż sięgnął po pomoc do szczebla regionalnego, ale nie wiedział, że jest tak mało czasu. Ostrzegł, iż sprawa musi pójść w wielkim tempie. Program Norweskiego Mechanizmu Finansowego oraz Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego pozwala pozyskiwać środki na opiekę medyczną. Szpital chce złożyć od razu dwa wnioski. Ma już przybliżony plan budowy centrum leczenia ostrych udarów mózgu dotyczący tak intensywnej opieki, jak i części rehabilitacyjnej. Firma AWIL przygotowała mu wnioski i konsultuje projekt. Byłaby na ten cel dokonana adaptacja planowanego w łączniku OJOM-u. Tak naprawdę nigdy go nie ukończono, więc budowa trwa tam nadal. W tych ramach w pustych dziś pomieszczeniach można by prowadzić działalność o zakresie regionalnym. Są też plany przebudowy pracowni RTG oraz kosztorys tego przedsięwzięcia.

Niestety dotyczy on realiów roku 2003 i opiewa na kwotę 1,669 tys na cześć inwestycyjną plus 30% na resztę. Dziś ceny materiałów budowlanych poszybowały tak wysoko, że trudno wyliczyć realny koszt przebudowy.

By pozyskać pacjentów, będą prowadzone bezpłatne badania naczyń szyjnych każdego mieszkańca powiatu obornickiego, który ukończył 40 rok życia. Będzie też badany poziom cukru i cholesterolu a potem ci, co mają jakieś zmiany odstępujące od wzorca będą kierowani na 24 godzinne badania ciśnienia krwi. Taki program kosztować będzie ponad 700 tys i potrwa trzy lata. By mieć taką możliwość szpital musi posiadać gwarancje powiatu, że ten zabezpieczy środki na tę część programu. Druga część to wyposażenie. Wśród sprzętu musi być nowy aparat RTG. Szybszy i nowocześniejszy, który kosztować będzie 1,600 tysięcy.

W ten sposób dyrektor Dobrzycki dotarł do kwoty ponad 3,700 mln złotych, w czym powiat musiał by wyłożyć 560 tysięcy. Plany dyrektora okazały się bardzo rozległe. W podobny sposób poprzez badania profilaktyczne mieszkańców powiatu szpital planuje leczenie gruźlicy. Ta jest groźna, bo przywożą ją, jak to wyjaśnił dyrektor, mieszkańcy dawnego ZSRR. Przy tym wszystkim można by badać też markery rakowe. To ma wpływ na szybsze wykrywanie i łatwiejsze leczenie osób zagrożonych nowotworami, obok chorób sera najczęstszego powodu przedwczesnych zgonów. Programy są trudne do precyzyjnego ułożenia i przygotowania a szanse na pozyskanie pieniędzy na owe programy dyrektor Stanisław Dobrzycki ocenił jako małe. My dodamy, i chwała mu za to, że ma inicjatywę i chce sięgać tam, dokąd dotąd powiat nie sięgał, czyli do kasy unijnej. Z tego tytułu za programy szpital wyda poniżej 20 tysięcy z nadzieją na pozyskane miliony.

Krzysztofa Paszyka martwił jednak termin, z którym dyrektor zwrócił się do rady, choć również cieszy go temat. Nie ukrywał obawy, że może być spóźniony. Stanisław Dobrzycki zapewnił radnego, że termin jest dobry, bo im później tym lepiej, gdyż lepiej pozna ceny. Przyznał, że nie zdążył przygotować kosztorysów i dodał, że w szpitalu nie ma nawet osoby, która potrafiłaby napisać wniosek. Kazimierz Zieliński sądzi, że wszelkie kosztorysy są znacznie zaniżone i na powiat spadnie nagle wydatek rzędu miliona złotych.

Powiat musiałby zaciągnąć też zobowiązania na ponad 5,7 mln złotych, co po dodaniu zaniżonej kwoty kosztorysowej a ocenionej przez Stanisława Dobrzyckiego na 25% dałoby ponad 7 milionów. Dyrektor przyznał, że może być tak, że w 2008 roku powiat musiałby wyłożyć 2,5 mln. Jednak już teraz potrzebna jest uchwała intencyjna. Adam Olejnik przyznał rację obawom Zielińskiego, że powiat będzie musiał zabezpieczyć środki na całe przedsięwzięcie, a na to powiatu przecież nie stać. Piotr Sitek stwierdził, że zarząd powiatu musi w to wejść, – bo nas dyrektor wciąż pyta, jak nie, to co zrobicie ze szpitalem? Dodał, że powiat ma jeszcze możliwości pożyczania i nie jest wcale bankrutem.

Dyrektor sugerował innie rozwiązanie, mianowicie, by zadłużyć szpital w banku obciążając jego hipotekę a wtedy nie zadłuży się powiat.

Edmund Kuźniak dowiedział się od dyrektora, że nie ma on na piśmie opinii konsultantów wojewódzkich o potrzebie powstania takich działań, jakie planuje szpital, więc sytuacja jest wciąż hipotetyczna a tu trwa rozmowa o konkretnych pieniądzach. Dobrzycki zapewnił, że jest taka potrzeba bez względu na rozwiązania. Inna sprawa, że szpital ma już dziś problem z wykwalifikowanymi pielęgniarkami. Jeśli by nie tworzyć centrum, lecz budować OJOM, to i tak trzeba by je gdzieś pozyskać. Do tego utrzymanie OJOM-u sporo kosztuje i się do niego wciąż dokłada. Lepszym rozwiązaniem jest ośrodek leczenie udarów, bo tam też można zabezpieczać wszelkie ciężkie przypadki. Wciąż jednak do swych obaw dotyczących możliwości utraty przez powiat płynności finansowej wracał radny Olejnik. Sitek go pocieszał, że może nie siedem a wystarczą na razie 3 miliony, a tyle się jakoś w trzy lata udźwignie.

Być może Olejnik, tak jak my pamiętał, iż optymizm Sitka już co najmniej raz nie pozostał bez wpływu na upadek wielkiej obornickiej firmy, bo mimo zapewnień sekretarza najwyraźniej nie odzyskał pełni spokoju. Pewnym problemem jest też kwestia zagwarantowania odpowiedniej ilości udarów. Bo gdy powstanie centrum a braknie udarów to dopiero będzie kłopot. Takich problemów radni mieli wiele i mało czasu na ich rozważnie, bo następnego dnia mieli w tej sprawie głosować, o czym piszemy w innym miejscu.

Wychodząc z sali radni opozycji nie ukrywali, że jest to ryzykowny krok, ale we właściwym kierunku i warto go poprzeć.

Podobne artykuły