Rada chce, związki nie

OBORNIKI. W minionym tygodniu Rada Społeczna Szpitala wyraziła zgodę na przystąpienie zarządu powiatu do poszukiwań inwestora zewnętrznego, który wybuduje sobie stację dializ.

Przedstawiciele wszystkich czterech związków zawodowych jakie są w szpitalu, bardzo stanowczo zaprotestowali. Związkowcy nie chcieli określić powodów swych obaw a jedynie zasygnalizowali, iż takie posiadają. Wysłali zresztą już w tej sprawie pismo do starosty obornickiego. Rozbawiło to dyrektora Dobrzyckiego, a Waleria Liczak ostrzegła związkowców, by dali sobie spokój z protestami. Przytoczyła przykład szpitala w Kowanówku, gdzie jak stwierdziła – Manicki sobie już poradził z takimi jak wy.

Pewne obawy miał także radny Paweł Bździak. – Po co nam nowa inwestycja, skoro wciąż nie dokończyliśmy poprzedniej? Obecny na spotkaniu Jacek Koralewski doradzał swym starym zwyczajem, – róbmy, co jest do roboty a potem zobaczymy. A kto wie, jak już jest ta firma, to może będzie więcej pieniędzy? Na pytanie, jaka firma i gdzie jest, Żuromski tajemniczo radził, by poczekać, na razie są oferty i lepiej jeszcze nie mówić. Później się okazało, że jest wspaniałomyślny inwestor, który za grunt szpitalny wybuduje budynek i odstąpi jego część szpitalowi. Nikt jednak nie wiedział za ile i po co.

Stanisław Dobrzycki wiedział nieco więcej, bo ma plan by w podarowanych pomieszczeniach urządzić rentgen. Wie też, że pomieszczenia będą w stanie surowym i powiat je będzie musiał sobie wykończyć. Wyliczył też, że pochłonie to milion złotych.

Członkowie Rady Społecznej zwiedzili przy okazji pomieszczenia, które od wielu lat czekają choćby na pół miliona by łącznik mógł działać i czemuś w końcu służyć. Obejrzeli też podjazd do sławnego łącznika za kilka milionów, który okazał się bublem i nieporozumieniem. O spartaczonym podjeździe pisaliśmy w poprzednim numerze. Goście obejrzeli więc ów podjazd i pytali co z nim dalej?

Żuromski zapewnił ich, że to nie będzie drogie. Trzeba przebudować nie tylko podjazd, ale i kanalizację a to już spory wydatek, tak przynajmniej twierdził Stanisław Dobrzycki.

Przyglądając się działalności zarządu powiatu oraz słuchając słów dyrektora szpitala, trzeba się zgodzić ze związkowcami, iż mają poważne podstawy do obaw.

Podobne artykuły