Gmina przegrała w sądzie pół miliona

OBORNIKI. Gmina Obornki przegrała w sądzie spór z „Hydrobudową 9” o zapłatę za zieleń rzekomo urządzoną wokół oczyszczalni ścieków. Chodzi o niebagatelną kwotę przekraczającą pół miliona złotych, a naliczoną, zdaniem władz Obornik za coś, co nigdy nie powstało.

Tak przynajmniej zapewniała Anna Rydzewska radnych, zachęcając ich do tego, by pojechali na teren oczyszczalni i sami poszukali owej zieleni. – Gdyby nawet chcieli za tą zieleń 50 tys. zł, to było by i tak nadpłacone, wyraziła obawę burmistrz.

Cała ta sprawa pachnie z daleka niezbyt przyjemnie. Prace wykonano po rozbudowie oczyszczalni ścieków, w 2001 roku jako pas ochronny. Jakoś tak dziwnie umówiono się, że faktura za to miała być płatna dopiero w 2003 roku. Nie mniej dziwna była klauzula mówiąca, iż wykonawca nie będzie domagał się odsetek w przypadku opóźnienia w przelewie pieniędzy, tak jakby ktoś z góry założył, że za zlecone prace zapłaci kto inny i niedotrzymany będzie termin zapłaty.

Tu trzeba wyjaśnić, że taką właśnie umowę podpisał ówczesny burmistrz Jacek Koralewski. Wykonanie umowy spadło na barki duetu Kurowski z Dykcikiem. Za ich przyzwoleniem, ich urzędnicy w osobach Barbar Rożek – obecnie Inspektor Budowlany w Starostwie Powiatowym, z kolegą Franaszkiem potwierdzili razem, że prace związane z zielenią wykonano właściwie. Tymczasem zlecone przez Annę Rydzewską ekspertyzy w wykonaniu, miedzy innymi profesora Wendera, eksperta z Akademii Rolniczej, dowiodły, iż przedmiotowej zieleni nie nasadzono.
Sąd badał sprawę niemal cztery lata i orzekł niedwno, iż gmina musi zapłacić. Podstawą dla takiego orzeczenia było nie to czy zieleń w ogóle powstała czy nie, ale to, iż ten fakt został potwierdzony przez urzędników, którzy mieli do tego wystarczające umocowania.

Władze Obornik czekają teraz na pisemne uzasadnienie wyroku, ponieważ chcą się od niego odwołać do wyższej instancji. Bogdana Bukowskiego oburzyło to, że – poświadczono nieprawdę na szkodę podatników i jeśli gmina przegra odwołanie, to trzeba będzie zrezygnować z jakiejś ważnej inwestycji.

Poprosił radnego Wojciecha Pawlika, który był przewodniczącym Rady w poprzednich kadencjach i osobą bliską rządzącym, aby wyjaśnił jak do tego doszło. Henryk Łukaszewski też dopominał się odpowiedzi, dlaczego Pawlik znając prawdę, nie poinformował o niej ówczesnych radnych. Nie otrzymawszy odpowiedzi przypomniał, iż całą prawdę o lipnej zieleni ujawnił dopiero radny Kazimierz Adamek, będący pracownikiem oczyszczalni.

Sprawa zielni i możliwość utraty ponad 500 tysięcy złotych poruszyła radnych i podgrzała atmosferę sesji. Irena Magdziarek doradzała rozsądek i spokój – by nie mówiono o nas, że nie dorośliśmy do naszych stanowisk. Wyraziła chęć obejrzenia zieleni, dodając na koniec – to niepojęte. Ktoś zrobił przekręt a wszyscy zapłacą.

Anna Rydzewska zapewniła zebranych, iż wystąpi przeciw osobom, które zawiniły z pozwem do sądu o zadośćuczynienie, bowiem jej zdaniem, nie mogą na czyjejś nieuczciwości stracić podatnicy.

Podobne artykuły