Lekarze nie chcą opuścić tanich i wygodnych pomieszczeń

OBORNIKI. Po tym jak burmistrz Anna Rydzewska wysłała w grudniu 2006 pismo do lekarzy mających swoje gabinety w budynku Urzędu Miejskiego z informacją o konieczności odzyskania kilku pomieszczeń we wspomnianym budynku, wybuchł konflikt, w którym lekarze zaczęli bronić swoich dotychczasowych pomieszczeń niczym niepodległości.  

Zainteresowane osoby z kręgu lekarsko pielęgniarskiego podpisały list otwarty z krytyką wspomnianego pisma i zaczęły dyskutować w burmistrzem o problemie poprzez media. Rosnące z dnia na dzień napięcie wymagało wyjaśnienia. W związku z tym Anna Rydzewska zaprosiła do siebie zainteresowane strony by przekazać informację, iż jedynie pewne lokale będą gminie potrzebne.

Zapewniła zebranych, że nie będą to nagłe ruchy i nie ma mowy o przenoszeniu wszystkich. Urząd Miejski musi posiadać do końca 2008 roku hol recepcyjny, bo takie są wymogi unijne. Woleliśmy was uprzedzić wcześniej. Myślałam jak zabezpieczyć wam lokale, byście mieli coś w zamian. Nie do końca mnie zrozumiano, by ni rzec, wręcz odwrotnie. Pomagamy służbie zdrowia. Konsyliarz dostał cały budynek, budujemy windę, z której skorzystają też wasi pacjenci – powiedziała burmistrz.
Urzędniczka z Ośrodka Pomocy Społecznej wyjaśniła, iż ich placówka znacznie poszerzyła krąg klientów, od kiedy przybyły osoby pobierające alimenty. Nie mieszczą się w dotychczasowych pomieszczeniach z dokumentacją i z obsługą. Sekretarz urzędu Ewa Thiem dodała: musimy poszerzyć obsługę elektroniczną dążąc do stworzenia e-urzędu. To wymaga pomieszczeń odrębnej kancelarii do dekretacji i przekazywania do wydziałów. Musimy mieć punkt obsługi interesanta, takie wymogi nakłada na nas Unia Europejska. Ustawodawca zobligował nas terminem do końca 2007 roku, który teraz przesunął do 2008 roku.

Co do zadań własnych wyliczyła je radczyni prawna Urzędu. Wśród nich nie ma jednak obowiązku zabezpieczenia lekarzom pomieszczeń. Gmina ma opracowywać programy zdrowotne, badać ich wykonywanie i nic po za tym.

Anna  Rydzewska dodała –  dokładnie powiedzieliśmy o naszych obowiązkach nie po to, by odejść od pomocy lekarzom. Jest mi przykro, że podjęliście ze mną rozmowę za pomocą mediów, przy czym nie mam pretensji do mediów. Taka polemika poprzez media jest i tak zwykle bezskuteczna. Zrobiliśmy tak wiele dla służby zdrowia, że nie zasłużyliśmy na krytykę w listach otwartych, w których było wiele przekłamań i nieuczciwości a i dużej nieuprzejmości.

W dalszej części wystąpienia wyjaśniła – musimy odzyskać te pomieszczenia na parterze, gdzie jest teraz stomatolog, a od urzędu dzieli je jedynie przepierzenie a płyty. Już z Vita KK zrezygnowała z jednego pomieszczenia. Potrzebujemy jeszcze cztery pokoje w długim budynku. Są w to miejsce lokale z łazienką w bibliotece a ponadto do waszej dyspozycji będzie przedszkole nr 5. Nie ruszymy pomieszczeń, gdzie lekarze już zainwestowali jak mammografia czy dermatolog. Te pomieszczenia nadal pozostaną u lekarzy.

Współwłaściciel spółki „Konsyliarz” Mirosław Moskalewicz w imieniu własnym powiedział, że dużą przykrością dla niego i kolegów jest to, że pani burmistrz tak to przekazuje. Z pisma zrozumiał, że wszystkie spółki muszą opuścić zajmowane lokale. Proponowaną powierzchnię nie dałoby się wykorzystać przez wszystkich, bo nie pomieścili by się w przedszkolu. Stąd nieporozumienie.

