Wańkowicz zablokował Obornikom ważną inwestycję

OBORNIKI. W trakcie ostatniej sesji Rady Powiatu, obecny na sali Henryk Łukaszewski zapytał starostę Wańkowicza o argumenty w sprawie pisma do konserwatora przyrody, w którym krytycznie ustosunkował się on do problemu usuwającej się skarpy u ujścia wprost do Wełny.
Jak pokazał wiceburmistrz, starosta podpisał opinię z której wynika, że nie ma potrzeby naprawy tej skarpy. W konsekwencji tego marszałek pieniądze z wielkim trudem wywalczone dla Obornik cofnął.

Wańkowicz był, co najmniej zaskoczony swym działaniem, nie wiedział o tej sprawie nic. Przyznał – podpisałem pismo, a jak się zapoznam ze sprawą, to uargumentuje. Burmistrz Łukaszewski ostrzegł Wańkowicza, że jeśli dojdzie do katastrofy, on poniesie za to winę.

By sprawa była bardziej zrozumiała, trzeba wspomnieć, że jeszcze za czasów rządów Kurowskiego i Dykcika pewna osoba wykorzystała ziemię z wykopów pod kolektor sanitarny do powiększenia sobie działki po prawej stronie rzeki. Zepchnięto taką jej ilość ziemi do Wełny, że rzeka zmieniła swój nurt i zaczęła podmywać przeciwny bieg. Wojewódzki Konserwator Przyrody, dr Jerzy Ptaszyk napisał – skarpa obsuwa się na wysokości posesji nr 6 przy ulicy Krótkiej. Grozi to zawałem reszty pomytej skarpy.

Burmistrz Rydzewska wystąpiła o środki na ratowanie skarpy do władz wojewódzkich, ale okazało się, że chętnych na te pieniądze jest wielu. Jednak dzięki opinii rzeczoznawcy i usilnym staraniom udało się zdobyć niemal całą kwotę w wysokości 410 tysięcy złotych, o czym informowaliśmy w poprzednim numerze. Sprawę omawiano też na spotkaniu komisji gospodarczej z urzędnikami Urzędu Marszałkowskiego. Tam po raz pierwszy można było usłyszeć o przyznaniu Obornikom środków na skarpę i wśród ogólnego zadowolenia jedyny głos wątpliwości ze strony Żuromskiego.

Niestety, kolejnym krokiem była negatywna opinia starosty, po której marszałek zabrał przyznane już Obornikom pieniądze. Starosta wydawał się tym zaskoczony i w kuluarach obiecał, że obejrzy skarpę. Można by rzec szkoda, że nie zrobił tego przed wydaniem opinii.

Oborniki straciły z winy powiatu kolejną inwestycję i kolejne kilkaset tysięcy złotych. Starosta był tak autentycznie zaskoczony tą sytuacją, że można założyć, iż ktoś mu kazał podpisać bądź go namówił na taką, a nie inną opinię.

To niestety potwierdza tylko nasze przypuszczenie, iż przestał on już faktycznie rządzić w starostwie, po tym jak urzędnicy „przetrącili mu kark”.

Podobne artykuły