Przetrącony kark starosty

OBORNIKI. Na temat działań, które bez mała mogą być posądzane jako bliskie granicy prawa, wiadomo było już od dawna i niemal wszystkim. Radni wielokrotnie poruszali ten temat. Pracujący prywatnie geodeci, czy urzędnicy dorabiający sobie w podległych starostwu szkołach, co też jest poważnym konfliktem interesów, to stan zastany przez nowego starostę Gustawa Wańkowicza.

Objęcie przez niego urzędu starosty napawało jednak nadzieją na zmiany i poprawę tego wizerunku urzędu. Życie pokazało, że o reformie starostwa można już zapomnieć. Tu bronimy Gustawa Wańkowicza, bo jesteśmy głęboko przekonani, iż mógł mieć szlachetne zamiary. Jednak siła urzędników była tak wielka, że nim minęło pierwsze 100 dni rządów nowego starosty, przetrącili mu kark i poprowadzili na smyczy wyznaczonym wcześniej korytarzem, tym samym z resztą, którym wiedli przez poprzednie lata Antka Żuromskiego.

Dowodem na to może być odpowiedź starosty na interpelacje radnego Bździaka w sprawie nieprawidłowości związanych z podwójnym zatrudnieniem geodetów i sprawą Drewicza. – „Żaden z pracowników Starostwa, a dotyczy to pięciu geodetów i Pana Pawła Drewicza nie wykonuje dodatkowych prac tożsamych, pozostających w sprzeczności lub związanych z zajęciami, które wykonuje w ramach obowiązków służbowych wywołujących uzasadnione podejrzenie o stronniczość lub interesowność. Pan Paweł Drewicz jako Naczelnik Wydziału Oświaty, Kultury i Sportu nie podejmuje żadnych decyzji dotyczących finansów i spraw organizacyjnych szkół. W każdym przypadku decyzje te podejmowane są w formie uchwał Zarządu lub Rady Powiatu”. W tym miejscu aż ciśnie się pytanie, – co wobec tego robi w starostwie pan Drewicz. Za co płacą mu podatnicy, skoro jako naczelnik  wydziału nie może podejmować żadnych decyzji, gdyż sobie dorabia w liceum?

Inny problem to geodeci. Jak pisze pan starosta – „Geodeta Powiatowy Pan Wojciech Pawlik nie prowadzi działalności na terenie powiatu obornickiego – złożył w tej sprawie oświadczenie na piśmie. Pozostali geodeci, którzy prowadzą działalność gospodarczą nie przekraczają warunków ustawy”. Tak twierdzi starosta a mieszkańcy Obornik obserwują, jak geodeci biegają z łatami po powiecie.

Starosta swą bezsilność tłumaczy następująco – „W dniu 14 grudnia 2006r. odbyłem protokołowane spotkanie z geodetami, na którym między innymi zapytałem, co zrobią, jeśli zakażę im prowadzenia działalności jednoznacznie stwierdzili, że złożą wypowiedzenie z pracy”. Zdaniem pana starosty w naszym kraju nie ma geodetów mogących pracować w Obornikach i trzeba się godzić z działalnością gospodarczą tych, którzy zechcieli się zatrudnić.

Jeden starosta leniwy, inny nieudolny a ostatni z przetrąconym, w cudzysłowie oczywiście, karkiem. Rezultatem tego jest brak inwestycji, brak pieniędzy, ogólny marazm, bieda i brak perspektyw. Taki jest obraz powiatu obornickiego, który trwa głównie dla dobra zatrudnionych w nim urzędników. Szary i smutny, przestał już budzić jakąkolwiek nadzieję na poprawę tego przykrego wizerunku.

Podobne artykuły