Przyznał, że cały czas korzysta z pomocy władz gminy. Jeżeli jego wyjaśnienie było rzeczowe, to wystąpienie pani Mierzejewskiej było najłagodniej mówiąc dość histeryczne. Zapewniła władze, że to wszystko groteska, a jej pacjenci pytani czy wolą gabinet czy biura zapewniają, iż wolą gabinet. Wanda Stachowska chciała wiedzieć czy władze zdążą zdobyć nowe pomieszczania dla spółki pielęgniarskiej. Pytała czy przed wyrzuceniem ich burmistrz zdąży zabezpieczyć pomieszczenia z płytkami do sufitu.

Bogdan Bukowski zapytał – skąd słowa „wyrzucać”. My nigdy nie pisaliśmy, że ktoś kogoś wyrzuci. Tomasz Kierończyk, współwłaściciel spółki „Vita KK” przypomniał, że gmina miała umowę z nim do końca roku a podpisując umowę w NFZ musi mieć umowę na lokal.

Anna Rydzewska zapytała zgromadzonych – jeżeli źle zrozumieliście nasze pismo, to co stało na przeszkodzie by przyjść i porozmawiać o problemie. Tymczasem wybraliście drogę konfrontacji. Proszę też nie mówić nam, że samorząd musi komuś zabezpieczyć pomieszczenia o określonym standardzie i to z płytkami. Na koniec przypominam, że o ile opieka lekarza rodzinnego należy do gminy, to specjaliści podlegają powiatowi, więc to powiat winien myśleć o waszych lokalach.

Irena Woyda-Płoszczyca jako szef spółki „Vita SC” zapewniła panią burmistrz, iż chce łagodzić dyskusję i zapewniła ją o braku złych intencji. – Jeżeli w to weszły media, to dlatego, że pisząc list z koleżanką Mierzejewską byłyśmy w rozpaczy. Z opieki społecznej korzysta 1/3 społeczeństwa Obornik a z opieki medycznej całe społeczeństwo – wyliczyła pani Irena a i dodała – nie będziemy się tu jednak licytować. Namawiała by zrobić już listę tych, co stracą pomieszczenia, by nie wylądowali kiedyś bez lokalu.

Anna Rydzewska zapewniła – wy państwo chcecie sprostać wymogom i ja też chcę sprostać wymogom, które mi również narzucono. Cała administracja musi być w jednym miejscu, bo źle by było, gdyby petenci z każdą sprawą biegali gdzie indziej. Dzisiejsze spotkanie jest też po to byście wiedząc, które pomieszczenia potrzebujemy, zastanowili się, jak zagospodarować resztę. Czasem specjalista przyjmuje dwa razy w tygodniu a potem gabinet stoi pusto. Część specjalistów może znaleźć miejsce na Kopernika i nie prawdziwy jest argument, iż stamtąd dalej jest do szpitala.

Warto tu wyjaśnić, iż lekarze wyrażali obawę, że nie ma w Obornikach pomieszczeń o wysokości 2,80 a taki jest obecny wymóg. Burmistrz zapewniła lekarzy, ż nawet do połowy 2008 będą swe lokale użytkować bez zmian, a ona w tym czasie zrobi projekt i przygotuje dokumentację.

W tym momencie z bardzo rozsądną propozycją wystąpiła jedna z lekarek – kontrakty mamy na rok a więc i czas, a państwo pokażcie, które pomieszczenia potrzebujecie a my się zastanowimy jak wykorzystać resztę.

Jeżeli lekarze i władze doszły do pewnego konsensusu, to ich ustalenia nie wiele zmieniły w sytuacji. Wciąż rośnie agresja i mnożą się pretensje. Będąc w jednej z poradni lekarskich, zamiast recepty otrzymaliśmy najpierw do podpisu petycję w obronie lekarskich lokali i wysłuchaliśmy gorzkich słów pod adresem władz Obornik.

Podobne artykuły